Fragment i całość

Marian Stala: NIEPOJĘTE: JEST. Urywki nie napisanej książki o poezji i krytyce - na początku autor przywołuje marzenie, które towarzyszyło mu, gdy publikował pierwsze szkice o poezji - "marzenie o napisaniu monografii »Króla-Ducha«, podsumowującej całość wiedzy o enigmatycznym arcydziele Słowackiego". Marzenie nigdy nie odeszło, ale też - komentuje nie bez autoironii Marian Stala - "nic właściwie od tamtej pory nie zrobiłem, aby je urzeczywistnić".
Czyta się kilka minut

I tłumaczy dalej: "Lubię brać do ręki kilkusetstronicowe książki, zazdroszczę autorom fundamentalnych syntez, sam jednak wolę pisać szkice, notatki, interpretacyjne drobiazgi. Co więcej: sądzę, że nie warto mówić wszystkiego, co się wie... Zarazem jednak: nie tracę nadziei, iż spoza fragmentów, okruchów, niedopowiedzeń - prześwituje od czasu do czasu jakiś głębszy zamysł, namysł, sens". A gdyby poezję minionej dekady potraktować trochę jak "Króla-

-Ducha": dzieło, którego ostateczny kształt pozostaje niewiadomą i którego sensy odtwarzamy, zestawiając na własną rękę rozsypane fragmenty? Nowa książka Stali nie byłaby wtedy jej syntezą, ale wskazaniem tropów, wątków, powinowactw, prywatną wędrówką pośród napisanych w początku nowego stulecia wierszy poetów kilku pokoleń, od Czesława Miłosza (1911) po Wojciecha Bonowicza (1967), Romana Honeta (1974) i Magdalenę Bielską (1980).

Autor towarzyszył przemianom polskiej poezji na przełomie lat 80. i 90., triumfalnemu wejściu na scenę pokolenia "bruLionu" i jego bezpośrednich następców. Diagnozował to, co się wtedy działo, otwarty na nowe dykcje i suwerenny w ocenach, umiejący odróżnić wartości wnoszone przez młodych od elementu prowokacji - przydatnej do tego, by mogli oni publicznie zaistnieć, odstręczającej krytyków bardziej konserwatywnych. Z równą uwagą czytał ukazujące się wtedy książki starszych poetów, wierny zasadzie szerokiej wrażliwości estetycznej, której hołdował jego wielki poprzednik Jerzy Kwiatkowski, odrzucający konieczny rzekomo wybór między "ośmiornicami" a "zacierkami" - by przypomnieć sformułowaną przezeń zabawną metaforę restauracyjno-kulinarną.

Ta zasada nadal Marianowi Stali przyświeca, choć w szkicach z nowej książki patrzy na dzisiejszą literaturę, jak sam pisze, "raczej z perspektywy stulecia, które minęło, niż czasów nadchodzących". Więcej tu rekapitulacji niż kroniki zmiany. Mamy więc pożegnanie Miłosza i namysł nad jego "Wierszami ostatnimi", szkice o "Dwukropku" i "Tutaj" Wisławy Szymborskiej, o "Kamieniu, szronie" Ryszarda Krynickiego i jego "Wierszach wybranych", o powrocie poetyckim Jana Polkowskiego i - tuż obok - o siedmiu wierszach Marcina Świetlickiego, dla którego Polkowski stał się kiedyś negatywnym punktem odniesienia.

Wspomniane szkice, przynoszące jak zawsze lekcję wrażliwej i uważnej lektury, ujęte są w ramę, która z jednej strony wzmacnia poczucie zakorzenienia w przeszłości, z drugiej zawiera odniesienia do teraźniejszości, chwilami mocno polemiczne. Książkę otwiera piękne studium o obecności liryków lozańskich Mickiewicza w poezji XX wieku. Po nim umieścił autor notatki o dwóch poetyckich dwudziestoleciach: tym po roku 1918 i tym, które otwarł rok 1989. Zamknięcie tomu stanowią natomiast teksty poświęcone krytyce.

Są tu dwie rozmowy z Andrzejem Franaszkiem: o Janie Błońskim jako mistrzu i o "polskiej krytyce literackiej, politycznych podziałach i utopii całkowitej niezależności", komentarze do ankiety śp. "Dziennika" zatytułowanej "Przecenione, niedocenione" i do programowych wystąpień Igora Stokfiszewskiego oraz "Pochwała Piotra Śliwińskiego" i recenzja z książki Franaszka "Przepustka z piekła". Śliwiński, a także Paweł Próchniak, przywołani też zostali w zakończeniu tekstu o dwóch dwudziestoleciach jako ci, którzy zajęli się poezją debiutantów z lat 90. z "wnikliwością i czułością, jaką daje spojrzenie krytyka-rówieśnika". Niczego nie ujmując wybitnym autorom, mam jednak wciąż nadzieję, że to wskazanie następców nie oznacza całkowitej abdykacji Mariana Stali z roli krytyka zajmującego się także poezją najmłodszą... (Biuro Literackie, Wrocław 2011, ss. 152)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2011