Pomalowany na złotą barwę posąg panującego wciąż prezydenta stanął w listopadzie przed szpitalem Effia-Nkwanta w atlantyckim porcie Sekondi-Takoradi, czwartym największym mieście Ghany po stołecznej Akrze oraz Kumasi, twierdzy Aszantów, i Tamale, metropolii muzułmańskiej północy. Ci, którzy widzieli pomnik, zachwycali się, że Nana Akufo-Addo wyglądał na nim jak żywy.
Prezydent Akufo-Addo
Osiemdziesięcioletni prezydent we własnej osobie zjechał do miasta, by odsłonić postument, wzniesiony ku jego czci i upamiętniający jego dokonania. Akufo-Addo, panujący miłościwie od 2016 roku, kończył właśnie drugą, dozwoloną konstytucją kadencję i odbywał pożegnalną podróż po kraju. W grudniu Ghanę czekały wybory nowego prezydenta. Akufo-Addo nie mógł już do nich stanąć, ale podczas dziękczynnej pielgrzymki po kraju namawiał rodaków, by zagłosowali na jego zastępcę, wiceprezydenta Mahamadu Bawumię, który w ten sposób stałby się pierwszym muzułmaninem wyniesionym do godności szefa państwa (muzułmanie stanowią ok. jedną piątą 35-milionowej ludności kraju i żyją głównie na jego północy).
Żegnając się z poddanymi i dziękując im za osiem lat rządów, Akufo-Addo bez fałszywej skromności chwalił się wszystkim, co jego zdaniem udało mu się osiągnąć. Mówił, że największą radość sprawił mu jego edykt wprowadzający darmową naukę w szkołach średnich (społeczeństwo Ghany uchodzi za najlepiej wykształcone w całej zachodniej Afryce). „Spełniłem ponad trzy czwarte obietnic, jakie składałem obejmując władzę” – przechwalał się odsłaniając własny pomnik w Sekondi-Takoradi, stolicy leżącego na wybrzeżach Atlantyku Regionu Zachodniego. Nie odstępujący go na krok minister Kwabena Okyere Darko-Mensah, odpowiedzialny za Region Zachodni, powtarzał za prezydentem, że w dziejach niepodległej od 1957 roku Ghany żaden inny przywódca nie zasługuje na pomnik bardziej niż Akufo-Addo.
Ale daleko nie wszyscy rodacy podzielali pogląd prezydenckiego ministra i zadowolenie głowy państwa. Wielu w pomniku, wystawionym prezydentowi za życia, dostrzegło przejaw samouwielbienia, a nawet kultu, równie niepokojący, co wstydliwy, zwłaszcza w kraju szczycącym się opinią prymusa demokracji.
Przede wszystkim zaś pojawiły się wątpliwości, czy Akufo-Addo rzeczywiście zasługuje na pomnik, skoro na jego panowanie przypadł najgłębszy od lat kryzys gospodarczy, i czy właściwym jest wychwalanie przywódcy, gdy tak wielu jego poddanych cierpi biedę. John Dramani Mahama, kandydat opozycji w grudniowych wyborach prezydenckich, powtarzał w kampanii wyborczej, że to nie prezydenccy dworzanie, lecz obywatele powinni decydować, czy przywódcy należy się pomnik, czy raczej więzienna cela, i że budowa pomnika nie tylko żywemu, ale wciąż urzędującemu prezydentowi świadczy, że władza odebrała mu i jego ministrom resztki przyzwoitości i rozumu.
Bieda poprzedza klęskę
Ghana, która uchodzi w Afryce za kraj, gdzie demokracja zapuściła najgłębiej korzenie i który dochował się sprawnej gospodarki, opartej na złocie i kakao, za prezydentury Akufo-Addo, a także jego poprzednika, Johna Dramaniego Mahamy (2012-17), przeżywa najpoważniejsze od lat kłopoty.
Dążąc do unowocześnienia gospodarki, by wyżywiła coraz liczniejszą, jak wszędzie w Afryce, ludność (w 1957 roku, kiedy 35-milionowa dziś Ghana ogłaszała niepodległość, żyło w niej nieco ponad 5 milionów ludzi), przywódcy zaciągali kredyty na budowę infrastruktury. W rezultacie kraj będący wzorem gospodarności i przedsiębiorczości popadł w tak wielkie długi, że ogłosił niewypłacalność i poprosił o ratunek Międzynarodowy Fundusz Walutowy wraz z pożyczką ponad 3 miliardów dolarów. W ostatnich latach panowania Akufo-Addo życie w Ghanie stawało się coraz droższe, a w listopadzie, gdy odsłaniał wystawiony mu pomnik, inflacja przekraczała 50 procent.
Gospodarcza zapaść stała się głównym powodem tego, że w grudniu obywatele Ghany postanowili znów zmienić sobie rządzących. Odkąd na początku lat 90. w Ghanie nastała demokracja (wcześniej panowały w niej wojskowe dyktatury, które poprzedziła prezydentura i kult jednostki „ojca założyciela” Kwame Nkrumaha, 1957-66), jej obywatele regularnie wymieniają sobie według uznania przywódców, a ci, którym władza zostaje odebrana, bez protestu przekazują ją wybrańcom ludu. U steru rządów zmieniają się dwie dominujące partie – Nowa Partia Patriotyczna i Narodowy Kongres Demokratyczny. Ten drugi jest centrolewicową partią założoną na początku lat 90. przez ostatniego z wojskowych dyktatorów Jerry’ego J. Rawlingsa (1979 i 1981-2001) i najwybitniejszego z przywódców Ghany (to jego zasługą są zarówno demokracja, jak sprawna, przynajmniej do niedawna, gospodarka państwa). „Patrioci” są centroprawicą, wyrosłą z przeciwników wojskowych dyktatorów.
Akufo-Addo reprezentował „patriotów”, a wyznaczony przez nich na jego następcę Mahamadu Bawumia przegrał grudniowe wybory (41,5:56,5) z kandydatem „kongresowców” Johnem Dramanim Mahamą, który odsunięty w 2016 roku od władzy po zaledwie jednej kadencji, został znów z woli ludu do niej wyniesiony.
Zburzyć pomnik dobrodzieja…
Akufo-Addo jeszcze rządził, gdy w grudniu jego złoty pomnik w Sekondi-Takoradi został zniszczony po raz pierwszy. Nieznani złoczyńcy odłupali posągowi nogę. Już wtedy również wielu obywateli Ghany domagało się, żeby wystawiony prezydentowi pomnik rozebrać. Władze nie chciały jednak tego słuchać i noga została posągowi doprawiona.
Przeciwnicy monumentu odgrażali się, że jak tylko Akufo-Addo złoży urząd i nastanie jego polityczny konkurent, John Mahama, pomnik zostanie rozebrany albo przynajmniej usunięty sprzed szpitala i gdzieś schowany. Wzywali jednak, by nie burzyć go w sposób, który byłemu prezydentowi, a także jego licznym zwolennikom mógłby się wydać przykry czy uwłaczający. „Nie ma z niego żadnego pożytku, więc i żadnej szkody nie będzie, gdyby został zniszczony” – odpowiadali na to słuchacze popularnej w Ghanie rozgłośni radiowej „Joy”.
W nocy z niedzieli na poniedziałek, 13 stycznia, nieznani złoczyńcy znów wkroczyli do akcji. Tym razem roztrzaskali prezydencki pomnik na kawałki. Zmiażdżyli nogi, ręce, rozbili korpus. Pod zniszczonym posągiem porzucili odłamaną, pozłacaną głowę. Nietknięty pozostał tylko piedestał.
…a także świątynię jego
Nowy-stary prezydent John Mahama, który w styczniu objął urząd, nie skwitował tego wydarzenia choćby słowem, a jego urzędnicy zapowiadają, że zgodnie ze złożoną przez szefa przedwyborczą obietnicą zabiorą się wkrótce za księgi rachunkowe i wydatki, związane z budową innego pomnika panowania Akufo-Addo – katedry narodowej, którą były już prezydent kazał wznieść w podzięce Najwyższemu za wyborcze zwycięstwa i rządy, jakie stały się jego udziałem.
Z pomysłem budowy za prawie pół miliarda dolarów największej w kraju chrześcijańskiej świątyni (w bardzo pobożnej Ghanie chrześcijanie, w ogromnej mierze protestanci, stanowią prawie trzy czwarte ludności) Akufo-Addo wystąpił wkrótce po wygranych wyborach prezydenckich w 2016 roku.
Katedra narodowa miała być w prezydenckim zamyśle nie tylko świątynią, ale także centrum kongresowym, muzeum Biblii, wzorowanym na tym z Waszyngtonu, galerią sztuki i handlową, akademią muzyczną, a także miejscem pochówku najwybitniejszych przedstawicieli ludu Ghany.
Budowa szła jednak od samego początku jak po grudzie. W ciągu dwóch pierwszych lat sporządzono jej projekt, a rząd kupił w śródmieściu Akry wielką (i wyjątkowo drogą) parcelę między parlamentem a teatrem (wcześniej stały na niej urzędy państwowe i rezydencje sędziów). Prace budowlane zaczęły się dopiero na początku 2022 roku, ale już pod jego koniec zostały przerwane, bo posłowie odmówili wydzielenia 6,5 miliona dolarów z państwowego budżetu na budowę świątyni. Nieopłacani robotnicy przerwali prace, choć w noworocznym orędziu prezydent (w międzyczasie został wybrany na drugą kadencję) rugał krytyków, wytykających mu rozrzutność w czasach, gdy Ghana ogłosiła się bankrutką. „Wznosząc katedrę dziękujemy Bogu za jego błogosławieństwo i łaskę dla Ghany – tłumaczył prezydent w noworocznym orędziu. – Bóg w swojej łaskawości i dobroci ocalił nasz kraj od konfliktów, jakie wstrząsają niektórymi z naszych sąsiadów”. Powiedział też, że z własnej kieszeni wpłacił 100 tysięcy cedi (ok. 8 tysięcy dolarów) na budowę świątyni.
Ale prace stanęły na dobre, a opozycja, jeszcze za panowania Akufo-Addo, zaczęła mu wypominać, że na budowę katedry wypłacił prawie 60 milionów dolarów z państwowego skarbca, choć zapewniał, że zostanie ona w całości zbudowana za pieniądze prywatnych firm i ofiarodawców. „Prezydent chce dziękować Bogu za łaski, jakich dostąpił, ale za te podziękowania chce płacić pieniędzmi podatników” – grzmieli w parlamencie opozycyjni posłowie i ekonomiści. – „Czy naprawdę budowa świątyni jest dziś najpilniejszą potrzebą? Siedzimy po uszy w długach, starych nie jesteśmy w stanie spłacić i zaciągamy nowe, ludzie umierają na cholerę, a rząd wydaje pieniądze na budowę katedry!”.
Twierdzili, że tak naprawdę budowa ta pochłonie nawet miliard dolarów i że rządzący chcą sobie w ten sposób kupić głosy chrześcijan, zazdroszczących wielkiego meczetu, jaki w 2012 roku zbudowali sobie – za tureckie pieniądze – miejscowi muzułmanie. Przezywali świątynię „katedrą próżności” i przyrównywali ją do największej na świecie bazyliki, jaką Félix Houphouët-Boigny, pierwszy prezydent sąsiedniego Wybrzeża Kości Słoniowej (1960-93), kazał zbudować w jego rodzinnej wiosce Yamoussoukro, którą ogłosił „drugą stolicą” kraju po Abidżanie.
Ministrowie Akufo-Addo zapewniali, że potrafią liczyć, a katedra, poza posługą religijną, będzie przynosić zyski (wyliczyli, że w pierwsze pięć lat zarobi prawie 100 milionów dolarów) ze sklepowych opłat, biletów na koncerty i wystawy. Zapewniali też, że rząd niczego nie ukrywa i nie boi się poselskich kontroli.
Kontrolę, a nawet rządowe śledztwo w sprawie możliwej rozrzutności Akufo-Addo zapowiedział właśnie jego następca, prezydent John Dramani Mahama. Jego partyjni towarzysze, „kongresowcy”, kiedy jeszcze zasiadali w opozycyjnych ławach w parlamencie, domagali się, żeby w ogóle zaniechać budowy katedry. Ale odkąd przejęli władzę, mówią już tylko o zmianie budowlanych planów. Sam Mahama zapowiedział w styczniu, że kontrola i śledztwo nie oznaczają wcale zaniechania świątynnego projektu. Budowa katedry nie może jednak kosztować pół miliarda dolarów, bo Ghany na to nie stać. Nie musi też wcale stanąć na przejętych już przez władze śródmiejskich, najdroższych parcelach. „Możemy znaleźć rozsądne rozwiązanie” – zapowiada prezydent, a jego minister finansów zapewnia, że jeśli katedra zostanie jednak zbudowana, to z pewnością nie za pieniądze podatników.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















