KINGA DAWIDOWICZ: Skąd wziął się pomysł na hasło tegorocznego festiwalu: miłość?
MAREK ZIELIŃSKI: Elementów, które wpływają na dobór hasła festiwalowego, jest kilka. Odrobina przypadku, ale z drugiej strony pewna reakcja na to, co dzieje się wokół nas. Jak napisaliśmy we wstępie do tegorocznego katalogu festiwalowego: wybór tego hasła jest pewnego rodzaju odreagowaniem świata zewnętrznego, odpowiedzią na niełatwą często rzeczywistość. Można to więc interpretować jako próbę wyciszenia. W czasie spotkań zespołu festiwalowego rozmawialiśmy o Marquezie, u którego jeden z bohaterów najbardziej boi się, że przed śmiercią nie zazna miłości. Sięgamy do prostych słów, które nagle okazują się skomplikowane – do pojęć otwierających przed nami gigantyczną literaturę i zasób znaczeń. Dante Alighieri kiedyś powiedział, że miłość to słowo, które wprawia w ruch cały świat. Powoduje pewnego rodzaju poddanie, intelektualne poszukiwania. To oczywiście może być też słowo bardzo pompatyczne.
Ale też dość proste, więc zawiera w sobie bardzo dużo różnorodnych znaczeń.
MZ: Tak, wybór akurat tego hasła jest na to dowodem, ale jednocześnie cały czas jest to myślenie bardziej konceptualne – o tym, co, dlaczego, jak. Zadawanie sobie pytań, prowokowanie. Nie tylko podsuwanie rozwiązań czy promowanie słowa, ale też być może próba odejścia od codzienności. Rodzaj zadziwienia.
TOBIASZ MELANOWSKI: Hasło festiwalu realizuje się przede wszystkim poprzez program literacki. Ale tak naprawdę to słowo jest ukryte – pojawia się temat czułości, macierzyństwa...
MZ: To są różne odcienie miłości.

TM: Tak, miłość jest obecna, ale nie na pierwszym planie. Albo bywa trudna, jak w powieści gościni festiwalu Moniki Muskały czy w „Uśpionych”, których autor, Anthony Passeron, odwiedzi Katowice.
MZ: Z kolei układając program filmowy, punktem wyjścia była dla nas rozmowa – kobiety z mężczyzną. Chcemy przede wszystkim przyjrzeć się dialogowi.
Festiwal zaplanowano na okres od 6 do 30 listopada. To bardzo dużo czasu. Opowiedzcie, jak poruszać się w całym bogactwie programu?
TM: Przede wszystkim staramy się układać program w taki sposób, by danego dnia odbywało się jedno wydarzenie, dzięki czemu można skorzystać z całego festiwalu. Nie jesteśmy też drogim festiwalem, to jest nasza główna idea – jesteśmy dla ludzi. Festiwal Ars Cameralis prezentuje literaturę, muzykę, pokazy filmowe, wystawy...

MZ: Ale nie dokonujemy też podziałów formalnych. Słowo, obraz, dźwięki – one się przenikają. Sięgamy po bardzo różne formy muzyczne. W programie jest miejsce dla legendarnego chóru The Sixteen z muzyką dawną i dla klasycznego już Shabaki Hutchingsa, który prezentuje nowe oblicze jazzu światowego. To jest rodzaj wędrówki, jakiegoś ruchu. Przemieszczania się w przestrzeni i czasie, pokazywania czegoś, na co warto, naszym zdaniem, zwrócić uwagę. Na początku festiwal był przede wszystkim skupiony na muzyce klasycznej. Przez lata ewoluował, w tej chwili jest bardziej eksperymentalny.

A co znajdziemy w obszarze sztuk wizualnych?
MZ: W tym roku będziemy prezentować fotografie Joanny Helander oraz filmy, które zrobiła z Bo Perssonem. Sięgamy w głąb przeszłości, tej górnośląskiej, ale też pokazujemy jej różne aspekty, łącznie z historią pokolenia ‘68, kultowymi zdjęciami Szymborskiej czy Miłosza autorstwa Helander. Na Festiwalu Ars Cameralis zobaczymy również fotografie Marka Steinmetza, którego prace cechują się bardzo melancholijnymi, nostalgicznymi kadrami. Będzie to pierwsza taka prezentacja w Polsce.

Wróćmy jeszcze na chwilę do filmu.
MZ: Od wielu lat współpracujemy z British Council i BAFTA, organizujemy przeglądy krótkich metraży wyróżnionych przez BAFTA. Zaprezentujemy także klasykę – filmy „Ich noce” Franka Capry, „Filadelfijską opowieść” George'a Cukora czy „Nagą prawdę” Leo McCarey’a. Te filmy mają być próbą pokazania pewnego dialogu, jaki rozgrywa się między dwiema postaciami, głównie między kobietą i mężczyzną. Myślę, że jest to taki rodzaj kina, które dzisiaj rzadko już można spotkać.
Jakie macie plany i marzenia związane z przyszłością Ars Cameralis?
TM: Życzyłbym sobie, aby nie zabrakło nam pomysłów, z których realizacji będziemy czerpać radość. Zarówno my, jak i nasza publiczność.
MZ: Funkcjonujemy coraz bardziej w ramach skomercjalizowanego rynku i bardzo ważną rzeczą jest zachowanie pewnej równowagi pomiędzy komercją a wymiarem artystycznym. Dzisiaj rozmowa o wartościach jest tak trudna, jak rozmowa o miłości. Na przykładzie tegorocznego hasła zastanawiamy się, jak dziś mogą zabrzmieć klasyczne słowa Norwida „piękno jest kształtem miłości”. Za tym stwierdzeniem pojawiają się pytania o to, czym jest piękno, miłość, jaką mogą przybrać formę. Wszędzie znaki zapytania.
Rozmawiała Kinga Dawidowicz
MAREK ZIELIŃSKI – dyrektor Instytucji Kultury Ars Cameralis.
TOBIASZ MELANOWSKI – kurator Festiwalu Ars Cameralis.
Więcej informacji o Festiwalu Ars Cameralis na arscameralisfestiwal.pl
Dodatek do „Tygodnika Powszechnego” 44/2024
Redakcja: Michał Sowiński
Okładka: Aleksandra Grunholz / Studio Chaotyczne
TP typografia: Zuzanna Kardyś
Fotoedycja: Edward Augustyn
Ars Cameralis jest instytucją kultury samorządu województwa śląskiego
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















