Plagi często podążają tropem wojen. Ale w Tigraju, północnej prowincji Etiopii, nad którą kontrolę, po długim buncie, odzyskała w listopadzie armia rządowa, głód stał się narzędziem opresji. Szybkiej pomocy w dożywianiu potrzebuje od 2 do 4,5 mln ludzi – szacunki są nieprecyzyjne, ponieważ połączenia telefoniczne są zawieszone, a dziennikarze i pracownicy ONZ mają tu zakaz wstępu. Premier Etiopii Abiy Ahmed (laureat pokojowego Nobla z 2019 r.) utrzymuje, że konflikt w Tigraju to „operacja policyjna”, a blokada ma zapewnić cudzoziemcom bezpieczeństwo.
Nieliczni, którym udało się przesłać z regionu wiadomości, donoszą o gwałtach i czystkach etnicznych. W kompleksie kościelnym w Aksum, gdzie według tradycji jest przechowywana Arka Przymierza, miało w grudniu zginąć ok. 750 osób (informacja ta opiera się na pojedynczym, anonimowym źródle i do 25 stycznia nie została zweryfikowana). Dążący do suwerenności regionu Tigrajski Ludowy Front Wyzwolenia, choć pokonany militarnie, może liczyć na wsparcie obywateli – właśnie przeciwko nim rząd w Addis Adebie stosuje taktykę głodu. Żywności jest dużo, agencje ONZ są w gotowości, lecz odpowiadające za sytuację w Tigraju etiopskie Ministerstwo Pokoju otoczyło region kordonem. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















