KINGA DAWIDOWICZ: Gdzie szukać początków Summer Jazz Festival?
Witold Wnuk: Niewątpliwie w legendarnej Piwnicy pod Baranami – i do dzisiaj bije tam jego serce. Czuję się w pewnym sensie kontynuatorem, spadkobiercą i osobą odpowiedzialną za jazzową część muzycznego rozwoju tego miejsca. Z Piwnicą przyjaźnię się od połowy lat 70. zeszłego wieku. Zacząłem się tam pojawiać jako młody chłopak, akompaniowaliśmy z siostrą, Joanną Wnuk-Nazarową, piosenkarce Oli Maurer, potem grałem w zespole Ewy Demarczyk, w spektaklach Koniecznego i Radwana.
Jazz był w Piwnicy obecny od powstania kabaretu w 1956 roku. Jazzmani grali wówczas jazz tradycyjny i swing, do którego ludzie bardzo chętnie tańczyli przed i po programach kabaretowych. Po mniej więcej dwóch latach przyjechał Krzysztof Komeda z Janem Ptaszynem Wróblewskim. Przywieźli ze sobą nowoczesny jazz, mieli dużą potrzebę eksperymentowania. Dziś te dźwięki zapewne nazwalibyśmy tradycyjnymi, ale wówczas to była mocna kontra do jazzu tanecznego, takiego, jaki życzył sobie mieć w Piwnicy Piotr Skrzynecki.
Ostatecznie ci nowocześni muzycy przenieśli się do klubu Helikon, w dużej mierze również do Jaszczurów, Rotundy, Klubu Plastyków, część wyjechała zarobkowo do Warszawy. Nie znaczy to jednak, że jazz zniknął z Piwnicy. To był gatunek muzyczny, który kojarzono nierozerwalnie z tym miejscem.
Przygoda z Piwnicą przerodziła się później w coś trwalszego?
Tak. W latach 80. zacząłem w lecie organizować serie koncertów „Bossa nova od nowa”, razem z Janem Muniakiem, Marianem Pawlikiem, Janem Budziaszkiem. To był początek, zalążek późniejszego festiwalu. Spotkaliśmy się ze świetnym odbiorem, bardzo dużo osób przychodziło wówczas na te letnie koncerty.
Później związałem się na okres 30 lat z Kuwejtem, gdzie początkowo grałem z orkiestrą w hotelach, a następnie zostałem wykładowcą wiolonczeli na tamtejszej Akademii Muzycznej. Zżerała mnie jednak tęsknota za Krakowem, wracałem regularnie w okresie letnim. Podczas jednego z tych powrotów zdarzyło się, że Piotr Skrzynecki namówił mnie, by w ramach obchodów 40-lecia Piwnicy zaznaczyć rolę jazzu, to, jak bardzo istotny wpływ wywarł ten gatunek na życie kabaretowe kultowego krakowskiego miejsca.
W 1996 roku odbył się pierwszy festiwal, który okazał się dużym sukcesem. Smaku dodawał również fakt, że wszystko to działo się w wyjątkowych okolicznościach. Polska odnajdywała się w trudnych latach 90., był odczuwalny niezwykły głód wrażeń, powszechna ciekawość różnorodnych zjawisk. Na bazie tego letniego festiwalu powstała ogromna fiesta stu kilkudziesięciu koncertów. Festiwal był w jakiejś mierze kontynuacją życia kabaretowego i życia, które kwitło od początku kabaretu do lat 90.
W tym roku festiwal będzie świętował swoją 30. edycję.
Tak, a w przyszłym roku czeka nas 70-lecie Piwnicy pod Baranami. Festiwal, do 2017 roku występujący pod nazwą Letni Festiwal Jazzowy w Piwnicy pod Baranami, a później Summer Jazz Festival, w swojej idei posiada kilka wektorów. Czasami spotykam się z zarzutami, że mniej więcej połowa nazwisk wykonawców powtarza się co roku. W czasie festiwalu jest 130 koncertów, na których występuje około 50-60 grup krakowskich. Co roku praktycznie te same, ale też nie jest to przypadek czy pójście na łatwiznę.
Festiwal przyjmuje dwie główne role. Z jednej strony chcemy sprowadzić nowe gwiazdy światowe dla środowiska Krakowa – tak by zagościły u nas po raz pierwszy. Ale z drugiej strony, ponieważ prawie połowa, około 40 proc. publiczności, to ludzie z zagranicy, chcemy umożliwić im poznanie środowiska krakowskiego, które ma mnóstwo do zaoferowania, jest bardzo liczne, obfituje w muzyczne talenty.
Mówimy o reprezentacji około stu krakowskich artystów, nie tylko tych zakorzenionych już na scenie jazzowej Krakowa, ale mam na myśli również nowe, młode talenty, czekające na odkrycie przez szerszą publiczność. Zasadą, która zawsze mi przyświeca i spaja różne wątki festiwalu, jest dążenie do prezentowania jazzu, który ludzie kochają i którego chcą słuchać – jazzu zakorzenionego w tradycji dobrego, amerykańskiego brzmienia.
Na festiwalu można usłyszeć różnorodne style.
Pokazujemy na festiwalu wszystkie style jazzu. Koncerty około dziesięciu, piętnastu grup nowoczesnych, awangardowych odbywają się w krakowskiej Alchemii. Scena Młodych w Pałacu Potockich również temu służy. Podobnie jak koncerty w ramach Spiritual Music Days, gdzie bardzo ciekawe rzeczy będą tworzone choćby przez Jorgosa Skoliasa, Grażynę Auguścik, Adama Bałdycha czy Ibrahim Trio. Mnóstwo muzyków gra jednak jazz środka, mainstream, ale często w sposób nowoczesny, eksperymentujący. Jest tam dużo miejsca dla indywidualnej, nieskrępowanej improwizacji.
Gdyby miał Pan polecić osobie, która nie jest obeznana z jazzem, jeden koncert w czasie Summer Jazz Festival, to co by to było?
Jeżeli pójdziemy kluczem światowych gwiazd, to niewątpliwie wybija się na pierwszy plan projekt Kurta Ellinga, w tej chwili czołowego śpiewaka, którego można bez wahania określić numerem jeden na świecie. Razem z grupą Yellowjackets, również legendarną, będą śpiewać, wykonywać muzykę Weather Report, słynnej jazzowej formacji, która już nie istnieje. Warto posłuchać Adama Makowicza, Leszka Możdżera czy Johna Scofielda lub Marcusa Millera. Pod koniec festiwalu będzie okazja uczestniczyć w koncertach Adama Bałdycha czy Daniela di Bonawentury, włoskiego akordeonisty. To projekty, które zapowiadają się niezwykle ciekawie.
Natomiast z punktów programu może nie tak spektakularnych, „światowych”, ale nie mniej interesujących, które szczególnie polecam, jest powrót po 30 latach do projektu Namysłowski i Górale. 32 lata temu Zbigniew Namysłowski – wielka legenda, który często w swojej muzyce przemycał elementy ludowe już w latach 60., 70. – wydał świetną płytę „Kujaviak Goes Funky”. Dogadał się wówczas ze słynnym góralem, skrzypkiem, wokalistą, architektem – Janem Karpielem Bułecką – i udało im się stworzyć kwartet, który odniósł niebywały sukces. W Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha” usłyszymy swego rodzaju powrót kwartetu. Zrealizuje to Jacek Namysłowski, syn Zbyszka, wybitny puzonista, jeden z czołowych polskich muzyków, razem z kapelą Jaśka Karpiela.
Program obfituje również w wydarzenia towarzyszące.
Przykładem może być turniej golfowy Golf and Jazz w Paczółtowicach na tamtejszym polu golfowym – pod patronatem marszałka województwa małopolskiego. W stulecie willi Domańskich, pięknego pałacu, odbudowanego 100 lat temu w stylu klasycystycznym, odbędzie się koncert „Lata dwudzieste, lata trzydzieste. Jazz i tańce” z Boba Jazz Band. Wydarzenie zaplanowano jako otwarte, niebiletowane. Na wszystkich chętnych czekają również trzy koncerty plenerowe na zamku Tenczyn w Rudnie.
Kraków może pretendować do bycia polską stolicą jazzu?
Zawsze to podkreślam, że główną rolę podczas Summer Jazz Festival gra miasto – Kraków. To miejsce naprawdę niepowtarzalne pod wieloma względami i nie jest to tylko moja prywatna opinia, ale wielu muzyków, którzy przyjeżdżają na nasze wydarzenie z różnych zakątków świata.

Kraków oddycha jazzem na co dzień. Nie ma innego polskiego miasta, w którym codziennie odbywałyby się koncerty jazzowe w tylu miejscach. Mamy codziennie Harrisa, klub u Muniaka, kilka razy w tygodniu organizujemy koncerty w klubie Globus, a jeszcze Alchemia, Piwnica i wiele, wiele innych miejsc.
W Krakowie jest około 1000 muzyków grających jazz. Na to składa się 500 osób studiujących jazz w trzech ośrodkach. Akademia Muzyczna dysponuje katedrą jazzu, posiadamy Szkołę Muzyki Rozrywkowej i Jazzu Grzegorza Motyki, szkołę średnią na Józefińskiej, gdzie jest bardzo mocny wydział jazzowy. Druga grupa 500 osób to profesjonaliści żyjący z grania jazzu, jak i stylów pokrewnych temu gatunkowi. Razem np. z bluesmanami czy muzykami fusion, latin – to tworzy wyjątkową siłę. To jest muzyczna armia. Porównywalnej sytuacji nie ma w innym mieście w Polsce. Dlatego uważam, że Summer Jazz Festival jest nierozerwalnie sprzężony z Krakowem i czerpiąc z Piwnicy, ze źródła, jest nieprzerwanie zasilany współczesnym duchem.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















