Film „Mizerykordia” to nurkowanie w sfery głęboko ukryte przed ludzkim spojrzeniem

Ksiądz, jeden z bohaterów filmu Alaina Guiraudie, okaże się poniekąd współwinnym zbrodni, czego efektem jedna z najdziwniejszych scen spowiedzi, jakie dane mi było zobaczyć w kinie.
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu „Mizerykordia”, reż. Alain Guiraudie, 2024 r. // Materiały prasowe Velvet Spoon
Kadr z filmu „Mizerykordia”, reż. Alain Guiraudie, 2024 r. // Materiały prasowe Velvet Spoon

Autor „Mizerykordii” należy do tych twórców, którzy nie lubią wozić drzewa do lasu ani lać wody nad jeziorem, stąd jego eksterytorialna pozycja na mapie europejskiego kina. Filmy Alaina Guiraudie, jakkolwiek mocno wrośnięte w naturalne pejzaże, wolą zanurkować w głąb, w sfery głęboko ukryte przed ludzkim spojrzeniem. Stąd jego kino tak często wodzi na manowce: fabularne, psychologiczne, gatunkowe. Bywa porównywane do sennych fantasmagorii, które rządzą się swoją logiką – przede wszystkim napędzaną przez pożądanie. 

Jak Georges Bataille kształtował Alaina Guiraudie

Nie jest więc przypadkiem, że to Georges Bataille, jego filozofia erotyki i śmierci, stanowi mocny punkt odniesienia dla francuskiego reżysera, podobnie jak fascynacja samym aktem patrzenia. Twórca „Nieznajomego nad jeziorem” zamiast ilustrować akademicki dyskurs, stworzył własny język filmowy, równocześnie zmysłowy, niepokojący i zabawny. Jest tylko jeden warunek: porzućcie wszelkie oczekiwania, bo u Guiraudie nawet grzyby nie są tym, czym się wydają. 

W jego pierwszym głośnym filmie gejowska plaża nudystów, miejsce pożądliwych spojrzeń i seksualnych łowów, odsłaniała w pełnym słońcu swoją mroczną stronę. Nie tylko jako scena dokonywanych tam po cichu zbrodni, ale pojedynczych samotności, straceńczego głodu bliskości, represjonowanych na co dzień pragnień. Jednocześnie ów kręcony nad jeziorem podglądacki thriller, w rzeczy samej bardzo cielesny i dosłowny, nie zamykał się w queerowej szafie. 

Był na swój sposób czysty i dużo lepiej przyswajalny niż późniejsze tytuły Guiraudie, pełne naturalizmu „W pionie” czy satyryczny „Biegacz, dziwka, Arab, mąż”. I kiedy już wydawało się, że ich twórca zaplątał się we własnych prowokacjach i ekscentryzmach, pojawiła się „Mizerykordia”. Czyli kino, w którym powrót do rodzinnej wioski łamie wszelkie narracyjne schematy, a zarazem opowiada coś prawdziwego o naturze ludzkiej i jej paradoksach.

O czym jest film „Mizerykordia”

Enigmatyczny Jérémie (w tej roli Félix Kysyl) przyjeżdża po dziesięciu latach z Tuluzy na pogrzeb byłego pracodawcy, właściciela miejscowej piekarni. Kamera długo celebruje ten powrót, filmując z wnętrza auta malownicze krajobrazy. Lecz gdy omiata wzrokiem gapiących się na przyjezdnego lokalsów i podupadłe domy tej oksytańskiej dziury, daje do zrozumienia, że było od czego uciekać. Tu jednak oczywistości się kończą, bowiem już pierwsze odwiedziny w domu zmarłego i jego pogrzeb komplikują sytuację. 

Kiedy wdowa (Catherine Frot) pokazuje Jérémiemu rodzinny album ze zdjęciami albo gdy miejscowy ksiądz (Jacques Develay) wygłasza mowę o potędze miłości, domyślamy się, że przyjezdnego łączyło z nieżyjącym coś więcej niż przyjaźń czy zwykła relacja służbowa. Ale i to nas zwodzi. Jérémie niespodziewanie decyduje się zostać na dłużej w wiosce, żeby – jak mówi – „nadrobić zaległości”. 

Ksiądz, który przygląda się z boku wydarzeniom, okaże się poniekąd współwinnym zbrodni, czego efektem jedna z najdziwniejszych scen spowiedzi, jakie dane mi było zobaczyć w kinie.

Rozliczyć się z kimś? A może przejąć piekarnianą schedę lub zająć miejsce zmarłego bądź jego syna Vincenta, któremu ewidentnie przeszkadza ta wizyta? I czy główny bohater pozostanie w tej historii ofiarą, czy raczej tricksterem bądź intruzem? Guiraudie co i raz zarzuca nam jakąś przynętę – w końcu o ukrytych pragnieniach jest to film

Reżyser bawi się nimi z chłodną precyzją i kamienną twarzą. Nawet gdy dochodzi do aktu przemocy (znowu skojarzonej z męskim pożądaniem), na grobie schowanym w lesie wyrosną rychło… smardze, przysmak lokalnych stołów. 

Ksiądz, który przygląda się z boku wydarzeniom, okaże się poniekąd współwinnym zbrodni, czego efektem jedna z najdziwniejszych scen spowiedzi, jakie dane mi było zobaczyć w kinie. Podobnie sceny przesłuchań w wykonaniu mało rozgarniętej żandarmerii czy nader podejrzliwej rodziny ofiary. 

„Mizerykordia”: znaczenie tytułu

I tu, nie odsłaniając zbyt wiele, trzeba wytłumaczyć, skąd w ogóle tytuł filmu. Otóż mizerykordią, krótkim średniowiecznym sztyletem, rycerze dobijali swoich wrogów, uznając to za gest chrześcijańskiego miłosierdzia. We francuskim filmie nabiera ona bardziej złożonego i wręcz humorystycznego znaczenia. Oto bowiem Jérémie i ksiądz uczestniczą w osobliwej grze, w której stawką jest poczucie winy, czyjeś ocalenie i oczywiście pożądanie.

Czy główny bohater pozostanie w tej historii ofiarą, czy raczej tricksterem bądź intruzem?

Guiraudie i wszyscy jego aktorzy potrafią nadać karkołomnemu scenariuszowi wiarygodny kształt. Pracuje na to także miejsce, pogrążone w jesiennej smucie, biologicznym rozpadzie i prowincjonalnym zastoju, sfilmowane na surowo przez Claire Mathon, nie pierwszy raz współpracującą z tym reżyserem. Znaną także ze zdjęć do „Portretu kobiety w ogniu”, „Małej mamy” czy „Saint Omer”, równie uwrażliwionych na klimat miejsc. 

Bez freudowskich klisz

W tej szorstkiej scenerii uprawia Guiraudie dowcipny dialog z religią w jej „dostojewskim” wydaniu. Dopytuje się, czy brak kary nie jest czasami karą dużo dotkliwszą, albo co się może skrywać pod miłosierdziem. A pozornie wyzbyty z charyzmy główny bohater potrafi wciągnąć widza w świat swoich obsesji, nawet wpatrując się w wyświetlacz budzika podczas bezsennych nocy. 

Nie mówiąc o nocnych koszmarach, na poły wizyjnych, na poły całkiem realnych. I chociaż tak wiele się w „Mizerykordii” tłumaczy „siłą pożądania”, jest to historia wystarczająco pojemna, by nie zamknąć jej w jakichś freudowskich kliszach. 

Czy brak kary nie jest czasami karą dużo dotkliwszą?

I bynajmniej nie w wymiarze czysto symbolicznym jest to film o… grzybach. Na przykład w scenach grzybobrań, chwilami dość groteskowych, zważywszy na krwawą zawartość leśnej ściółki. Guiraudie ożywia na ekranie także ludzką grzybnię, sczepioną niewidzialnymi gołym okiem strzępkami. Ich ciasny splot zdaje się zaskakiwać same postacie dramatu, działające czasem pod wpływem nieuświadomionych impulsów i zapośredniczonych pragnień. 

Piętno katolickiego wychowania

Okazuje się, że scenariusz czerpie z powieści reżysera, wydanej w 2018 r., traktującej o zabójstwie kolegi z dzieciństwa i częściowo inspirowanej dorastaniem na francuskiej prowincji. Katolickie wychowanie odcisnęło na nim spore piętno, niekoniecznie pozytywne, co w filmie daje się wyczuć, aczkolwiek to wewnętrznie pogmatwana postać księdza jest, jak Guiraudie zaznacza w wywiadach, mu najbliższa. Oraz sam koncept zbrodni i kary śmiało tutaj zderzony z witalistyczną koncepcją życia, rozkładu i odrodzenia. 

A wszystko sytuuje się gdzieś na przecięciu kina Davida Lyncha i Bruno Dumonta, czyli dwóch biegunowo różnych ekscentryków, których coraz mniej na dzisiejszych, coraz bardziej sformatowanych ekranach.

MIZERYKORDIA („Miséricorde”) – reż. Alain Guiraudie. Prod. Francja/Hiszpania/Portugalia 2024. Dystryb. Velvet Spoon. W kinach od 13 czerwca. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ukryte pragnienia