Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Gra czy przyjaźń

Gra czy przyjaźń

11.01.2011
Czyta się kilka minut
Relacje rosyjsko--białoruskie są fenomenem na obszarze poradzieckim. Nigdzie nie było takiej rozbieżności między deklaracjami o integracji i braterstwie a ostrą walką o realny kształt współpracy. Fenomen polega i na tym, że Rosja, pomimo posiadanego potencjału, nie jest w stanie podporządkować sobie Białorusi.
R

Rozpad ZSRR był dla białoruskich elit partyjnych wyzwaniem. Przemysł Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej był powiązany z radzieckim rynkiem zbytu oraz systemem dostaw ropy, gazu oraz podzespołów do produkcji słynnych białoruskich traktorów i ciężarówek. Miejscowa nomenklatura nie była ani gotowa, ani skłonna do funkcjonowania w warunkach pełnej niepodległości. Zbyt silnie przez lata utrwalono nawyki podporządkowania wyższym władzom, urzędującym poza Mińskiem, a jednocześnie większość przeciętnych Białorusinów nie była na tyle uświadomiona narodowo, aby kwestię niepodległościową stawiać na pierwszym miejscu. W rezultacie Białoruś powoli dryfowała w kierunku rekonstrukcji zerwanych więzi z Moskwą.

Okres romantyczny i ideowy

Zwycięstwo w pierwszych wyborach prezydenckich w 1994 r. charyzmatycznego deputowanego Aleksandra Łukaszenki nadało temu procesowi wymiar ideologiczny. Łukaszenka jednym z głównym celów polityki uczynił integrację polityczną i ekonomiczną z Rosją, co miało być remedium na zapaść gospodarczą. Schorowany i zmęczony rządzeniem Borys Jelcyn miał wyraźną słabość do rzutkiego Łukaszenki, odwołującego się do świetności czasów, które i on sam pamiętał. Miał też pewien kompleks udziału w demontażu struktur ZSRR. Wspomagał więc białoruskiego kolegę preferencyjnymi warunkami współpracy gospodarczej, umarzał długi i podpisywał kolejne porozumienia: o Unii Celnej (1995 r.), Stowarzyszeniu Białorusi i Rosji (1996 r.), Związku Białorusi i Rosji (1997 r.) i wreszcie Państwie Związkowym Białorusi i Rosji (1999 r.). Z jednej strony był to przejaw romantyzmu rosyjskich elit, tęsknoty za utraconym imperium, z drugiej pragmatyczna konstatacja znaczenia Białorusi z punktu widzenia tranzytu surowców energetycznych na Zachód oraz geopolitycznej roli (jedyna pewna zachodnia flanka obronna na styku z poszerzającym się o Polskę NATO). Natomiast Łukaszenka liczył, że w ten sposób wykorzysta koniunkturę i zrealizuje największe marzenie: obejmie przywództwo nowego rosyjsko-białoruskiego państwa.

Sasza, gdzie ta integracja?

Rozwój wydarzeń w Rosji pokrzyżował plany białoruskiego przywódcy. W wyniku zaplanowanej operacji "następca", miejsce niedołężnego Jelcyna zajął w 2000 r. Władimir Putin, ambitny i dynamiczny. Nowy prezydent Rosji - wieloletni oficer służb specjalnych - nie wykazywał słabości do idei białorusko-rosyjskiego braterstwa, a żądał od Białorusi konkretów.

Łukaszenka wyczuł, że szans na objęcie moskiewskiego tronu już nie ma, i w związku z tym zgoda na połączenie obu państw będzie de facto wasalizacją Białorusi, a co za tym idzie, utratą przez niego władzy. Dlatego z orędownika projektu Państwa Związkowego zmienił się w równie zagorzałego obrońcę białoruskiej suwerenności. Tym samym przeszedł do polityki obstrukcji w kwestii przyjęcia Aktu Konstytucyjnego, wspólnej waluty (w praktyce rosyjskiego rubla) i innych rozwiązań, które miały napełnić treścią ogólnikowe porozumienia z lat 90.

Jednocześnie władze białoruskie odmawiały rosyjskim inwestorom sprzedaży akcji kluczowych przedsiębiorstw uznając, że oddanie - powiązanym z Kremlem - rosyjskim koncernom kontroli nad strategicznymi aktywami w przemyśle może być dużo groźniejsze od integracji politycznej. Moskwa, choć nie wycofywała się z dotowania gospodarki sojusznika, co jakiś czas wysyłała sygnały, mające zmusić Mińsk do podwyższenia zapłaty za wsparcie. W 2002 r. Putin stwierdził, że pora "oddzielić muchy od kotletów", i zasugerował przyłączenie Białorusi do Rosji w charakterze sześciu nowych obwodów. Z kolei w 2004 r., na skutek odmowy ze strony białoruskiej płacenia za rosyjski gaz wg nowej stawki oraz sprzedaży akcji Biełtransgazu (obsługującego białoruską sieć gazociągów), rosyjski Gazprom wstrzymał na kilka dni przesył surowca, co również odbiło się na tranzycie dla zachodnich odbiorców. Łukaszenka postępował wg zasady "minimum ustępstw za maksimum korzyści" i nadal czerpał zyski z różnicy pomiędzy niskimi kosztami pozyskania surowców z Rosji a ceną sprzedaży powstałych na ich bazie produktów przemysłu - głównie petrochemicznego. Jednocześnie korzystał z niemal nieograniczonego dostępu do rosyjskiego rynku zbytu: upychano w Rosji traktory, kombajny i ciężarówki. Tym samym zarysowała się fundamentalna i aktualna do dziś sprzeczność polegająca na rozmijaniu się retoryki integracyjnej z realną grą obu stron o interesy. Kreml, mimo że miał oczekiwania wobec Mińska, nie potrafił wyegzekwować pożądanych decyzji.

Kreml przykręca śrubę

Upór Łukaszenki i dążenia Kremla musiały doprowadzić do kolizji. Na przełomie 2006/2007 roku pod presją odcięcia dostaw surowców Mińsk został zmuszony do podpisania trzech porozumień w sferze naftowej, gazowej oraz handlowej, które zredukowały rosyjską pomoc. Zagrożone zostały podstawy, trwającego na Białorusi od kilku lat, tzw. cudu gospodarczego. Jak się wydaje, władze rosyjskie uznały, że należy przejść do presji bezpośredniej. Zachętą mogła być, wymuszona w kontekście zawartych wówczas porozumień, zgoda władz białoruskich na sprzedaż 50 proc. akcji Biełtransgazu, jednego z tych przedsiębiorstw, o które rosyjski kapitał zabiegał. Jednak kremlowscy stratedzy nie docenili Łukaszenki. Wykorzystując sprzeczności pomiędzy Rosją a UE co do Europy Wschodniej, oraz kryzysy na tle energetycznym pomiędzy Moskwą a Kijowem, białoruski prezydent lawirował. Bez większych oporów potrafił przystąpić jesienią 2008 r. do dialogu z UE i obiecać Rosji uznanie separatystycznych republik Abchazji i Południowej Osetii. Jednocześnie rosyjski gaz oraz ropa naftowa dla Białorusi wciąż były tańsze niż dla pozostałych odbiorców. Ponadto dla wzmocnienia pozycji i poszerzenia pola manewru Łukaszenka zwiększył aktywność, rozwijając relacje z państwami Ameryki Łacińskiej, Azji i Afryki. Najbardziej zaawansowana wydaje się współpraca z Wenezuelą, która od wiosny 2010 r. dostarcza Białorusi drogą morską ropę.

Rosyjska strategia wzmożonej presji nie tylko nie doprowadziła do zwiększenia kontroli nad Białorusią, ale też skłoniła Mińsk do poszukiwania nowych źródeł oparcia. I być może właśnie narastające - podobnie jak w 2006 r. - przekonanie o nieskuteczności swojej polityki skłoniło władze Rosji do dalej idących działań. W styczniu 2010 r. doszło do ostrego kryzysu na tle naftowym, w wyniku którego dostawy rosyjskiej ropy dla Białorusi zostały (poza kontyngentem bezcłowym) obłożone pełną stawką celną. W rezultacie spadła rentowność petrochemii, jednego z filarów białoruskiego eksportu i budżetu. Z kolei w czerwcu Rosja zaostrzyła stanowisko w kwestii płatności za gaz, zmusiła Białoruś do płacenia za dostawy surowca wg wyższych stawek. Następnie w mediach rosyjskich - państwowych i komercyjnych - oskarżano Łukaszenkę o dyktatorskie rządy, łamanie standardów demokratycznych i zlecenia porwań przeciwników politycznych. Wydawało się, że w Moskwie uznano, iż białoruski lider jest już niewiarygodny i należy doprowadzić do jego usunięcia podczas wyborów prezydenckich 19 grudnia 2010. Przy czym wśród ekspertów przeważała opinia, że o ile rewolucja społeczna jest na Białorusi niemożliwa, a żaden z liderów opozycji (nawet przy znacznym finansowaniu) nie jest w stanie podjąć skutecznej walki wyborczej z Łukaszenką, to jedynym sposobem jest sprowokowanie prezydenckiego otoczenia do przewrotu pałacowego. Wyłonione w ten sposób nowe kierownictwo nie miałoby już tak pewnej pozycji w państwie i musiałoby się porozumieć z Rosją jako głównym partnerem gospodarczym i politycznym.

Tymczasem 9 grudnia 2010 r. doszło do podpisania ważnych dla rosyjskich władz porozumień, tworzących nowy projekt integracyjny Kremla - Wspólną Przestrzeń Gospodarczą Białorusi, Rosji i Kazachstanu. W zamian za to Białoruś uzyskała zniesienie ceł na ropę naftową, co jest równoznaczne z częściowym przywróceniem preferencji energetycznych. Wyraźnie zelżała rosyjska medialna kampania informacyjna, a prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, oceniając grudniowe wybory prezydenckie, stwierdził lakonicznie, że jest to wewnętrzna sprawa sąsiada. Po okresie napięć nastąpiło odprężenie.

Czy znowu się uda?

Wydaje się, że Łukaszence znów dopisało szczęście i pokrzyżował plany rosyjskich przywódców. Jednak należy pamiętać, że grudniowe rosyjsko-białoruskie porozumienia nie usuwają podstawowej sprzeczności. Wydaje się, że białoruski prezydent po prostu wykorzystał nadarzającą się okazję, złożył podpis pod prestiżowym dla Moskwy projektem integracyjnym i kupił sobie kolejny rok względnego spokoju. 1 stycznia 2012 r., zgodnie z przyjętym harmonogramem, ma wejść w życie Wspólna Przestrzeń Gospodarcza. Pełna realizacja wynikających z tych porozumień zobowiązań (jeśli traktować ten projekt jako poważną propozycję integracji) mogłaby doprowadzić do znacznego ograniczenia niezależności gospodarczej Białorusi. W związku z tym należy się spodziewać - znanej już z poprzednich lat - obstrukcji strony białoruskiej we wdrażaniu konkretnych mechanizmów. A to będzie już idealnym powodem do kolejnego kryzysu i wówczas być może Kreml powróci do pomysłu sprowokowania wymiany na stanowisku prezydenta Białorusi.

Łukaszenka skutecznie wykorzystywał położenie geograficzne Białorusi, jej znaczenie dla tranzytu rosyjskich surowców oraz współpracę w sferze obronnej. Sprawnie grał na neoimperialnych ambicjach rosyjskich przywódców. Jednak na obecnym etapie czas gra na niekorzyść Łukaszenki, fala represji po grudniowych wyborach prezydenckich ograniczy współpracę z Zachodem, co zawęzi pole manewru Mińska na arenie międzynarodowej. Ponadto budowa omijających Białoruś rurociągów Nord Stream­ i BTS-2 również pogorszy pozycję białoruskich władz. W rezultacie, w ciągu tego roku może się okazać, że Kreml będzie miał po raz pierwszy od wielu lat szansę na ostateczne zrealizowanie swojego celu, jakim jest całkowite podporządkowanie Białorusi.­ Chyba że Łukaszenka znowu wszystkich przechytrzy...

Kamil Kłysiński jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich, stałym współpracownikiem dwumiesięcznika "Nowa Europa Wschodnia".

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]