Dwa kongresy

Miało być tak ładnie. Polska miała się rozwijać i bogacić w rodzinie demokratycznych państw.
Czyta się kilka minut

Kultura miała w tym pomagać, uczyć kompetencji tak potrzebnych w nowoczesnym świecie: krytycznego myślenia, umiejętności budowania wspólnoty w różnorodności, rozwiązywania konfliktów poprzez mediację. Coś nie wyszło.



Wychodzę z przedstawienia „Biała siła, czarna pamięć” Piotra Ratajczaka według książki Marcina Kąckiego. Znakomite. Nawet biorąc poprawkę na kunszt aktorów z białostockiego Teatru Dramatycznego, można dojść do wniosku, że Polakom maszerowanie w podkutych butach wychodzi bardzo dobrze. Białystok – miasto znane dziś dzięki ONR.



Wszyscy wychodzimy przejęci, zaniepokojeni. Co z tą Polską? W dzień premiery przed Teatrem im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku protestowali chłopcy, którzy potrafią tak dobrze maszerować. Poczuli się wyśmiani i wyszydzeni. No bo tak było. Przemysław Czapliński od lat powtarza, że to zaszło za daleko – zawstydzanie już nie działa. Honor i Ojczyzna dają przed nim skuteczne schronienie.



A Michał Bilewicz, który wie wszystko o uprzedzeniach i mowie nienawiści, zauważa, że dyskusja o Jedwabnem polegała na tym, że biliśmy się w cudze piersi. Nie prowadzili jej ci, których dziadkowie mogą mieć coś za uszami. A ci, co prowadzili, byli tak z tej dyskusji dumni – że potrafią lepiej od jakichś Francuzów poradzić sobie z własnymi upiorami. Okazało się, że to nie takie proste.

Jeśli diagnoza Czaplińskiego jest słuszna, to im bardziej kultura będzie taka, jaką lubią „w Warszawie” – krytyczna, ironiczna, ambiwalentna i coraz bardziej hermetyczna – tym mniej będzie w stanie pełnić swą modernizacyjną rolę.



Jeśli słuszna jest diagnoza Bilewicza, państwo ma narzędzia, żeby przeciwdziałać zsuwaniu się społeczeństwa w niedobrą stronę – przede wszystkim wymiar sprawiedliwości, potem edukację i kulturę. Na razie nie widać, żeby miało chęć stosować pierwsze narzędzie. Jeśli chodzi o dwa kolejne, to mamy stać się fajniejsi dzięki wzmocnieniu narodowej tożsamości, ograniczając szkodliwe rozdrapywanie ran, póki blizny się nie zagoją.



Ludzie kultury martwią się, co z tą Polską, i co z kulturą. Zapowiedzieli na październik Kongres Kultury, „w poczuciu dramatyzmu chwili, zatrwożeni językiem pogardy i nienawiści”. MKiDN już od dawna zapowiadało, że zorganizuje kongres, który będzie podsumowaniem konsultacji nad „kondycją polskiej kultury i dopiero w tym kontekście sformował jej misję”. Dwa kongresy?

Może jedni drugim ukradli show i ministerialny kongres już się nie odbędzie. A może się odbędzie i przyjdą na niego ci, których na obywatelskim kongresie nie było. Na Węgrzech funkcjonują dziś dwa obiegi kultury – ten oficjalny, pompatyczny obieg niedocenianych „białych artystów po pięćdziesiątce”, który buduje pomniki konnym bohaterom i wystawia landszafty w narodowych galeriach. Drugi, niezależny, jest twórczy, tylko mało kto z niego korzysta. Publiczne pieniądze dostaje i rozdaje oczywiście ten pierwszy.



Polska to nie Węgry, „obywatelski” nurt kultury jest u nas znacznie silniejszy. Ale czy na tyle dalekowzroczny, żeby przezwyciężyć podział na dwie kultury i dwa społeczeństwa? Pytanie dotyczy również organizatorów drugiego kongresu. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 23/2016