Reklama

Więcej światła!

Więcej światła!

02.11.2020
Czyta się kilka minut
MAREK ZIELIŃSKI, WOJCIECH KUCHARCZYK, TOBIASZ MELANOWSKI, organizatorzy festiwalu: Czasy pandemii wzmagają potrzebę zbudowania jakiejkolwiek utopii, bezpiecznego miejsca, gdzie zawsze świeci przynajmniej metaforyczne słońce, a ludzie są szczęśliwsi.
„Bivocus mutantur” – instalacja z wystawy Yvonne Goulbier w Muzeum Górnośląskim, październik 2020 r. RADOSŁAW KAŹMIERCZAK / MATERIAŁY PRASOWE ORGANIZATORA
G

GRZEGORZ NUREK: Trzy tygodnie, dwa miasta, ponad dwadzieścia koncertów, wystawy, warsztaty, pokazy filmowe i spotkania literackie. Przygotowanie festiwalu Ars Cameralis to niemałe wyzwanie, co dopiero w okresie pandemii. Czy wydarzenia odbywać się będą głównie online?

MAREK ZIELIŃSKI: Od wiosny przygotowywaliśmy festiwal dwutorowo. Musieliśmy go budować zarówno z myślą o pokazaniu programu na scenie, jak i pod kątem ewentualnych obostrzeń. Śledzimy informacje i zalecenia. Nie chcielibyśmy robić festiwalu tylko w sieci, więc jeśli będzie taka możliwość, zaprosimy publiczność na nasze wydarzenia.

Wiele spotkań i koncertów zaplanowaliście w Teatrze Śląskim w Katowicach. Przy założeniu, że utrzymany zostanie limit 25 proc. publiczności, ile osób będzie mogło w nich uczestniczyć?

TOBIASZ MELANOWSKI: Równe dwadzieścia pięć. Mało, to prawda. Ubolewamy, że nie ma szans na większą publiczność. Ale taka sytuacja nie jest nam obca – w poprzednich latach organizowaliśmy „Kameralnie”, cykl koncertów-niespodzianek w dziwnych miejscach (jak salon fryzjerski czy sklep), na które również wpuszczaliśmy mocno ograniczoną liczbę osób. No i pamiętajmy, że pełna nazwa festiwalu to Górnośląski Festiwal Sztuki Kameralnej…

Hasłem przewodnim w tym roku jest Utopia. Jak ją rozumiecie?

MZ: Sama idea festiwalu powstała już rok temu, kiedy jeszcze nie było covidu. Wciąż wydawało nam się, że świat jest przestrzenią pełną radości, choć już wówczas była to iluzja. Jednak pytania o przyszłość często były odrzucane. Żyliśmy w świecie upojenia, pomijając ciemne strony historii. Wydawało nam się również, że literatura, muzyka, sztuka dają komfort i zaspokojenie, a równocześnie – odwołując się do koncepcji festiwali z lat 60. (jak Woodstock, który stał się odniesieniem dla wszystkich tego typu imprez) – poczucie przebywania w swoistej oazie, na wyspie wyodrębnionej ze świata, w miejscu trwałej radości. Zmieniał się rytm, zmieniały się dźwięki, zmieniała się muzyka i estetyka, ale poczucie bezpieczeństwa pozostawało niezachwiane. Czy muzyka elektroniczna, różnego typu nurty kultury rave, bazujące na przekonaniu, że można się oderwać i tańczyć przez kilka dni, były szczególnym rodzajem święta wiosny? Z dzisiejszej perspektywy to właściwie dziwny danse macabre, przywołujący obrazy z lat 20. XX wieku, gdy miasta próbowały pokonać traumę za pomocą tańca, czy też „Homo ludens” Bruegla.

WOJCIECH KUCHARCZYK: Dla mnie każde działanie wokół sztuki ma znamiona działania utopijnego – jest próbą zbudowania lepszego, niekoniecznie abstrakcyjnego świata. Czasy pandemii wręcz wzmagają potrzebę zbudowania jakiejkolwiek utopii, choćby zupełnie małej. Bezpiecznego miejsca, gdzie zawsze świeci – przynajmniej metaforyczne – słońce, a ludzie są szczęśliwsi niż gdziekolwiek indziej. Zza rogu wyziera mroczna dystopia, więc trzeba więcej i mocniej pracować, żeby zniknęła. Sztuka jest idealnym narzędziem do takiej akcji.

„Mocne strony Ars Cameralis to różnorodność gatunkowa, eklektyczność, interdyscyplinarność. (...) Bardzo lubię ten festiwal” – skomplementował Was Artur Rojek. To już 29. edycja – czego w tym roku możemy się spodziewać?

MZ: Przy tworzeniu programu punktem wyjścia była dla nas utopia, ale nie w rozumieniu czysto filozoficznym. To pojęcie prowadzi nie tylko do zakurzonych książek, bibliotek i uczelni; idea jest dużo głębsza i bardziej skomplikowana. Zgłębianie utopii to nie tylko spotkania, które mają tworzyć pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Pojęcie utopii na Górnym Śląsku narzuca dyskurs o świecie idealnym, nawet dystopii czy o kwestiach metafizycznych, jak śmierć. To szczególny kontekst – musimy pamiętać, że Śląsk czy Górny Śląsk postrzegany jako przestrzeń industrialna stanowi pejzaż wynikający z wizji utopijnej. Industrialność przestrzeni wyrastała z XIX-wiecznych utopii, Crystal Palace, fascynacji żelazem, węglem i energią. Myślę, że w całym festiwalu, w literaturze, muzyce czy sztukach wizualnych każdy może interpretować nasze propozycje na swój sposób.

WK: W tym roku będzie dużo muzycznego eklektyzmu – od ładnych, spokojnych, kolorowych piosenek przez prawdziwe odgłosy kosmosu okraszone opowieścią astrofizyka aż po elektroakustyczne drony i nagrania terenowe z różnych stron świata. Będą także elektroniczne parafrazy średniowiecznych pieśni, trochę nowoczesnego rocka, dobrze zadomowiony już na festiwalu wątek singer-songwriterów, muzyka płynąca z syntezatorów modularnych oraz – dla równowagi – współczesne ujęcie jazzu, a nawet free.

Każdy festiwal ma oddanych fanów. Kim są sympatycy Ars Cameralis, do kogo ten festiwal trafia najmocniej?

MZ: To trudne pytanie, nigdy nie robiliśmy badań dotyczących przekroju społecznego naszych uczestników. Podczas festiwalowych wydarzeń pojawiają się różni odbiorcy, z różnym wykształceniem i w różnym wieku. Niewątpliwie jednak bazą była publiczność przygotowana, rozeznana w świecie literatury, muzyki i sztuki. Przewrotnie mówiąc, nie jesteśmy festiwalem, który otwiera się na każdą publiczność. Już sam program stawia pewnego rodzaju wyzwania.

WK: Staramy się tę grupę poszerzyć. Co roku dzieje się coś nowego, staramy się budować międzypokoleniowo, między scenami, różnorodnie. Nie boimy się ryzyka. Szczególnie w kontekście utopii można pozwolić sobie na kontrowersje, są wręcz niezbędne, żeby publiczność permanentnie rozbudzać.

Wśród gości festiwalu są głośne nazwiska: Marek Bieńczyk, Tadeusz Sławek, Jan Gondowicz, Jakub Żulczyk, Ziemowit Szczerek, Konstanty Usenko. Ale też Wacław Zimpel, Yvonne Goulbier. Przyjadą również bardzo interesujący muzycy z Czech i Słowacji.

TM: A to tylko skromny wycinek z listy festiwalowych gości. Co roku staramy się zapraszać artystów z różnych światów – stopniowo poszerzając kojarzone z festiwalem pola i estetyki. Eksperymentowaliśmy z techno, szalony Norweg Sturle Dagsland zagrał u nas koncert na granicy mistycznego obrzędu. Nie inaczej jest w tym roku, chociaż sytuacja na świecie trochę nam sprawę utrudniła. Plany mieliśmy zdecydowanie większe, musieliśmy część przenieść na bliżej nieokreśloną przyszłość. Mimo wszystko udało nam się zbudować ciekawy program: pozostajemy w temacie utopii, różnorako i szeroko rozumianej. Marek Bieńczyk i Mira Marcinów porozmawiają o śmierci i spróbują odpowiedzieć na pytanie, czy życie wieczne jest utopijną wizją. Kostek Usenko, Ziemowit Szczerek i Małgorzata Nocuń przyjrzą się Europie Wschodniej i zastanowią, czy jedna Europa, bez podziału na Wschód i Zachód, jest możliwa. Do tego Kafka, potwory, muzyka niemal z każdego gatunku, wystawa Wojtka Kucharczyka w Rondzie Sztuki czy pokazy filmów krótkometrażowych BAFTA. Będzie się działo.

Zaczynacie od koncertu, który może szczególnie zainteresować czytelników „Tygodnika”. Mam na myśli występ Wishlake’a, który śpiewa wiersze znanych polskich poetów.

TM: Literatura zawsze była dla nas bardzo ważna, od kilku lat wydarzenia z nią związane grupujemy pod hasłem „Zderzenia literackie”. W historii festiwalu odbyło się wiele wydarzeń, podczas których literaturze towarzyszyła muzyka, zarówno jako tło, jak i dopełnienie w postaci koncertu. Wishlake to jeden z artystów, który już występował w naszym cyklu „Kameralnie”. Cieszymy się na jego festiwalowy powrót, bo przyglądamy się „naszym artystom”, śledzimy ich kariery, ciekawi ich kolejnych kroków.

Powiedzcie coś o koncertach Voices of The Cosmos oraz Katie & Me Meet Marlene.

WK: O dźwiękach kosmosu wspomniałem wcześniej – nazwa zespołu dosłownie, choć nie bez humoru, opisuje, czym zajmuje się zespół. VOTC budują wielowarstwowe kompozycje z faktycznych nagrań zarejestrowanych przez różne urządzenia wykorzystywane na co dzień przez astrofizyków i innych naukowców badających przestrzeń kosmiczną. Muzycy współpracują z takimi naukowcami, mamy więc do czynienia z udaną próbą pochylenia się nad fascynującym ludzkość od wieków tematem „muzyki sfer niebieskich”, która łączy głębię estetyczną z nauką. Jest to projekt ze wszech miar godzien uwagi, wyjątkowy nie tylko w skali polskiej.

TM: Katie & Me Meet Marlene to kolejny przykład artystów, którzy już kiedyś uczestniczyli w naszym festiwalu, także w cyklu „Kameralnie”. Ci doświadczeni muzycy, którzy grali m.in. w The Band of Endless Noises, wzięli na warsztat songi Marleny Dietrich, dostosowując je w jakiś dziwny, pokręcony sposób do współczesności. Zresztą każdy z tych „kameralnych” artystów jest ciekawy. Uznaliśmy zatem, że – korzystając z okazji, jaką daje nam pandemia – sprawdzimy, co u nich słychać, jak się rozwijają. Pokażemy ich kolejny raz po kilku latach.

Ars Cameralis jak Goethe w ostatnich swoich słowach mówi: „Więcej światła!”.

MZ: Ten cytat funkcjonuje dziś już w oderwaniu od pewnego kontekstu. Trzeba pamiętać, że Goethe pisał „Farbenlehre”, „Teorię kolorów” trochę przeciwko Newtonowi i jego badaniom. Zaatakował naukowe szkiełko z romantycznego punktu widzenia. To właściwie jest poważna dyskusja o kwestiach światła i ciemności, o zawiłościach z tym związanych, sięgająca starożytności, średniowiecza, renesansu. Również i dziś światło staje się w sztuce istotnym elementem, ma wymiar utopijny, ale i estetyczny. Niewątpliwie myśl Goethego może być inspirująca. Chociaż ostatnio coraz częściej myślę, że powinniśmy jednak sięgnąć do „Fausta”…

TM: „Więcej światła!” to festiwalowy projekt, który realizujemy już od kilku lat. Zwracamy uwagę na istotę światła i ciemności, na ich rolę w życiu człowieka. W tym roku przenosimy się – po wydarzeniach w Pszczynie, Katowicach, Chorzowie – do Bytomia, gdzie w Muzeum Górnośląskim trwa już wystawa Yvonne Goulbier, a w Teatrze Rozbark odbędą się dyskusje właśnie na temat światła. Mamy również nadzieję, że mimo niesprzyjających warunków dotrą do nas także Caterine Barbieri i Ruben Spini ze swoim świetlno-muzycznym widowiskiem.

Śląsk w listopadzie stanie się dzięki Wam centrum różnorodnej muzyki, sztuki i literatury. Czego pozostaje Wam życzyć?

WK: Przede wszystkim otwartych sal, żeby choć garstka widzów mogła na żywo wziąć udział w koncertach, spotkaniach i wystawach. I żeby nam, wspólnie z publicznością, choć na krótko udało się zanurzyć w utopijnej, komfortowej, mądrej, estetycznej przestrzeni. ©

MAREK ZIELIŃSKI – dyrektor Instytucji Kultury Ars Cameralis, kurator wystaw, kreator wielu programów i projektów kulturalnych w Polsce i za granicą, autor koncepcji „Katowice – Miasto Ogrodów”, dzięki której miasto znalazło się w ścisłym finale starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016.

WOJCIECH KUCHARCZYK – artysta audiowizualny, muzyk, działacz. Na koncie ma ponad sto płyt, wiele wystaw i koncertów, książki i albumy. Od 1995 r, prowadzi wydawnictwo Mik Musik. Zajmuje się także działalnością kuratorską, współpracując m.in. z Festiwalem Tauron Nowa Muzyka czy Instytucją Kultury Ars Cameralis.

TOBIASZ MELANOWSKI – od lat pracownik Instytucji Kultury Ars Cameralis, współtworzył i współrealizował wiele projektów kulturalnych, niepraktykujący poeta.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]