Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Gdy sztuka milknie

Gdy sztuka milknie

17.09.2012
Czyta się kilka minut
Sacrum przeżywa atrofię, zanika na naszych oczach. Ludzie nie czują pojęcia świętości, także w wymiarze świeckim.
Fot. Tomasz Wiech
Ś

Świadomość, że coś jest święte, czyli nas przerasta, właściwie już dzisiaj nie istnieje. Pojawia się wiele inicjatyw, by świętości wystawiać na próbę przez ich naruszanie, czego przykładem choćby to, co zrobiły panie z Pussy Riot. Dzisiaj pojęcie świętokradztwa, bluźnierstwa jest niemal niezrozumiałe. Póki w powszechnym przekonaniu obraza Boga mogła spowodować karę, póty ludzie bali się i bluźnierstwo szybko karano, aby Bóg mógł je przebaczyć. Natomiast dzisiaj bluźnierstwo to tylko obraza człowieka, która polega na odebraniu mu godności. Inne religie monoteistyczne nie przebaczają tak lekko, jak przebaczają dzisiaj chrześcijanie.

Wydawałoby się, że Kościół powinien być strażnikiem sacrum, tymczasem spotykam dziś kapłanów, którzy okazują zdumienie, gdy ich proszę, by np. na czas zdjęć wynieść z kościoła Najświętszy Sakrament, bo ekipa filmowa będzie zachowywać się tak, jak zachowuje się w pracy, a nie jest dla mnie przyjemne stawać tyłem do tabernakulum. Coś się w naszym rozumieniu świata psuje, skoro nie rozumiemy poczucia świętości.

Jeżeli mówimy dzisiaj o dechrystianizacji, to w tym gronie, w jakim się tu spotykamy, możemy sobie postawić pytanie: dlaczego my, chrześcijanie, a zwłaszcza katolicy, jesteśmy tak nielubiani? I czym sobie na to rzetelnie zasłużyliśmy? Bo moim zdaniem rzetelnie sobie na to zasłużyliśmy. Otóż, jesteśmy bardzo nieprzyjemni, nieznośni wręcz. I my, i kler, i biskupi. (...) Ludzie nie lubią, jak się wzajemnie pożeramy, a żremy się z wielkim upodobaniem, choćby w mediach katolickich: jedna gazeta przeciwko drugiej udowadnia, że jest bardziej katolicka.

A co do mediów świeckich – czy one nam szkodzą? Media nie są dobre czy złe. Media robią to, na co jest zapotrzebowanie. Czy kiedykolwiek ludzie Kościoła wystosowali apel o to, aby nie ulegać tabloidyzacji? Nie pamiętam. Media są więc takie, jak ludzie sobie tego życzą. Skoro coś się sprzedaje, to znaczy, że trafia w powszechne odczucia. Jednak zamiast narzekać na media, należałoby pomyśleć, jak przekonać ludzi, by ich nie kupowali.

I ostatni punkt: wiele razy padło tu słowo „kryzys”: kryzys ekonomiczny, kryzys wartości... Coś się w naszej cywilizacji wyczerpało. Wydaje mi się jednak, że w jednym punkcie jesteśmy nieuważni: myślimy o wyjściu z kryzysu jako powrocie do wzrostu gospodarczego. Jeśli wskaźniki ekonomiczne znów będą rosnąć, będzie dobrze. Jednak one rosną od kilkuset lat, choć nie od zawsze. Cywilizacja egipska prawie cztery tysiące lat nie doznawała wzrostu. Może zatem dotarliśmy do pewnego progu, po przekroczeniu którego nie może już być dalszego wzrostu? Ile jeszcze metrów kwadratowych mieszkań można sprzedać w bogatych, rozwiniętych krajach? Ile kalorii można zjeść, żeby się potem nie odchudzać? Ile można mieć samochodów, żeby dokądś dojechać?

Jest jakaś granica konsumpcji. Reklama cały czas wmawia nam, że jeszcze czegoś chcemy, kiedy my wcale już tego nie chcemy. A kto nam nazwie to, czego chcemy naprawdę? W innym wymiarze niż ten materialny, na który ogromna część ludzi narzeka, choć już nie musi narzekać, bo przecież nigdy nie żyliśmy tak bogato i tak bezpiecznie jak dzisiaj. Potrzebujemy duchowej strawy. Ale jak ten problem rozwiązać – nie wiem.

Fragmenty wystąpienia „Sacrum i profanum w sztuce” podczas sesji zatytułowanej „Świeckość – wartość czy zagrożenie?”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]