Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Praca rozkoszy

Praca rozkoszy

11.05.2010
Czyta się kilka minut
Ekstaza potwierdza wyjątkowość każdego istnienia, wystawiając egzystencję na doznania, których nie tylko nie można przewidzieć, ale w ogóle pomyśleć. A jednak Bataille chciałby to doświadczenie wyrazić.
G

Georges Bataille (1897-1962) pisał "Łzy Erosa", kiedy był już chory, cierpiał na arteriosklerozę i depresję. Uważał, że to najważniejsza z jego książek, najbardziej, być może, zbójecka. Dopowiedzmy - także najbardziej enigmatyczna. W ramach biografii myśli można rzecz potraktować jako dopełnienie słynnego "Erotyzmu", choć to niewiele rozjaśnia. Trudno pozbyć się wrażenia, że mamy do czynienia z rodzajem testamentu pisanego przez autora. Czyli przez kogo?

We wprowadzeniu współpracownik i powiernik autora, Joseph Marie Lo Duca, powiada, że nie jest w stanie określić własnej sytuacji i pozycji wobec bezprzykładnego zjawiska imieniem Bataille - nie wie, kim jest: jego świadkiem, krytykiem, współpracownikiem, historykiem? Autor "Łez Erosa" był zarówno świadkiem epoki, surrealistą czy - posługując się jego rozumieniem tego określenia - manierystą, błyskotliwym krytykiem, któremu nie starczało cierpliwości i systematyczności filozofa, współpracownikiem, który, organizując słynne pismo antropologiczne "Documents", zbudował delikatną strukturę wspólnoty intelektualnej, ale zarazem - w szerokim sensie - politycznej, wreszcie: historykiem, który uważnie śledził losy pojęć, fetyszy i materiałów, składające się następnie na wizję "doświadczenia wewnętrznego". Ostatnia książka Bataille’a to świadectwo tych wszystkich jego praktyk, a zarazem kolekcja niesamowitości: obrazów, grawiur, szkiców oraz fragmentarycznych komentarzy myśliciela.

Zasadnicza teza Bataille’a opiera się na przeświadczeniu, że nasze życie jest nierozerwalnie związane z dwoma elementami: świadomością i śmiercią. Ludzka kondycja to nic innego jak wola odróżnienia (od natury, zwierząt, zmysłowo postrzegalnej rzeczywistości), ale tym samym uparte trwanie w alienacji. Wiedza o tym, że jesteśmy śmiertelni i nie możemy temu zaradzić, bezustannie krzyżuje się z marzeniem o bezpośrednim dostępie do świata, do pierwotnej, niezmąconej jakąkolwiek symboliczną formą obecności i tożsamości jednostki. Bataille stara się wytrwać w tym rozdarciu, bowiem tylko tam odnajduje możliwość przejścia między myśleniem i doświadczeniem, tam, czyli w krzyku i śmiechu, we łzach i w rozkoszy, które sytuują się na granicy tego, co pojęciowe i zmysłowe, wypowiedziane i milczące. "Dwuznaczność ludzkiego życia jest jak szalony śmiech i szloch. Polega na trudności pogodzenia rozsądnego wyrachowania, które stoi u jego podstaw, z tymi łzami... Z tym straszliwym śmiechem".

Nie chodzi więc o to, by można było naiwnie i prosto powrócić do stanu "sprzed świadomości", lecz o to, by odkryć w sobie ślad pierwotnej łączności z rzeczywistością. Zarazem świadomość stwarza dystans i powoduje wyobcowanie, sprawia, że egzystencja jest życiem w posępnym cieniu śmierci. Przekleństwo świadomości polega więc na tym, że z jednej strony obdarowuje ona człowieka wiedzą o jego śmiertelności i czasowości, czyniąc z niego wolny podmiot, z drugiej - strąca w otchłań cierpienia, wynikającego z faktu, że będąc ludźmi, nie jesteśmy w stanie doznać bezpośredniej przyjemności. Tkwimy w tym klinczu rozumu i marzenia, związani zarazem kalkulacją i planowaniem oraz tęsknotą za życiem, które ostatecznie, bez żadnych wątpliwości i uzasadnień stałoby się autentyczne. Życie nowoczesne czerpie jednak siłę właśnie z tych sprzeczności i niezgodności, z siły upływającego i destrukcyjnego czasu, żłobiącego znaki w ludzkich ciałach i odciskającego ślad w anonimowym, wrogim i pogrążonym w ciszy świecie. "Za każdym razem to, co się dzieje, jest obce zastanemu porządkowi rzeczy, za każdym razem gwałtownie burzonemu".

Niejasny lęk przed śmiercią zmusza człowieka do nieustannego wysiłku, do pracy, która pozwoliłaby się zabliźnić ranie, będącej rezultatem wewnętrznego rozdarcia. Obsesja Bataille’a na punkcie kategorii pracy, która we "Łzach Erosa" jest równie wyraźna jak w innych jego książkach, to spadek po filozofii Hegla, potężnego rywala w egzystencjalnym i filozoficznym projekcie francuskiego myśliciela. Pracujemy po to - zdaje się on mówić - by nie stać się na powrót zwierzętami, po to, by zawładnąć rzeczywistością, wyzwolić się z tego świata, w którym "nie jesteśmy ani panami, ani winowajcami". Sprzeciw wobec Hegla okazuje się zasadniczy: życie jednostek i wspólnot nie ma żadnego ostatecznego sensu, w którym sprzeczności mogłyby zostać pojednane, oraz jasno wyznaczonego celu, do którego mogłoby zmierzać; albo żyjemy, albo filozofujemy, albo odczuwamy, albo pracujemy.

Z tej dość upiornej alternatywy wyrwać nas może osobliwe (zarazem niepowtarzalne i dziwne) doświadczenie erotyzmu, w którym łączy się przeczucie śmierci oraz ekstatyczne doznanie cielesności. Tak rozumiany erotyzm, będąc gestem buntu wobec systemu (społecznego, instytucjonalnego, filozoficznego), celowo pozostaje marginalny i bezużyteczny. Niemożliwy do włączenia w obieg reprodukcji (rozumianej dosłownie jako prokreacja i symbolicznie jako konieczność użyteczności każdego działania), objawia błysk prawdy o człowieku, w paradoksalnej zgodności ze śmiercią: "Taka jest natura śmierci i erotyzmu. Wymykają się w tej samej chwili, w której się objawiają...".

Erotyzm objawia się poprzez jednostkowe ciało, ujęte w grymasie, uchwycone w bólu nieodróżnialnym od przyjemności, w rozkoszy, którą Francuzi nazywają "małą śmiercią". To chwila, w której ujawnia się chaos początku, moment wyjątkowej intymności i wywłaszczenia człowieka z jego ograniczeń, który nie skutkowałby już alienacją - rozkosz i ekstaza przybliżają śmierć, choć nie przyznają jej prawa do ostatecznego panowania. Jest odwrotnie: ekstaza potwierdza wyjątkowość każdego istnienia, wystawiając egzystencję na doznania, których nie tylko nie można przewidzieć, ale w ogóle pomyśleć. A jednak Bataille chciałby znaleźć odpowiednie słowa, by móc wypowiedzieć owo nieuchwytne doznanie prawdy. Język staje się przeszkodą, ale i jedynym do tego środkiem. Stąd, być może, próba zrównoważenia abstrakcyjnego dyskursu konkretem malarstwa: od Lascaux po obrazy przyjaciół autora, Balthusa czy Magritte’a. W próbach poszukiwania innej formy wyrażenia tego, co wyrażeniu się uchyla, wyraźniejsza staje się egzystencjalna stawka wysiłku, jaki podjął Bataille - wolność.

Wraz z nią pojawia się najgłośniejszy koncept wypracowany przez autora "Historii oka", czyli transgresja. Lekcja Bataille’a jest tu wciąż aktualna. Przekroczenie nie stanowi prostej odmowy, infantylnego sprzeniewierzenia się prawu, lecz trafia w samo jego centrum: w zakaz, umożliwiający zaistnienie transgresji, który z kolei ona sama legitymizuje. Rzecz nie polega więc na tym, by po prostu odrzucić np. religię, ale na tym, by umieć wydobyć z niej perwersyjny aspekt, uruchomić logikę ekscesu, którą od zarania się posługuje; nie polega też na tym (w każdym razie nie wyłącznie), by łamać tabu, lecz wykorzystać zbytek, nadmiar, święto jako szansę na zaakceptowanie i afirmację ludzkiej wolności. Podobnie jest ze sztuką, pełniącą funkcję sfery, w której można wyobrazić sobie i powiedzieć wszystko - jak u głównych bohaterów książki: archaicznego malarza z Lascaux, de Sade’a, Bellmera, Massona. Ale ostatecznie chodzi o coś więcej, o wyczuwany przez Bataille’a niemal z genialną intuicją etyczny wymiar cielesności.

Odwracając filozofię Hegla, radykalizując myśl swojego wielkiego poprzednika Nietzschego, autor "Łez Erosa" podpowiada, abyśmy ani na moment nie tracili z pola widzenia naszej kruchej tymczasowości, to znaczy abyśmy nie przestali jej rozważać: "Jesteśmy jedynie pozbawionymi sensu szczątkami, jeśli nie odnosimy ich do innych szczątków. Jak moglibyśmy się odnieść do skończonej całości?". To tu właśnie, w tej ekscentrycznej wspólnocie "szczątków", praca myślenia spotyka się z arcyludzką rozkoszą.

Georges Bataille, Łzy Erosa przeł. Tomasz Swoboda, Gdańsk 2010, słowo / obraz terytoria

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]