Elie Wiesel,
 świadek Zagłady

„Kto chciałby wymazać pamięć o ofiarach Holokaustu, ten zabija je po raz drugi” – to jedno z najsłynniejszych zdań Eliego Wiesela, który zmarł w sobotę 2 lipca w swoim domu w Nowym Jorku, w wieku 87 lat.
Czyta się kilka minut
Elie Wiesel / / Fot. Levine-Roberts/Sipa USA/East News
Elie Wiesel / / Fot. Levine-Roberts/Sipa USA/East News

Miał 11 lat, gdy zaczęła się II wojna światowa, a niespełna 16, gdy wraz z rodziną został deportowany przez Niemców z rodzinnego Sighetu Marmaţiei w rumuńskim Siedmiogrodzie (wtedy pod okupacją węgierską) do Auschwitz, gdzie otrzymał numer A-7713. Ojciec, matka i najmłodsza z jego trzech sióstr zginęli. On przeżył: wyzwolenia przez Amerykanów doczekał w Buchenwaldzie. Osiadł we Francji, a potem w USA; został dziennikarzem i pisarzem. Z biegiem lat najważniejszą rzeczą w jego życiu okazała się walka o pamięć o europejskich Żydach – ofiarach Zagłady.

Stał się jednym z najbardziej rozpoznawanych i słuchanych jej świadków, a przyczyniła się do tego autobiograficzna książka „Noc”, w której sugestywnie opisywał przeżycia z Auschwitz. Powstała za namową pisarza François Mauriaca, wydana po raz pierwszy w 1958 r. i przełożona na 30 języków, stała się jedną z najczęściej czytanych książek o Holokauście. Ważnym jej wątkiem jest pytanie o obecność Boga w obliczu takich potworności.

Wiesel podkreślał, że nie istnieje coś takiego jak zbiorowa wina. „Dzieci morderców nie są mordercami, lecz dziećmi” – powtarzał. Ale równocześnie, gdy w 2000 r. przemawiał w niemieckim parlamencie, mówił: „Aż do końca czasów Auschwitz pozostanie częścią waszej historii, tak jak będzie zawsze częścią mojej”.

Napisał łącznie prawie 50 książek eseistycznych, powieści i sztuk teatralnych; w 1986 r. otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Gdy dwa lata później odwiedził komunistyczną Polskę, spotkał się też z liderami podziemnej Solidarności – Wiesel angażował się także na rzecz praw człowieka i przeciw niesprawiedliwości w różnych miejscach świata.

Przyczynił się też do spopularyzowania terminu „Holocaust”. To grecko-angielskie tłumaczenie hebrajskiego „olah” (ofiara całopalna), mającego źródło teologiczne (jako „olah”/„holokaustos” Abraham chciał poświęcić swego syna Izaaka). Stąd niektórzy, jak pisarz Amos Oz, odrzucali to określenie, jako że sprawcami byli Niemcy, a nie Bóg. Dziś pojęcie przyjęło się powszechnie.

„Przed oczami miałem tylko czerwony płaszczyk mojej małej siostrzyczki, który dopiero co dostała w prezencie” – tak w jednym
z wywiadów wspominał chwilę, gdy w maju 1944 r. wraz z rodziną przybył do KL Auschwitz. Mówił, że wkrótce stracił z oczu 8-letnią Tziporę. Nie zdążyli się pożegnać.

Elie Wiesel był jednym z ostatnich tak uważnie słuchanych świadków Holokaustu.   ©℗

WP / DPA, Welt, SPON

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2016