Reklama

György Ligeti, „Clear or cloudy. Complete recordings on Deutsche Grammophon"

György Ligeti, „Clear or cloudy. Complete recordings on Deutsche Grammophon"

14.11.2006
Czyta się kilka minut
Dla zrozumienia losów i charakteru XX--wiecznej muzyki album ten jest nieodzowny. Cztery płyty z muzyką Ligetiego to nie tylko hołd złożony zmarłemu w tym roku kompozytorowi, ale także potężny kawał muzycznej kultury, budowanej przez wielkiego samotnika, enigmatycznego indywidualistę. Kiedy się słucha tych utworów wykonywanych przez najlepsze orkiestry pod kierunkiem najlepszych dyrygentów, nie sposób prześlepić biografii kompozytora. Zmiany, jakim podlegała twórczość Ligetiego, odpowiadają bowiem w jakiś pierwotny sposób metamorfozom jego życia. Urodził się w małym mieście w Transylwanii, ocalał z Holokaustu, w którym zginął jego ojciec i brat, studiował w komunistycznych Węgrzech, gdzie zgłębiał kompozycje swego wielkiego rodaka Bartóka, zakazanego wtedy na budapeszteńskiej Akademii Muzycznej. W 1956 r. uciekł wraz z żoną do Austrii, później do Niemiec, gdzie spotkał się ze Stock-hausenem, ale przekazywana przezeń fascynacja możliwościami muzyki elektronicznej, traktowanej w gruncie rzeczy niezwykle ortodoksyjnie, przekonała go jedynie na krótką chwilę. Zaczął uczyć kompozycji, Stanley Kubrick wykorzystał "Atmosph?res" do "Odysei kosmicznej", nadeszła sława...
P

Powtórzę: słucha się tych płyt jak narracji o konstruowaniu duchowej tożsamości, o namiętnym poszukiwaniu artystycznego języka. Stąd tak wiele zmian w technice tworzenia, choć pozostaje poczucie, że zasadnicze właściwości dzieła pozostają nienaruszalne. Krótko zatem o tym, co w starciu rozmaitych wersji tego samego głosu jest najciekawsze.

Na płycie pierwszej warto zwrócić uwagę na wczesną sonatę wiolonczelową, w której w dwóch częściach dzieje się tyle, że każdy z poszczególnych fragmentów domagałby się solidnego rozwinięcia. Wystarczy posłuchać uważnie Capriccio, by się o tym przekonać.

Płyta druga przynosi najbardziej znane utwory Ligetiego, z "Lontano" i "Lux aeterna". Przyznam, że mniej cenię ten okres jego twórczości, w którym główną rolę odgrywa ciągłość dźwięku i - by tak rzec - stabilność dźwiękowej struktury. Ale i tu dzieje się...

2059

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Masz już konto? Zaloguj się 

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Jeśli założysz bezpłatne konto, możesz za darmo czytać 3 płatne teksty miesięcznie. Wykup dostęp, by czytać bez limitu najnowsze wydanie i numery archiwalne od 2003 roku! 

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]