Reklama

Ewangelia sprzeciwu

Ewangelia sprzeciwu

30.06.2010
Czyta się kilka minut
Kilka lat temu Harold Bloom, jeden z najbardziej wpływowych amerykańskich krytyków i teoretyków literatury, nazwał José Saramago portugalskim stalinowcem, dodając przy tym, że jest to jeden z najlepszych pisarzy na świecie. Zajmuje drugie miejsce, zaraz za Philipem Rothem. Bloom pomylił się dwukrotnie. Saramago nie był stalinowcem, tylko socjalistą, który nigdy nie usprawiedliwiał zbrodni komunizmu, ale nie widział też alternatywy dla postaw lewicowych, które w jego kraju stanowiły jedyną przeciwwagę dla ciemiężącej społeczeństwo władzy. Poza tym był znacznie lepszym prozaikiem niż Roth.
P

Pewien człowiek szedł na szubienicę i po drodze ktoś go zapytał: Dokąd to waszmość idzie? Na co skazaniec odparł: Ja nie idę, prowadzą mnie.

Manuel Velho

Pisarz polityczny

Zaangażowanie Saramago w sprawy polityczne zawsze budziło ogromne emocje, i to zarówno w jego ojczystej Portugalii, jak i poza jej granicami. Gdy w 1998 roku otrzymał Nagrodę Nobla, kilku pisarzy (w tym Czesław Miłosz) krytykowało decyzję sztokholmskiej kapituły, zarzucając jej wybór kolejnego "czerwonego laureata", który pisze mierne powieści, a swą sławę zawdzięcza radykalnym wypowiedziom na tematy społeczne.

Owszem, Saramago nie przebierał w słowach, wykorzystując każdą okazję do zamanifestowania sprzeciwu wobec władzy, która niewoli społeczeństwo. Mówił w imieniu tych, którzy nie mieli prawa głosu, krytykował wtedy, gdy inni w milczeniu przyglądali się ekscesom zachodnich rządów. Przywołane na początku słowa Harolda Blooma były reakcją na jedną z wypowiedzi Saramago, w której przyrównał konflikt izraelsko-palestyński do Holokaustu, wzywając Izrael do zaprzestania wszelkich działań zbrojnych. Bloom doskonale wiedział, że Saramago nie jest antysemitą (autor "Baltazara i Blimundy" wielokrotnie mówił i pisał o prześladowaniach Żydów w Europie), ale oczekiwał od niego większej "dojrzałości politycznej".

Ten protekcjonalny ton wielokrotnie pojawiał się w tekstach na temat publicznej działalności Saramago. Nawet zwolennicy pisarza zwracali uwagę na niepokojący radykalizm jego postaw politycznych, starając się za wszelką cenę oddzielić literaturę od polityki. Bloom przedstawiał tę ostatnią jako nieistotny dodatek, fanaberię wybitnego twórcy, który cierpi na społeczną ślepotę i historyczną demencję. Amerykański teoretyk sugerował, że należy zignorować kaprysy polityczne pisarza, które nie mają nic wspólnego z najgłębszą istotą jego dzieła.

Saramago cierpliwie i nieustępliwie odpowiadał, że pomiędzy literaturą i polityką istnieje ścisły związek. Nie znaczy to wcale, że literatura zostaje sprowadzona do poziomu politycznego sloganu. Według autora "Wszystkich imion" wiersze i powieści nie powinny być tubą dla rewolucyjnych haseł (te można głosić - szybciej i skuteczniej - za pomocą innych środków wyrazu), lecz pryzmatem rozszczepiającym jednolite pasmo naszej świadomości. Literatura rozbija kamienną strukturę myśli, odsłaniając zakryte wcześniej rejony rzeczywistości i doświadczenia.

Saramago nie miał złudzeń - nie wierzył, że za sprawą jego powieści społeczeństwa Zachodu zaczną się gwałtownie zmieniać. Był wszelako przekonany, że jedna powieść, jeden wiersz, a nawet pojedyncze zdanie czy słowo są w stanie odkształcić spojrzenie, jakim jednostka omiata swój świat. W ten właśnie sposób można zainicjować małą rewolucję, której konsekwencji nie sposób przewidzieć. Raimundo Silva, bohater "Historii oblężenia Lizbony" (Saramago napisał ją w 1989 roku), pracuje jako redaktor w jednym z lizbońskich wydawnictw. Wiedzie nudny, do szczętu przewidywalny żywot, rzadko wychodzi z domu, pokornie wypełnia polecenia przełożonych. Aż do dnia, w którym przychodzi mu do głowy na pozór absurdalny pomysł - w redagowanym przez siebie tekście o oblężeniu Lizbony zamienia słowo "tak" na "nie". Błąd zostaje wykryty, rzeczywisty bieg historii pozostaje nienaruszony, ale w życiu Raimunda wszystko się zmienia. Saramago pisze, że za sprawą niepozornego słówka "nie" do krwiobiegu Silvy przedostaje się osobliwy wirus, toksyczna substancja, ożywiająca jego organizm, pozwalająca mu opuścić miejsce, do którego był przypisany. Taką moc posiada literatura.

Bohater uczy autora

W przemówieniu noblowskim Saramago zasugerował, że pisarz może się bardzo wiele nauczyć od swych bohaterów, jeśli tylko da im nieco swobody, by na własną rękę kierowali swoim losem. Słychać w tej wypowiedzi niechęć do sprawowania kontroli nad życiem innych, nawet jeśli chodzi jedynie o fikcyjne postaci, które zasiedlają opowiadania i powieści.

Autor "Wszystkich imion" uważał, że w konfrontacji z literaturą ujawniają się nasze najgłębiej skrywane uprzedzenia, ograniczenia i pragnienia. Dzieje się tak dlatego, że traktujemy sferę literacką (a szerzej: sferę sztuki) jako przestrzeń dowolności, w której konsekwencje naszych działań nie mają żadnego przełożenia na rzeczywistość. I właśnie w tych rejonach (pozornej) dowolności, w których zawieszone zostają społeczne konwencje, manifestuje się w pełni nasza prawdziwa postawa wobec innych ludzi. Pokaż mi, jak traktujesz bohaterów literackich, a powiem ci, kim jesteś. Dzięki pisaniu i czytaniu możemy się dowiedzieć czegoś o naszym stosunku do świata, dzięki nim możemy też naszą relację ze światem zmienić.

Niechęć do kontrolowania losów innych miała swe źródło w pierwszym doświadczeniu literackim, jakie stało się udziałem Saramago. W przywoływanym wykładzie noblowskim podkreślał rolę, jaką w jego życiu odegrali dziadkowie. Pisarz urodził się w niewielkiej miejscowości Azinhaga, położonej nieomal sto kilometrów na północ od Lizbony. Dzieciństwo spędził u dziadków - wieśniaków zajmujących się wypasem świń - ponieważ rodzice zajęci byli pracą zarobkową. Jego niepiśmienny dziadek był kapitalnym gawędziarzem. Młody José słuchał jego historii, ucząc się sztuki opowieści. Kiedy po latach zaczął pisać o dzieciństwie, uświadomił sobie, że swych dziadków traktuje jak bohaterów literackich, wprowadza ich do własnej narracji, wciąż wsłuchując się uważnie w to, co mają do powiedzenia. Saramago doszedł do wniosku, że inne postaci powinien traktować z podobną atencją, dając im więcej swobody, tworząc dla nich warunki, w których będą mogli się rozwijać poza jego autorską jurysdykcją.

Widać wyraźnie, w jak wielkim stopniu pisarstwo autora "Podwojenia" łączyło się z jego zaangażowaniem politycznym. Trzeba pamiętać o tym, że Saramago niemal całe życie spędził w kraju, w którym przez bardzo długi czas władzę sprawowali konserwatyści wspierani przez Kościół katolicki. Portugalski konserwatyzm nie był tworem dwudziestowiecznym, lecz stanowił kluczowy składnik historycznej tożsamości tego kraju. Saramago wielokrotnie podkreślał, że świadomość Portugalczyków została zahibernowana kilkaset lat temu i od tamtej pory doskonale broni się przed wszelkimi odmianami myśli krytycznej. Otumanione społeczeństwo wciąż przypominało mu gawiedź gromadzącą się na miejskich placach, by oglądać tortury i egzekucje nielicznych wolnomyślicieli uznanych przez władzę i Kościół za heretyków. Ten tradycyjny spektakl ciągle trwa, choć przyjmuje nowe formy.

Dla tych, którzy nie chcieli brać udziału w teatrze władzy, lewica była jedyną alternatywą. Po opublikowaniu w wieku 25 lat pierwszej powieści ("Ziemia grzechu" powstała w 1947 roku) Saramago zarzucił pracę pisarską, koncentrując się na działaniach politycznych. Pracował jako komiwojażer, mechanik samochodowy, później jako dziennikarz i redaktor. Z ramienia partii komunistycznej walczył z reżimem Salazara. Po jego śmierci, gdy władzę w Portugalii sprawował Marcelo Caetano, wsparł rewolucję goździków z 1974 roku - przewrót przygotowany przez oficerów sympatyzujących z portugalską lewicą. W 1975 r. na dziesięć miesięcy wrócił do redakcji "Diário de Nóticias", czyniąc z tej gazety najmocniejszy organ partii komunistycznej. Po kolejnej zmianie układu sił politycznych, stracił posadę i został objęty zakazem zatrudnienia. Wiele razy powtarzał, że udało mu się uniknąć represji władzy dzięki temu, że ludzie, którzy trafili do więzienia, mieli dość siły, by go nie wsypać.

Przez cały ten czas pisał wiersze, dramaty i artykuły publicystyczne. Kiedy jednak znalazł się na bruku, postanowił wrócić do powieściopisarstwa. W jednym z wywiadów powiedział, że utrata pracy w "Diário de Nóticias" była jedną z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły mu się w życiu. Władza, która próbowała zatkać mu usta, w rzeczywistości przyczyniła się do jego literackiej reaktywacji.

Aby w pełni zrozumieć motywacje, jakie kryły się za jego decyzją o przyłączeniu się do komunistów, należy przeczytać powstałą w 1984 roku powieść "Rok śmierci Ricarda Reisa". Opisuje w niej atmosferę polityczną międzywojnia: rosnący w siłę faszyzm, który zalewał Niemcy, Włochy i Hiszpanię, betonowo konserwatywne "nowe państwo" Salazara i bezwolne, prowadzone na smyczy społeczeństwo, które nie potrafi i nie chce sprzeciwić się władzy. Tytułowy Ricardo Reis to jeden z heteronimów Fernando Pessoi, fikcyjna postać, którą Pessoa wyposażył w biografię, poglądy i teksty literackie. U Saramago Reis jest lekarzem i poetą, który po 16 latach spędzonych w Brazylii wraca do Portugalii. Powieść zaczyna się w dniu jego przybycia do Lizbony. Jest grudzień 1935 roku, Pessoa umiera, a jego heteronim jeszcze przez bez mała rok będzie błąkał się po mieście, próbując zrozumieć to, co się wokół niego dzieje.

Ricardo dostrzega grozę sytuacji, zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą faszyzm, ale nie jest w stanie podjąć żadnego działania. Żyje we własnym świecie złożonym ze słów, fabuł, obrazów, uciech i miłostek. Słyszy wystrzały karabinów dolatujące skądinąd, ale nie potrafi znaleźć wyjścia z labiryntu niemocy. Saramago wystawia w tej powieści rachunek międzywojennej Europie, prezentując jej przygnębiający obraz - po miastach błąkają się widma zadowalające się wytwarzanym przez władzę spektaklem świata.

W przekonaniu pisarza jedynie ruchy lewicowe mogły zmienić ten stan rzeczy.

Od powieści do ewangelii

Harold Bloom powiada, że ilekroć bierze do ręki jedną z powieści Saramago, czuje się jak homerycki Menelaos trzymający w objęciach morskiego bożka Proteusza, który podlega ciągłym metamorfozom. Saramago jest w nieustannym ruchu - zmienia się nie tylko z książki na książkę, ale pozostaje też nieuchwytny w immanencji pojedynczego dzieła, skrywając się raz za figurą narratora, innym razem przechodząc na stronę bohaterów albo ujawniając się w krótkich fragmentach (przerywających tok narracji) jako obcy, trudny do zidentyfikowania głos. Na dodatek pisarz posługuje się uproszczoną interpunkcją (stosuje jedynie umieszczane w arbitralnie wybranych miejscach przecinki i kropki; wypowiedzi poszczególnych postaci, które mogą się pojawić znienacka w środku zdania, sygnalizuje za pomocą wielkich liter). Ten sposób zapisu ma odzwierciedlać mówiony charakter jego prozy - dalekie echo opowieści dziadka, których rytm podporządkowany był oddechowi, a nie sztywnym regułom gramatycznym.

Bloom zwraca też uwagę na gatunkową nieokreśloność dzieł portugalskiego pisarza. Według teoretyka jedyną książką Saramago posiadającą zdefiniowaną konwencję literacką jest "Ewangelia według Jezusa Chrystusa". W rzeczywistości Saramago bardzo często umieszczał w tytułach swych dzieł gatunkowe identyfikacje. Problem polega na tym, że zagraniczni wydawcy z rynkowych pobudek zmieniają mało atrakcyjne tytuły poszczególnych powieści. "Baltazar i Blimunda" to w rzeczywistości "Pamiętnik klasztorny"; "Miasto ślepców" to "Esej o ślepocie", "Miasto białych kart" to "Esej o jasności". Jeśli dodamy do tego "Podręcznik do malowania i kaligrafii", "Historię oblężenia Lizbony" i wspomnianą już "Ewangelię...", okaże się, że Saramago przywiązywał bardzo dużą wagę do form i konwencji literackich. Stanowiły dla niego punkt wyjścia, formę początkową, którą następnie poddawał rozmaitym zabiegom, eksperymentując z nią, przekraczając jej granice i zmieniając jej sens. Proces ten odpowiadał próbom przekształcenia świadomości społecznej, która w swej inicjalnej postaci przypominała do złudzenia sformatowany gatunek literacki.

W przemówieniu noblowskim Saramago przypomniał powody, dla których zdecydował się napisać swą najgłośniejszą i budzącą najwięcej kontrowersji powieść, czyli "Ewangelię według Jezusa Chrystusa". Nie chodziło mu o to, by odkryć w kanonicznym tekście sprzeczności, które zasługują na wyjawienie. Nie chciał też opowiedzieć fikcyjnej historii Jezusa (podobne pomysły były realizowane już wcześniej, dość wspomnieć "The Man Who Died" ["Człowiek, który umarł"] D.H. Lawrence’a czy "Ostatnie kuszenie Chrystusa" Nikosa Kazantzakisa). Zależało mu na tym, by rzucić na biblijne ewangelie snop światła, który wydobędzie na pierwszy plan niewidoczne wcześniej elementy opowieści. Miała to być gra w "widno-ciemno", której ostateczny cel (radykalna krytyka religijnego porządku myślenia i działania) okazał się nie do przyjęcia dla portugalskiego (i nie tylko portugalskiego) Kościoła.

"Ewangelia..." ukazała się w 1991 roku, wywołując falę protestów ze strony środowisk kościelnych i konserwatywnych. Rząd portugalski zablokował jej udział w europejskim konkursie literackim (w związku z tą decyzją Saramago postanowił opuścić kraj i zamieszkał na wyspie Lanzarote, gdzie spędził resztę życia). Co tak drażniło krytyków pisarza? W "Księdze niepokoju" Fernando Pessoa pozwala jednemu ze swych heteronimów - Bernardowi Soaresowi - zapisać takie oto słowa: "Urodziłem się w czasach, kiedy większość młodych ludzi straciła wiarę w Boga w ten sam sposób, w jaki ich rodzice ją mieli - nie wiedząc dlaczego". Otóż Saramago doskonale wiedział, dlaczego utracił wiarę w Boga oraz zaufanie do instytucji Kościoła. Splot polityki i religii, który przez kilkaset lat określał charakter władzy politycznej w Portugalii, odgrywał w tym procesie odchodzenia od wiary decydującą rolę. Ale nie chodziło jedynie o kwestie polityczne. "Ewangelia według Jezusa Chrystusa" jest krytyką samych fundamentów chrześcijaństwa, a w szczególności idei koniecznej ofiary oraz grzechu pierworodnego, które dla Saramago były nie do zaakceptowania.

Ukazany przez niego Bóg jest całkowicie obojętny na los ludzkości. Interesuje go jedynie kult, jakim otaczają go wierni. Zupełnie inaczej rysuje się postać Chrystusa, który mimo nadzwyczajnych zdolności, jakie posiada, jest niezwykle ludzki. Buntuje się przeciwko przemocy i cierpieniu, które zalewają świat. W ostatnich słowach powieści, umierając na krzyżu, Jezus prosi ludzi o przebaczenie za czyny Boga. W innej scenie tłumaczy uczonemu w Piśmie, że wina jest jak wilk, który wbija w nas ostre kły i karmi się naszym lękiem. Bezsensownej ofierze Saramago przeciwstawiał bezinteresowność daru i afirmacji, które pozwalają zawiązać zupełnie inną relację ze światem - relację, w której nie tylko ludzie, ale także zwierzęta i drzewa zasługują na szacunek. Kilkakroć wracał w swych tekstach do obrazu z dzieciństwa. Tuż przed śmiercią jego dziadek wyszedł do ogrodu, by pożegnać się z drzewami. Przechodził od jednego do drugiego, czule je obejmując i wypowiadając słowa ostatniego pozdrowienia.

Mimo niezwykle krytycznego stosunku do chrześcijaństwa, powieść Saramago nie jest obrazoburcza (słusznie powiada Bloom, że jedynie bigot albo głupiec może ją w ten sposób odebrać). Ataki, jakie przypuszczono na autora w Portugalii, miały przede wszystkim podtekst polityczny. Ich celem było osłabienie pozycji jednego z najwybitniejszych przedstawicieli europejskiej lewicy.

Nie sądzę, by przychylne pisarzowi teksty, które ukazują się na całym świecie po jego śmierci, oznaczały, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat światopogląd europejskich społeczeństw radykalnie się zmienił. Wciąż nie potrafimy kroczyć samodzielnie - bezkrytycznie gapimy się na bezsensowny spektakl władzy. Ci, którzy mają go dość, powinni sięgnąć po powieści José Saramago.

Grzegorz Jankowicz jest redaktorem działu kulturalnego "Tygodnika Powszechnego", wiceprezesem Fundacji Korporacja Ha!art, dla której redaguje serie "Linia krytyczna" i "Proza obca", juror Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej SILESIUS.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodzony w 1978 roku. Filozof literatury, eseista, redaktor, krytyk i tłumacz. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]