Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Pedagogiczny kant profesora

Pedagogiczny kant profesora

19.09.2016
Czyta się kilka minut
Profesor filozofii polityki nie musi znać się na pedagogice. Ale gdyby się nią zainteresował, dowiedziałby się kilku ciekawych rzeczy: choćby tego, że klapsy są bezwzględnie szkodliwe, a Immanuel Kant, na którego się powołuje, zachęcając do bicia, był przeciwnikiem przemocy wobec dzieci.
rys. Joanna Grochocka
A

Artykuł prof. Zbigniewa Stawrowskiego pt. „Klaps to obowiązek rodziców”, opublikowany w magazynie „Plus Minus” (weekendowe wydanie „Rzeczpospolitej”), jednocześnie rozbawił mnie i przeraził. Autor usprawiedliwia przemoc wobec dzieci czy wręcz nawołuje do jej stosowania, odwołując się do zasady imperatywu kategorycznego Kanta. Według profesora klaps „nie jest żadnym biciem, nie jest nawet czymś szkodliwym, lecz – przeciwnie – jest czynem o wysokiej wartości wychowawczej i dlatego zasługuje wręcz na pochwałę”. Klaps jako „symboliczny wyraz najgłębszej miłości i najlepiej pojętego odpowiedzialnego wychowania” i „forma socjalizacji dziecka” nie jest w opinii Stawrowskiego „niczym złym, przeciwnie, jest czymś bezwzględnie dobrym, jest moralnym obowiązkiem rodziców. A jako coś moralnie dobrego, a więc godnego pochwały, wymyka się wszelkim zewnętrznym krytykom”. Wymierzanie klapsów „jest nie tylko prawem, lecz wręcz moralnym obowiązkiem rodzica” – bezwzględnym obowiązkiem, kantowskim imperatywem kategorycznym.

Pomysłowość dorosłych w wymyślaniu usprawiedliwień dla stosowania przemocy wobec dzieci jest bardzo duża. Zwolennicy kar cielesnych odwołują się jednak najczęściej do religii (Bóg każe bić dzieci, tak jest napisane w Biblii) lub tradycji (dzieci od tysiącleci są bite i jakoś żyją) – prof. Stawrowski jest bardziej oryginalny i sięga do filozofii Immanuela Kanta. Dlaczego jednak do imperatywu kategorycznego? Kant napisał również dziełko pt. „O pedagogice”, w którym nie ma mowy o żadnych klapsach (inna sprawa, że paręset lat temu nikt nie bawił się w takie subtelności – dzieci bito rózgami i czym popadnie, porządnie i powszechnie), a za karę cielesną, odradzaną zresztą przez filozofa, uznaje się np. „odmawianie rzeczy żądanej”. Wydawca edycji z 1819 r. (dostępnej online tutaj) wyjaśnia w przypisie, że w zupełności wystarczy wyjaśnić dziecku niewłaściwość jego zachowania, a „kto w takim przypadku rózgi potrzebuje, jest albo złym wychowawcą, albo ma do czynienia z zepsutym już dziecięciem, które [...] swoim biciem znarowił”.

Sam Kant natomiast zwraca uwagę, że bicie nie prowadzi do niczego dobrego, czyni dzieci zaciętymi i upartymi i „dobrego charakteru nie ukształci”. Wypowiada się ponadto krytycznie o tzw. biciu z miłością, pisząc: „Bardzo jest rzecz np. dziwna, kiedy rodzice obiwszy rózgą dzieci, żądają, aby całowały ich ręce; przyzwyczaja to do nieszczerości i fałszu. Bo rózga nie jest tak pięknym darem, za któryby można dziękować; i łatwo domyślić się, z jakim sercem naówczas dziecię rękę całuje”. Taka sama byłaby reakcja dziecka, które otrzymało „tylko” klapsa i dowiedziało się, że to nie bicie, lecz „wyraz najgłębszej miłości”, jak przekonuje Stawrowski.

Kant sprzeciwiał się zresztą nie tylko biciu, ale też innej powszechnej wówczas formie przemocy wobec dzieci – spowijaniu, czyli owijaniu niemowląt pasami płótna tak ciasno, że nie mogły się ruszyć. Filozof ten wykazuje się niemałą empatią, gdy pisze: „spowijmy wielkiego człowieka, a zobaczymy, czy on nie będzie krzyczał, i czy nie wpadnie w frasunek i rozpacz”. Zaleca wprawdzie pozostawianie niemowląt, by się wypłakały, i niereagowanie na niezwiązany z fizjologicznymi czy innymi najpilniejszymi potrzebami płacz i krzyk dziecka (niczym oświeceniowa Superniania), oraz swoiste „oko za oko”, gdy dziecko uderzy lub popchnie ubogiego(!) rówieśnika (należy wówczas „równie dotkliwie obejść się z nim samym”, bo inaczej nie nauczy się wspaniałomyślności), ale na pewno nie uważa klapsa (powtórzę: wówczas właściwie nieznanego), rózgi ani żadnej innej formy bicia dzieci czy cielesnego ich karania za dowód miłości, bezwzględnie dobry obowiązek moralny rodzica, imperatyw kategoryczny!

Wywody prof. Stawrowskiego są więc niczym innym jak nieudolną próbą usprawiedliwienia przemocy wobec dzieci przy użyciu terminów zaczerpniętych z myśli filozofa, którego można uznać za przeciwnika przemocy. To śmieszne. Jeszcze zabawniejsze są jednak porównania i przykłady zastosowania klapsa. Według profesora klaps powinien zostać wymierzony trzylatkowi, który w piaskownicy bije łopatką rówieśnika (szkoda, że autor nie dodał, że należy przy tym wyjaśnić, że nie wolno bić dzieci – byłoby śmieszniej, choć i tak uczenie biciem, żeby nie bić, jest wystarczająco absurdalne).

Najbardziej absurdalne jest jednak zastosowane przez Stawrowskiego porównanie klapsa wymierzanego dzieciom do policzka wymierzanego dorosłym. Według niego „pewne rodzaje symbolicznych «klapsów» funkcjonują w relacjach między ludźmi dorosłymi, również poza wymiarem ściśle rodzinnym. Najbardziej stanowczą i drastyczną, ale w naszym kręgu kulturowym jednoznacznie zrozumiałą i w pewnych sytuacjach dopuszczalną formą wyrażenia jawnej i radykalnej dezaprobaty jest «klaps w twarz», czyli klasyczne uderzenie w policzek”. Profesor, kontestując zakaz bicia dzieci (warto przypomnieć, że w Polsce od 2010 roku obowiązuje całkowity zakaz stosowania kar cielesnych), najwyraźniej zapomina, że naruszanie nietykalności cielesnej dorosłych – np. poprzez „klasyczne uderzenie w policzek” – również jest zabronione.

Dzięki temu jednak wznosi się na wyżyny absurdu i ujawnia w pełni swoje talenty komediowe, pisząc: „Zapewne niejeden 50-letni mężczyzna dostał słusznie w twarz od swej starej matki, gdy ją powiadomił, że właśnie wymienił żonę na młodszą. Czy kochający rodzice w analogicznych przypadkach nie mają moralnego prawa i obowiązku wymierzać takie «klapsy» nawet swoim dorosłym dzieciom?”.

Podoba mi się, że Stawrowski nie dyskryminuje dzieci – namawia bowiem do bicia, tj. przepraszam, wyrażania miłości za pomocą klapsów w tyłek i twarz, wszystkich bez względu na wiek. Czy jednak naprawdę nie widzi bezsensu takiego działania? Czy ten 50-latek po otrzymaniu klapsa w policzek posłusznie wróci do swojej żony? Nie, co najwyżej zerwie kontakty z matką, czego jako dziecko zrobić nie mógł. Bo klapsy są nie tylko szkodliwe i niemoralne (bicie słabszych, całkowicie zależnych od nas dzieci nie może być dobre), ale też nieskuteczne.

Profesor filozofii polityki nie musi mieć wielkiej wiedzy z zakresu pedagogiki i psychologii, ale zabierając się za pisanie artykułu na temat kar cielesnych, mógłby choć trochę się tym zainteresować. Gdyby to zrobił, być może trafiłby na metaanalizę badań opublikowaną w 2016 roku przez Elizabeth Gershoff i Andrew Grogana-Kaylora. Zebrali oni prowadzone na całym świecie w ciągu ostatnich 50 lat badania, w których wzięło udział w sumie 161 tysięcy dzieci i które jednoznacznie dowodzą, że klapsy (tak, klapsy!) przynoszą same szkody dla dziecięcego rozwoju, samooceny, obecnego i przyszłego dobrostanu oraz relacji z rodzicami, zwiększają poziom agresji i skłonność do stosowania przemocy wobec własnych dzieci w przyszłości, a ponadto wcale nie wpływają na poprawę zachowania, są więc też nieskuteczne, czy wręcz przeciwskuteczne wychowawczo.

Stawrowski nie pogłębił swojej wiedzy (a może celowo ją zataił?) i popełnił tekst absurdalnie śmieszny, a zarazem przerażający. Straszne jest bowiem to, że wykształcona, utytułowana osoba, naukowiec (!) ignoruje kilkudziesięcioletni dorobek innych naukowców i wykorzystuje swój autorytet i erudycję, by namawiać do stosowania przemocy wobec dzieci.

Anna Golus jest inicjatorką akcji „Kocham. Nie daję klapsów”. Stale współpracuje z „TP”.


CZYTAJ TAKŻE:

Artykuł Anny Golus "Tresura": Gdyby Pan Bóg karał nas tak, jak my jesteśmy skłonni karać małe dzieci (duże karać się tak łatwo nie dają), nie mielibyśmy szans na przetrwanie.

Przy dzisiejszym stanie wiedzy psychologicznej bicie dzieci stanowi kompromitację dorosłych. Ale trzeba powiedzieć więcej: czas najwyższy, by przyjrzeć się dziecku na poważnie także w teologii i wreszcie zacząć się od niego czegoś uczyć. Tekst Artura Sporniaka.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Gdyby "bezklapsowe" wychowanie dzieci było uniwersalną metodą pedagogiczną skuteczną w każdym przypadku, nie byłoby tej dyskusji :) Jednak z mojego doświadczenia wiem, że są sytuacje (rzadkie), kiedy wszystkie zalecane w artykule zachowania rodzica się nie sprawdzają. Wtedy, moim zdaniem, warto zastanowić się nad klapsem, ale ta ostateczność wymaga od rodzica spełnienia kilku warunków. Po pierwsze, decyzja musi być podjęta bez emocji, kiedy jesteśmy opanowani i możemy trzeźwo ocenić sytuację. Po drugie, wyczerpaliśmy w danej chwili inne możliwe do zastosowania środki. Po trzecie, wina dziecka jest ewidentna. Poza tym należy ostrzec dziecko jaką karę szykujemy i jeśli już ją wymierzamy, to bezpośrednio po przewinieniu. Łatwo dostrzec, że przytoczone warunki praktycznie eliminują stosowanie klapsów :) My to wiemy, dzieci nie :) I na koniec jeszcze dwie uwagi. Zgadzam się z opinią Autorki na temat tekstu profesora Stawrowskiego, ale nie podzielam Jej bezgranicznej ufności pokładanej w wiedzy psychologicznej. Dziecko to jednak skomplikowany byt :)

Jak rodzic nie da klapsa, to później tzw. 'życie' da niejednego, tylko będzie mocniej bolało ;-)

Wniosek z serii "jak się baby nie bije ..... itd" Gratulacje.

Stokrotnie dziękuję Pani za ten artykuł.

mam bratanka- ma niecałe 4 lata. Nigdy nie został uderzony, nigdy nie dostał klapsa. Jest żywym dzieciakiem, broi. Nie jest wychowywany "bezstresowo". Są kra, są wyciągane konsekwencje za złe zachowanie. Jest grzecznym dzieciakiem, więc kary cielesne nie są warunkiem niezbędnym przy wychowywaniu dziecka. Potrzebna jest cierpliwość i zwracanie uwagi na dzieciaka nie tylko od święta. Ja będąc dzieciakiem dostawałam lanie- jakoś nie przeszkadzało mi to w popełnianiu kolejnych szaleństw i nieposłuszeństwie, nadal jednak pamiętam upokorzenie, a do Rodziców mam Szacunek ale i ambiwalentne uczucia. Zatem nie uważam, by bicie było metodą właściwą wychowawczą.

Już od dłuższego czasu mam przekonanie, że tytuł "prof" powinien być nadawany na określony, niewielki okres czasu. To dotyczy także tego faceta od genialnego artykułu na temat bicia dzieci. Jak można tak się pozbyć zdolności myślenia?

Wybić je laniem z głowy:-) Baaardzo porządnym laniem.

Kiedy czytam głosy zwolenników bicia dzieci, do tego usprawiedliwiających owo bicie eufemistycznym 'klapsem', aż mam ochotę każdemu z owych bijących, za każde z jego dorosłych przewinień wymierzyć choćby po jednym, ale solidnym klapsie - prosto w przemądrzałe dupsko, dłonią wielka jak ono samo, napędzaną prze rozzłoszczone monstrum kilka razy od nich większe. Może by nieco otrzeźwieli. +++ Wy sobie, nieszanowni bijący słabszych i bezbronnych, nie radzicie ze swym rodzicielstwem. Wyście nie dorośli do niego. Może dlatego, że was samych w dzieciństwie wam podobni sadyści tłukli.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]