Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Festiwal we wspomnieniach: Dorota Kędzierzawska

Festiwal we wspomnieniach: Dorota Kędzierzawska

07.09.2015
Czyta się kilka minut
W 1991 r. przyjechałam do Gdyni ze swoim pierwszym filmem – „Diabły, diabły”. Koszmarnie się denerwowałam.
P

Premiera w gdyńskim Teatrze Muzycznym była pierwszym pokazem przed tak wielką publicznością. Nie pamiętam nawet, czy na tej projekcji był ze mną ktoś z ekipy, pamiętam jedynie strach, jaki mi towarzyszył. Dopiero później mogłam złapać oddech, bo film się spodobał i dostaliśmy za niego aż pięć nagród. Ten niepokój powracał i nigdy nie stawał się mniejszy, choć aż sześciokrotnie gościłam na Festiwalu ze swoimi filmami.

Tym, co mnie w Gdyni zawsze irytowało, była giełda przecieków. W słynnym festiwalowym „Piekiełku” zawsze zjawiał się ktoś, kto dzień przed oficjalnym ogłoszeniem werdyktów miał informacje z pierwszej ręki. A te nie zawsze się potwierdzały. Kiedy w 1999 r. pokazaliśmy film „Nic”, nasza aktorka, Anita Borkowska-Kuskowska, która była primabaleriną w Teatrze Narodowym, usłyszała w „Piekiełku”, że następnego dnia na gali dostanie główną nagrodę aktorską. Próbowałam studzić jej radość, ale rano taką wiadomość podano nawet w radiu, więc Anita była pewna, że informacja jest prawdziwa. Niestety – tak jak przypuszczałam – nagrody nie dostała. Było smutno...

Jest natomiast jedno zdarzenie, które z gdyńskiego Festiwalu wspominam najmilej. Po projekcji filmu „Pora umierać” publiczność zgotowała pani Danucie Szaflarskiej długą owację na stojąco. To była chyba największa i najpiękniejsza nagroda, jaka mogła nam się przytrafić!

W Gdyni poczułam się dobrze dopiero cztery lata temu, kiedy przyjechaliśmy tam z Polską Światłoczułą, projektem filmowym prowadzonym wspólnie z Arturem Reinhartem. Nabrałam wtedy dystansu do gdyńskiej rywalizacji i celebry. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]