György Ligeti, „Clear or cloudy. Complete recordings on Deutsche Grammophon"

Dla zrozumienia losów i charakteru XX--wiecznej muzyki album ten jest nieodzowny. Cztery płyty z muzyką Ligetiego to nie tylko hołd złożony zmarłemu w tym roku kompozytorowi, ale także potężny kawał muzycznej kultury, budowanej przez wielkiego samotnika, enigmatycznego indywidualistę. Kiedy się słucha tych utworów wykonywanych przez najlepsze orkiestry pod kierunkiem najlepszych dyrygentów, nie sposób prześlepić biografii kompozytora. Zmiany, jakim podlegała twórczość Ligetiego, odpowiadają bowiem w jakiś pierwotny sposób metamorfozom jego życia. Urodził się w małym mieście w Transylwanii, ocalał z Holokaustu, w którym zginął jego ojciec i brat, studiował w komunistycznych Węgrzech, gdzie zgłębiał kompozycje swego wielkiego rodaka Bartóka, zakazanego wtedy na budapeszteńskiej Akademii Muzycznej. W 1956 r. uciekł wraz z żoną do Austrii, później do Niemiec, gdzie spotkał się ze Stock-hausenem, ale przekazywana przezeń fascynacja możliwościami muzyki elektronicznej, traktowanej w gruncie rzeczy niezwykle ortodoksyjnie, przekonała go jedynie na krótką chwilę. Zaczął uczyć kompozycji, Stanley Kubrick wykorzystał "Atmosph?res" do "Odysei kosmicznej", nadeszła sława...
Czyta się kilka minut

Powtórzę: słucha się tych płyt jak narracji o konstruowaniu duchowej tożsamości, o namiętnym poszukiwaniu artystycznego języka. Stąd tak wiele zmian w technice tworzenia, choć pozostaje poczucie, że zasadnicze właściwości dzieła pozostają nienaruszalne. Krótko zatem o tym, co w starciu rozmaitych wersji tego samego głosu jest najciekawsze.

Na płycie pierwszej warto zwrócić uwagę na wczesną sonatę wiolonczelową, w której w dwóch częściach dzieje się tyle, że każdy z poszczególnych fragmentów domagałby się solidnego rozwinięcia. Wystarczy posłuchać uważnie Capriccio, by się o tym przekonać.

Płyta druga przynosi najbardziej znane utwory Ligetiego, z "Lontano" i "Lux aeterna". Przyznam, że mniej cenię ten okres jego twórczości, w którym główną rolę odgrywa ciągłość dźwięku i - by tak rzec - stabilność dźwiękowej struktury. Ale i tu dzieje się bardzo dużo. "Ramifications" na orkiestrę smyczkową bądź na 12 smyczków przełamuje neurotyczną trwałość muzycznej ściany; utwór, w którym instrumenty świetnie z sobą rywalizują i w którym przedłużane niemal w nieskończoność frazy wywołują ciekawszy efekt niż monumentalność i kolorystyka słynnych "Atmosph?res".

Krążek trzeci przynosi przede wszystkim fantastyczną zabawę głosem. "Aventures" i "Nouvelle aventures" to przygoda i optymizm awangardy, testowanie możliwości ekspresji. Płyta czwarta zbiera dokonania z ostatniego okresu twórczości, z końcówki lat 80. i początku 90., kiedy Ligeti na swój sposób staje się klasykiem. Tutaj jest, jak sądzę, najciekawszy, najbardziej odkrywczy. Główną rolę odgrywa w tych kompozycjach rytm, rozrastające się jego kombinacje, ale także poszukiwanie jakiegoś niepowtarzalnego, właściwego rejestru. Energia i spokój jako jedność przeciwieństw znajdują swoje miejsce choćby w koncercie skrzypcowym, w którym Passacaglia została obdarzona intensywnością absolutną. Co tu dużo mówić: Ligeti obowiązkowy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 47/2006