„Klasa otyłych”. Dlaczego szkoła patrzy spokojnie na nadwagę naszych dzieci

To smutny paradoks: w czasie gdy świat porzuca ideę „ciałopozytywności” z ozempicowym penem w ręku, szkoła idzie w drugą skrajność.
Czyta się kilka minut
Przemysław Wilczyński // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny
Przemysław Wilczyński // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny

Dobry tytuł jest na wagę złota, deliberacje nad dobrym tytułem trwają czasem dłużej niż pisanie kilku akapitów tekstu. Bywa, że dobry tytuł – tu odkrywam skrawek redakcyjnej kuchni – musi wylądować w koszu. Bo się nie mieścił albo odwrotnie: był za krótki. Bo podobny jest już w numerze i redaktor – ku swej zgryzocie, ale i radości – odkrył to w ostatniej chwili. Bo choć trafny, mógł być niestosowny.

Właśnie z tego ostatniego powodu tytuł „Klasa otyłych” – widniejący początkowo przy świetnym raporcie Michała Kuźmińskiego – został zastąpiony innym. Choć oddaje statystyczną prawdę (bieda zwiększa ryzyko otyłości), może też być odczytany jako stygmatyzujący. A ja go sobie bezwstydnie wyciągam z kosza z czystym sumieniem: kontekst, w którym go użyję, jest tyleż smutny, co sterylnie egalitarny.

Otóż w polskiej szkole istnieją już klasy, w których większość uczniów stanowią osoby otyłe bądź z nadwagą. To ponury paradoks: w czasie, gdy świat celebrytów porzuca ideę „ciałopozytywności” z ozempicowym penem w ręku, by walczyć na śmierć i życie o szczupłą sylwetkę, szkoła idzie w drugą skrajność i mówi: wasze zdrowie mamy w nosie. Bo gdyby było inaczej, któryś z rządów przestałby gadać o „likwidacji plagi zwolnień z wuefu”, a zrobiłby z tą plagą porządek.

Inna sprawa, że to też wina rodziców, w końcu to oni te zwolnienia piszą. Badania Fundacji Szkoła z Klasą pokazały, że wuef to przedmiot cieszący się najmniejszym wzięciem rodziców w czasie zebrań – traktowany jest jak piąte koło u wozu. Jeśli znajdzie się mądry, który to zmieni, zasłuży na miano prawdziwego – a nie papierowego – reformatora szkoły.

Na razie mamy plagę zwolnień, plagę nadwagi, a wszystko to – tu kolejny paradoks – w apogeum sporu o edukację zdrowotną. Przedmiot ten jest skądinąd potrzebny także z tego powodu: by zarysować wyraźną granicę między chudnięciem w pogoni za niedościgłym wzorcem estetycznym a tym dla zdrowia właśnie.

Naturalnie, że dla tej niewypełnianej przez szkołę ponadklasowej roli jest alternatywa: Ozempic. Ale z tekstu na kolejnych stronach dowiemy się także i tego: że farmakologia jest alternatywą niepewną i nie dla wszystkich.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Klasa otyłych