Reklama

Dlaczego nie chcę matury

Dlaczego nie chcę matury

28.03.2020
Czyta się kilka minut
My, tegoroczni abiturienci, zostaliśmy ofiarami politycznej rozgrywki rządzących.
Lekcje w systemie Librus, 25 marca 2020 r. / Fot. Marcin Bruniecki / Reporter / East News
G

Grupka licealistów udostępniła wczoraj (w piątek 27 marca) na stronie naszademokracja.pl list maturzystów do rządu. „Wyrażamy ogromne zaniepokojenie brakiem konkretnych planów dotyczących przeprowadzenia egzaminów maturalnych. W sytuacji pandemii (…) która niewątpliwie odciska piętno na całym społeczeństwie, przystępowanie do matury byłoby narażeniem wielu uczniów i uczennic, a także nauczycieli i nauczycielek, członków komisji na ryzyko zakażenia” – czytamy w piśmie. Autorzy dodają, że skutkiem zamknięcia szkół są ograniczone kontakty z nauczycielami i chaos spowodowany niską efektywnością zdalnych lekcji.  

W ciągu kilku godzin pod listem podpisało się blisko 3 tysiące osób. W tym ja. 

Maturalna tresura

Od początku gimnazjum „programowano” mnie na maturalny stres. Na lekcjach nauczyciele często komentowali: „to się wam akurat przyda na egzaminie”, albo: „teraz mnie słuchajcie, bo to będzie na maturze”. Nie, nie chodziło nawet o to, by coś umieć pod kątem wybieranej już na studiach specjalizacji. Trzeba było „wkuć”, „przerobić” to, co będzie „potrzebne”: ze ścisłych nauczyć się schematów wykonywania zadań, z humanistycznych – zakuć daty albo wyuczyć się szablonów wypracowań. Nauczycieli ta szkolna rzeczywistość frustruje, uczniowie – wystarczająco „upupieni” – nawet nie próbują się buntować. Kreatywnością mogą się pobawić co najwyżej katecheci i katechetki, bo i tak nikt ich raczej nie słucha.

Trenuje się więc nas do tej matury. Tresuje. Musimy się nią stresować, bo to przecież „nasz egzamin dojrzałości”! Z ucznia robi się psa Pawłowa, któremu ślinka cieknie na samą myśl o dobrym wyniku. Bo jak będzie dobry, to nie tylko można się już nazwać „dojrzałym”, ale i pójść na studia, po których dostanie się świetnie płatną pracę.


Czytaj także: Szkoła zdziecinniała - rozmowa z Krzysztofem Katkowskim


Mity, którymi obrasta matura, wydają się oczywiście absurdalne, ale są żywotne. Ten egzamin ma sprawdzić, ile w ogóle nauczyliśmy się w trakcie naszej szkolnej edukacji. Zgodnie z prawem oświatowym to potwierdzenie ukończenia szkoły średniej. 

Cóż, ja akurat należę do kolejnego już rocznika, który może mieć jakiś problem z odhaczeniem tego świętego egzaminu. Rok temu była to wina rządzących, którzy postanowili radośnie olać strajkujących nauczycieli. W tym roku – „wina” epidemii, która zablokowała praktycznie wszystko. Ba, nagle nawet egzaminy przestały być już tak istotne, jak nam wpajano. Szacowny minister Piontkowski uważa, że „ta przerwa nie powinna zakłócać przebiegu roku szkolnego”. Ale, żeby zbytnio wyborców nie urazić, Pan minister zastrzega, że „jeśli przerwa zostanie wydłużona, to wtedy będziemy podejmowali decyzję”.

Pytam: czy ten święty egzamin ma rzeczywiście jakieś znaczenie? Nasze matury są przecież ściśle związane z wyborami: jak odwołają jedno, to odwołają i drugie. Zostaliśmy mimowolnie ofiarami politycznych rozgrywek, na które i tak nie mamy większego wpływu.

Przyroda i polityka

– Wiesz, mnie to strasznie denerwuje. Ciężko pracuję cały rok, w wakacje miałem jechać na kurs z fizyki pod kątem studiów. Zaraz zaczyna mi się rekrutacja na studia za granicą. To jak mam niby zmieścić się w dedlajnach wyznaczonych przez uczelnie? – mówi mi Jeremi, przyjaciel z klasy. 

Otrzymał już oferty od kilku zagranicznych szkół. I to na kierunki, o których marzył od pierwszej klasy liceum. Teraz nie ma pojęcia, czy nie będzie musiał wziąć gap year i aplikować za rok.

Podobne głosy można było usłyszeć także rok temu, podczas strajku. Część uczniów próbowała nawet powstrzymać pedagogów. Możemy się z takim podejściem zgadzać lub nie, ale wtedy przynajmniej można było zrobić cokolwiek.

Osobna sprawa to e-learning, zdalna praca, w gruncie rzeczy dość fikcyjna. – Gdyby nie moja córka, nie uruchomiłabym nawet tych cholernych webinariów dla nauczycieli – powiedziała mi pani Katarzyna, nauczycielka w jednym z podwarszawskich liceów. I dodała: – Nie jesteśmy przecież w ogóle przygotowani, aby prowadzić lekcje na wideo. Serwery są przeładowane, wielu uczniów takie przygotowania po prostu olewa. Owszem, możemy podsyłać im zadania, ale skąd pewność, że wykonają je sami, a nie przepiszą z internetu?

Przed tym „oficjalnym wejściem w dojrzałość” trafiłem więc – podobnie jak większość moich rówieśników – do krainy absurdu, jaki oferuje nam polskie państwo. Myślę, że najgorsze w tym wszystkim jest to, iż trudno gdziekolwiek dać upust swojej niemocy. Rok temu mogliśmy narzekać na rząd, mogliśmy strajkować. Teraz musimy ulec naturze. Możemy ponarzekać, poobserwować różnorakie bareizmy czasów zarazy, jak prowadzenie zajęć WF-u przez wiadomości na Librusie. Ale realnie możemy niewiele.

„Żal mi tych dzieci, żal nauczycieli, żal umęczonych tym szaleństwem rodziców” – pisze w „Więzi” Edyta Sabicka. Nie, raczej nie czuję się umęczony. Po prostu bezsilny, poddany dwóm odległym siłom, na które nie mam wpływu. Przyrodzie i polityce.

Chcemy wiedzieć 

Tymczasem o „egzaminie dojrzałości” nie wiadomo nic. Raz straszy się nas plotkami, że będą we wrześniu. Innym razem, że już za chwilę, w maju (akurat żebyśmy mogli pozarażać swoich dziadków). Nie wiemy więc, jak rozplanować sobie kalendarz nauki. A może w tym roku matury będą takie same jak lekcje? To znaczy: ktoś je wpisze do protokołu, ale tak naprawdę będą fikcją? 

Tak, jestem świadom, że to, co się dzieje, przerasta oczekiwania wszystkich. Ale oczekuję przynajmniej jednego: by powiedziano nam, czego mamy się spodziewać. Takie oczekiwanie na pięć tygodni przed początkiem egzaminu nie jest chyba przesadzone?

Poza wszystkim cała ta epidemia jest dla nas i tak lekcją oraz egzaminem: może nie z matematyki, ale przynajmniej ze społecznej dojrzałości. Z tego, czy będziemy potrafili pomóc starszym i potrzebującym. Przedłożyć dobro tych z grup ryzyka nad nasze. Mam nadzieję, że wszyscy zdadzą przynajmniej ten egzamin.

Co do nas, maturzystów, dzisiaj wiem tylko jedno: z „najdłuższych wakacji w życiu” nici. Za jakiś czas pojadę najwyżej na rower. W miejsce, w którym zgromadzą się nie więcej niż dwie osoby.

KRZYSZTOF KATKOWSKI (ur. 2001) jest uczniem klasy maturalnej warszawskiego XXVII Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Czackiego. Prowadził projekt popularyzatorski dotyczący Stanisława Brzozowskiego, obecnie zaangażowany w projekt dotyczący interdyscyplinarnej humanistyki. Współpracuje z „Krytyką Polityczną”. Publikował także w „Więzi”, „Przeglądzie”, „Res Humana” i na portalu ngo.pl. We wrześniu ubiegłego roku udzielił „Tygodnikowi” wywiadu.

CZYTAJ WIĘCEJ:

 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Krzysztofie, jeśli czytasz gazety, to pewnie wiesz, że wszyscy uczniowie i studenci w Europie (może z wyjątkiem szwedzkich - na razie!) są w podobnej sytuacji, udręczeni przez chaos "zawiniony" (tak jak ty piszę to w cudzysłowie, którego bardzo inteligentnie użyłeś) okolicznościami, na które tak naprawdę żaden kraj i żaden rząd nie był gotowy. Szczerze mówiąc, u nas widzę najmniej miotania się od ściany do ściany. Nikt jeszcze nie wie, jak dalece trzeba będzie zmienić harmonogramy i procedury opracowywane latami i zatwierdzane ustawami. Rozumiem, że matura to absolutnie najważniejsze wydarzenie w twoim kilkunastoletnim życiu, ale - uwierz mi - tysiące jeśli nie miliony ludzi w tym kraju chciałoby mieć twoje i Jeremiego problemy. Nie odbierz tego jako wyrazu lekceważenia. Sam mam dzieci i one też kiedyś były w liceum (twoim, nawiasem mówiąc ;) i miały swój rok pod znakiem matury, a ja za każdym razem przeżywałem to razem z nimi. Znam te emocje, naprawdę. Ale teraz wszyscy stoimy może nie tyle zupełnie bezsilni, co zdezorientowani wobec sił przyrody. Dzisiaj jedyna decyzja oparta na jako tako racjonalnych przewidywaniach to odłożenie matury o równy rok. Ale to oznacza z kolei jeszcze jeden problem podwójnego rocznika i, prawem efektu domina, problemy w szkołach wyższych, które nie będą mogły przeprowadzić naboru. Matura, jak wiesz, jest przede wszystkim egzaminem immatrykulacyjnym i to nie tylko w Polsce. Przed epidemią w miarę precyzyjnie planowaliśmy różne rzeczy przynajmniej w rocznej perspektywie. Ostatnie wydarzenia zmusiły nas do zmiany myślenia - przynajmniej na razie. Byłoby nieodpowiedzialnością już dziś obiecać dotrzymanie ustawowych terminów egzaminów i nie wycofać się z tego bez względu na sytuację za tydzień czy miesiąc. Odłożenie wszystkiego o rok wydaje się bezpieczniejsze, ale - patrz wyżej. W kamasze was raczej nie wezmą, co na przykład mnie groziło - i to na dwa lata! - gdybym nie zaczął studiów od razu po liceum. Wykażcie z Jeremim trochę dojrzałości, nie czekając, aż potwierdzi ją urzędowy papier. Pozdrawiam szczerze i serdecznie przyszłość narodu.

oczywiście, przeczytałem Pański komentarz - bardzo serdecznie dziękuję za odpowiedź do mojego tekstu. jako autor w końcu biorę odpowiedzialność za tekst: pokrótce pragnę więc odpowiedzieć na Pańskie uwagi. Mam wrażenie, że zostałem trochę źle zrozumiany - wcale nie uważam, że ja czy Jeremi jesteśmy w "najgorszej" sytuacji. Jesteśmy w sytuacji złej - i bynajmniej nie chodzi tutaj o pandemię! Mój główny zarzut kierowany jest raczej do rządu za to, że nasze matury (czy też egzaminy ośmioklasisty) sprzęża z wyborami. Odłożenie matury o rok wydaje mi się lekką przesadą, patrząc na decyzje rządów w krajach o większej śmiertelności. Niemniej przyjmę przeniesienie terminu matury - dla dobra wszystkich; chciałbym jednak wiedzieć, kiedy ma ona nastąpić. Jesteśmy poddani dwóm niezależnym siłom - przyrodzie i polityce. Jest to jednak koniunkcja; te dwa elementy są łączone, co nie uważam za dobre rozwiązanie. pozdrawiam bardzo serdecznie!

@Krzysztof Katkowski w niedziela, 29.03.2020, 16:47. Nie wiem, skąd przekonanie, że sprawa matur ma związek z wyborami, poza tym, że miały być w maju. Czy tak się stanie? A kto to może wiedzieć w obecnej sytuacji? Jeśli do szczytu epidemii pozostało więcej niż dwa tygodnie, to nie ma szans na jedno ani drugie. Problem w tym, że nikt dzisiaj nie jest tego pewien. Popatrz na wydarzenia w innych krajach. Zaledwie dwa tygodnie temu Francuzi poszli na wybory. 20 milionów ludzi z 47 mln uprawnionych! Wyniki tego doświadczenia będą spływać dopiero teraz, ale nawet jeśli statystyki nie okażą się dramatyczne, to nie znaczy, że kiedy indziej czy gdzie indziej musi być tak samo. Z maturami wbrew pozorom decyzja jest bardziej skomplikowana i brzemienna w skutki, ponieważ zaraza zakłóciła pracę szkół w krytycznym dla maturzystów okresie, zmniejszając ich szanse na uzyskanie wyników na odpowiednim poziomie. Pamiętajmy, ze jak i u nas jest to egzamin immatrykulacyjny, a zmiana trybu rekrutacji wymaga bardzo przemyślanych działań w ustaleniu z rektorami. O skutkach nawet drobnych przesunięć dla organizacji najbliższego roku szkolnego i akademickiego już nie wspomnę. W każdym razie we Francji natychmiast po tych nieszczęsnych wyborach zaostrzono ogólne regulacje na czas epidemii, w kwestii matur (le bac) natomiast, które tam przypadają na czerwiec, dotrzymanie mimo wszystko ustawowego terminu jest jedną z czterech rozważanych możliwości (pozostałe to: całkowita rezygnacja z egzaminów i wydanie świadectw na podstawie bieżących ocen, obniżenie wymagań lub odłożenie rekrutacji na uczelnie do września, co umożliwiłoby elastyczne dopasowanie dat matur). W piątek ministerstwo zapowiedziało, że matury odbędą się w terminie albo nie odbędą się wcale (wyniki zostaną wyliczone na podstawie ocen bieżących), z prawdopodobieństwem 50% dla każdej opcji. Dobre, nie? Decyzja ma zapaść w pierwszym tygodniu kwietnia. Czy zapadnie i czy rzeczywiście mówimy w tej chwili już tylko o dwóch skrajnych rozwiązaniach? W Austrii tydzień temu zapowiadano podobną decyzję na miniony czwartek, ale widzę, że nie ma jej do dzisiaj. Takie są po prostu realia kryzysu.

dojrzałości. Czas izolacji to dla maturzystów czas darowany. Czas na samodzielną naukę. O tej porze to już trzeba samemu się wziąc do roboty, nauczyciele co mieli zrobić to już zrobili. Ludzie w czasie okupacji zdawali matury i kończyli studia, bez książek, internetu, smartfonów i Bóg wie czego jeszcze. Termin matur, to już inna sprawa. Egzamin maturalny musi być przesunięty i to absolutnie. Kaczyński odleciał już dawno.

A ja mam pytanie. Czy ktoś przejmował się rocznikiem maturalnym w zeszłym roku, kiedy uczniowie byli pozostawieni sami sobie, niemożliwym było nawet podpisanie obiegówek a do większości szkół na chwilę przed egzaminami lub w ich trakcie wbiegali strażacy bo alert bombowy. Czy autor artykułu martwił się o nas w zeszłym roku? W obliczu tego problemu stoi cały świat, nie tylko polski rocznik maturalny. Nasze życie zostało wywrócone do góry nogami. Nie tylko uczniów ale i studentów, przedsiębiorców, nauczycieli, wykładowców, wszystkich. Dziękuj za zdrowie i ucz się do tego egzaminu dojrzałości, którego nie przeskoczysz bo taki jest system. Wszyscy na tym cierpimy, nie tylko wy.

Tak, wszystko o czym wyżej piszesz to prawda, jednak autor tekstu jak i ja jesteśmy TEGOROCZNYMI maturzystami, wasza sytuacja była mówiąc szczerze bardzo kiepska i współczujemy wam, co nie zmienia faktu, że my jako tegoroczni "maturzyści" staramy się o swoją przyszłość. Wy rok temu mieliście szansę zrobić to co my dzisiaj - nie skorzystaliście, mówi się trudno. Bez urazy ale my nie poddamy się tak łatwo i będziemy walczyć chociażby o tak trywialną wydawało by się informację jaką jest data egzaminów,bo od tego zależy cała nasza przyszłość.

Podjęliśmy walkę. Wykorzystaliśmy szansę. Zestresowani czekaliśmy na obrót spraw. Ale podeszliśmy do matury mimo wszystko bo prawda jest taka, że nie mieliśmy nic do gadania i wy też nie macie. My byliśmy ofiarą rządu i buntu, wy czegoś dużo gorszego. I proszę o nie rzucanie słów na wiatr. Tylko my sami możemy stwierdzić czy się poddaliśmy. I absolutnie tego nie zrobiliśmy, zaakceptowaliśmy tylko to co niepodważalne.

Jestem mamą tegorocznej maturzystki, dwojga maturzystów sprzed kilku lat i mam nadzieję jednego maturzysty przyszłego. Moja córka jest laureatką olimpiady i w sumie trzy egzaminy maturalne ma już zdane. W maju miała mieć egzaminy na akademię muzyczną. W maju miała mieć konkurs ogólnopolski,dyplom w szkole muzycznej, który jest też muzyczną maturą. Jej również prawdopodobnie to wszystko przesunie się w czasie, być może o pół roku, może o rok. Jakie to ma tak naprawdę znaczenie? I dlaczego chcesz koniecznie wiedzieć, co dalej i kiedy? Przecież nikt Ci na to pytanie nie odpowie. Nikt. Na całym świecie nikt nie wie, co będzie za tydzień, czy za miesiąc w ogóle będzie cokolwiek. Nic się w tej chwili już nie liczy tak naprawdę, żadne studia i wymarzone zawody. Nasze marzenia, i Wasze , powinny dotyczyć tego, jak przeżyć bez szwanku, jak nie narazić innych, jak przetrwać to,co dopiero nadejdzie. Dla wielu moich rówieśników może już nie być następnego roku. Wirus nie omija nikogo. Moja córka jest ze mną i młodszym bratem w domu. Czyta, gra, słucha muzyki, ogląda filmy. Dłużej śpi, co w sytuacji, gdy się uczęszcza do dwóch szkół, jest bardzo ważne. Nie daje sobie taryfy ulgowej. Ale nie panikuje i mówi, że najwyżej rok dłużej będzie w domu. Nie to jest chyba ważne. Ten czas, który jest paradoksalnie nam dany teraz, potrzebny jest nam wszystkim na zastanowienie się, co naprawdę jest ważne. Studia na zagranicznej uczelni? Fantastyczna praca? Wszystkim młodym ludziom na świecie przydarza się dziś to samo, nie ma sensu cierpiętniczo rozpaczać nad straconymi szansami, bo nie straciliście jeszcze niczego. Chcesz wiedzieć, co będzie dalej, ile trzeba będzie czekać? kto może Ci dziś na to odpowiedzieć i co zmieni to pytanie? Donald Tusk mówiąc o wyborach w wywiadzie dla TVN 24 powiedział: "tak naprawdę to nie ma w ogóle żadnego znaczenia. Ważne jest życie. Ważne jest zdrowie." Nawet jeśli cały rok szkolny trzeba byłoby powtórzyć, nie byłby to chyba najgorszy scenariusz, który mógłby się zdarzyć. Jeżeli zależy Ci na przyszłości, rok niczego nie zmieni. Może jest potrzebny po to, żeby zweryfikować tę właśnie przyszłość. Nadać jej inny kształt. Wybrać zawód, który i Tobie pozwoli decydować o tym, jaka mogłaby ta przyszłość być. Nauczyć się czegoś nowego. Zdać maturę z innego przedmiotu. Dodatkowo.Zobaczyć siebie po epidemii i zastanowić się, czy to taki Ty, jakiego najbardziej lubisz. Oczekujesz, że ktoś Ci powie, czego masz się spodziewać? Kto miałby Ci to powiedzieć? Chyba niezbyt dokładnie przeczytałeś DŻUMĘ. Mój starszy syn pisze w tym roku licencjat na drugim kierunku studiów i czekał na wyniki egzaminu, który miał mu dać szansę wyjazdu na stypendium do Japonii, wybór najlepszego uniwersytetu i studia magisterskie tam. Teraz nic nie wiadomo. Moja najstarsza córka robi doktorat w Gdańsku i ma czteromiesięczne dziecko. Kto im wszystkim miałby powiedzieć, co dalej? Myślę, że DALEJ to przede wszystkim dalej z innymi ludźmi, w trosce o innych ludzi, we współodczuwaniu z innymi.Twoje dalej i dalej Twego kolegi Jeremiasza to matura i studia. I wybacz, może to okrutne, co powiem, ale to nie ma żadnego znaczenia dla świata. Świat to także obozy uchodźców i Dom Pod Kasztanami dla bezdomnych w mojej miejscowości, to dostęp do dializ, do rehabilitacji dla osób z najcięższymi chorobami oraz cała smutna reszta. O to należy się martwić. Pozdrawiam wszystkich maturzystów, również moich. Życzę Ci, Krzysztofie, żebyś dobrze wybrał przyszłość, niezależnie od tego, kiedy ten wybór nastąpi. I zdał egzamin dojrzałości. Ewa P.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]