Dzień z życia

Czyta się kilka minut

Przyglądając się rankiem, przez okno, idącym do pracy ludziom, liczyliśmy cwaniaków. Ot tak, by zabić nudę i by oderwać ponure myśli, które zawsze wywołuje początek sezonu pomidorów bez smaku: Jeden, drugi, trzeci, setny, tysięczny... O! I milionowy cwaniak sobie idzie. Z teczką, w bucikach z Peweksu, jak gdyby nic, jak niewiniątko, jak gdyby nie istniało Centralne Biuro Śledcze. Do stu tysięcy beczek zjełczałego tłuszczu! – mamrotaliśmy, a palców nam oczywiście i do liczenia, i do dłubania w nosie zabrakło.

Gdyśmy się zastanawiali nad ulepszeniem rachowania i owych rachunków notowania, usłyszeliśmy we własnej głowie takie oto słowa: „Hola, hola, pogardliwy polskojęzyczny polakożerco! Jakże to poznajesz cwaniaka przez okno? Bez dotyku? Bez sondującej pogwarki? Bez dowodów? Bez obejrzenia PIT-u jego? Bez biletu na karuzelę vatowską? Bez podsłuchu? Skąd pewność, że ten albo ów jest cwaniakiem? Że nie jest – dajmy na to – człowiekiem owczo-cielęcym, który wyłącznie kupuje drogo, by sprzedać tanio?”. Ano, mlaskając, sami sobie odpowiedzieliśmy na ten agresywny atak naszego wnętrza, że mianowicie cwaniakiem jest z naszego założenia każdy.

Tak nas nauczono już dawno. W starowarszawskim towarzystwie, przy kawie i wuzetce. Że cwaniak to – powtórzmy – każdy, kto nie umie udowodnić, że pracuje etatowo w partyjnym biurze, w partyjnym urzędzie, ale mający pieniądze i – pardon – daczę oraz czas na zagraniczne wczasy. Cwaniakiem jest badylarz i nie badylarz, ale zawsze prywaciarz. Wszyscy prywaciarze to są cwaniacy. Otóż wykładnią i definicją cwaniactwa jest dla nas takoż zdanie podobnego nam dinozaura gatunku: „Jeśli ktoś ma pieniądze, to skądś je ma”. Kto to powiedział? He, he. Nie ma sensu mówić głośno. Kto wie, ten wie. Tak czy owak, największą siłą naszego intelektu jest żonglerka insynuacjami, a owa powyższa jest ich już na zawsze w polszczyźnie żywą królową.

No więc, gdyśmy się tym wewnętrznym dialogiem nieco zmęczyli, włączyliśmy sobie kanał miejscowej telewizji finansowanej z podatków. Stacja owa specjalizuje się w tym, co ukochaliśmy: w insynuowaniu nie tylko oralnie, ale też w insynuacji przetransportowanej do odchudzonej wersji tekstowej. Przedsiębiorstwo to, ku naszemu zadowoleniu, produkuje dziennie kilkadziesiąt insynuacji, które pojawiają się w formie paska na dole ekranu. Zadzwoniliśmy do centrali, by zwolnili przesuwanie i zmienianie treści, bowiem nie nadążamy z czytaniem. Zwolnili, tak się składa, że wykonują każde nasze polecenie. Siłą rzeczy, czytając te kawałki, myśleliśmy kontekstowo. O dzisiejszym dziennikarstwie w Polsce. Siłą rzeczy, bowiem siłą tej telewizji jest informacja siłowa, a my z żalem przyjmujemy, że nie wszyscy dziennikarze lubią używanie paska.

Niektórym się wydaje, że to niedziennikarskie. No więc myślenie o dziennikarstwie i dziennikarzach od dawna jest naszą obsesją, na którą de facto nie mamy tabletki. To ważne, bo nasze interpretacje wszystkiego są obowiązujące, nie tylko dla dziennikarzy, ale dla urzędników i oczywiście dla pracowników ogromnej spółki Skarbu Państwa, zajmującej się fabrykowaniem historii Polski i świata na nasze wyłączne zamówienie. No więc interpretujemy, jak zawsze i jak dawniej, wszystko, starowarszawsko, przy kawie i wuzetce nie pierwszej świeżości. Weźmy rzecz ostatnią, pierwszą z brzegu, to jest wojnę wietnamską. Nasza najnowsza interpretacja, że Amerykanie ją przegrali przez niepatriotycznych dziennikarzy, przez wraże amerykańskie media, zaraz znajdzie się na taśmach fabryki historii i w podręcznikach dla umęczonej skretynieniem dorosłych młodzieży polskiej. Mamy coś podobnego w zanadrzu? Coś w tym stylu na przyszłość? W porozumieniu z licznymi producentami pasków, producentami historii, urzędnikami i naszymi artystami chcemy zaproponować interpretację bitwy pod Grunwaldem, że mianowicie zakon krzyżacki ją przegrał dzięki pomnikowemu dziełu polskiej kinematografii z 1960 r. Nie mamy kompleksów für Deutschland.©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2021