Egzamin ósmoklasisty: dzieci z miast coraz szybciej uciekają tym z miasteczek

Ważniejsze od „być albo nie być” zadań domowych oraz „Żony modnej” w kanonie lektur jest coś innego: nasila się nam w Polsce podział na edukacje dwóch prędkości.
Czyta się kilka minut
Egzamin ósmoklasisty. Gdańsk, 23 maja 2023 r. // Fot. Piotr Hukalo / East News
Egzamin ósmoklasisty. Gdańsk, 23 maja 2023 r. // Fot. Piotr Hukalo / East News

Te wyniki powinny przywrócić medialne miary rozsądku. Nie żeby istnienie bądź nieistnienie obowiązkowych zadań domowych albo wycięcie z kanonu lektur „Katarynki” lub „Żony modnej” było całkowicie nieważne. Ale czy na pewno zdecyduje istotnie o losie 15-latki z Barczewa, Przeworska, Sokółki i Siemiatycz Podlaskich?

Ogłoszone w tym tygodniu wyniki tegorocznej edycji egzaminu ósmoklasisty (przystępuje doń w matematyce, języku polskim i wybranym języku obcym każdy uczeń kończący polską podstawówkę) każą znowu skupić uwagę właśnie na małych miastach do dwudziestu tysięcy mieszkańców, bo to one wypadają na tym egzaminie od lat najsłabiej. Dlaczego słabiej nawet – przynajmniej w matematyce i języku polskim – niż wieś? „To, co nazywamy wsią, to są w coraz większej mierze suburbia dużych aglomeracji, gdzie spora część rodziców inwestuje w edukację dzieci – tłumaczył »Tygodnikowi« tuż po ogłoszeniu ubiegłorocznych wyników, które pokazały podobne proporcje, historyk literatury i badacz oświaty prof. Krzysztof Biedrzycki. – To tak naprawdę szkoły miejskie zlokalizowane na wsi. Gdyby zbadać tereny tradycyjnie wiejskie, bez udziału napływowych mieszkańców, nierówności mogłyby się okazać znacznie większe”.

Są od lat i tak duże. O ile w przypadku języka polskiego wynoszą od pięciu lat 5-7 punktów procentowych między dużymi a małymi miastami, w językach obcych dochodzą w porywach do szesnastu. W tym roku przeciętny uczeń ze wsi i miasteczka do 20 tysięcy mieszkańców uzyskał z tego przedmiotu wynik 61 proc., a ten z miasta powyżej 100 tysięcy mieszkańców – 76 proc. „Dzieci z Warszawy, Krakowa, Poznania czy Gdańska nie tylko uczą się prywatnie języków, ale też podróżują po świecie. Po wynikach z angielskiego – ale też do pewnego stopnia z matematyki – widać, jak wiele, jeśli chodzi o tzw. sukces edukacyjny, zależy nie od szkoły, tylko od dostępności prywatnych korepetytorów” – mówił prof. Biedrzycki, przy okazji tłumacząc stosunkowo niewielkie geograficzne różnice w wynikach z polskiego, z którego rzadziej bierze się korepetycje.

W tym roku najciekawszym przypadkiem jest matematyka: o ile wyniki z polskiego i angielskiego (ten język obcy wybiera przeważająca większość uczniów) pokazują od lat stabilne różnice między „dwiema Polskami”, tu doszło w tym roku do wyraźnego drgnięcia. Zdecydowanie niekorzystnego. W latach 2020-23 statystyczna różnica między miasteczkami a miastami wynosiła 9-11 punktów – w tym roku poszybowała do piętnastu. Co jest tego przyczyną? Czy chodzi o zwiększony popyt na korepetycje, na które jednych stać, a innych nie? Czy nakręciły go w ostatnich latach pandemia i zamknięcie szkół, a w ostatnich dwóch tzw. podwójne roczniki „bijące się” o mniej więcej podobną liczbę miejsc w liceach? Tu można zadawać pytania i snuć hipotezy – niczego nie wiadomo na pewno.

Pewne jest, że tematy, na które – w ślad za działaniami nowego rządu i nowego kierownictwa Ministerstwa Edukacji Narodowej – zwracamy w ostatnich miesiącach szczególną uwagę, są w porównaniu z tym drugorzędne. Koalicja Obywatelska chwali się spełnieniem części 45. punktu „Stu konkretów na pierwsze 100 dni rządów”, czyli ograniczeniem zadań domowych. Ale nikt już chyba, włącznie z politykami, nie pamięta, jak brzmiała kontynuacja tej obietnicy. „Wprowadzimy szeroką ofertę bezpłatnych zajęć pozalekcyjnych w szkole. Przeznaczymy dodatkowe pieniądze na zajęcia rozwijające zdolności uczniów i wyrównujące szanse, sport, rozwijanie zainteresowań. Zapewnimy pomoc w szkole zamiast korepetycji w domu” – obiecywała partia władzy. 

Jak tego dokona? Nie wiadomo. Wiadomo, że tory „edukacji dwóch prędkości”, o których mówi się i pisze od dawna, najwyraźniej jeszcze bardziej nam się rozchodzą. I że rozwiązania tego problemu nie znajdziemy ani na nowej liście lektur, ani w nowych – kosmetycznie okrojonych – podstawach programowych z innych przedmiotów.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Kto pomoże ósmej B