Duch Czasu na Nowym Świecie

Już nie jałowa ziemia, tylko ziemia obiecana? ale która: ta z Biblii, płynąca miodem i mlekiem, czy ta z Reymonta, brutalna, nieludzka, tor wyścigu szczurów?
Czyta się kilka minut

Nie ma co ukrywać: piszemy o Warszawie w piśmie, które od zawsze ukazuje się w Krakowie. Od razu odsłania się studnia stereotypów. Ile rozmów z warszawiakami, w których podkreślali: "No, ale wy to nas nie lubicie". Ile tych zazdrości - "Wam to się pięknie żyje, ten Rynek, Kazimierz..." - przechodzących w rodzaj pobłażania - "Uwielbiam tu wpaść na weekend, ale żeby żyć na stałe"... A z drugiej strony nasze własne, zmieniające się wrażenia ze stolicy.

Początek lat 90. - Dworzec Centralny, zimny wiatr i szara pustka wokół Pałacu, przetykana tylko kolorowymi rozbłyskami reklam. Załatwić, co trzeba, i potem jak najszybciej do pociągu - o 16.00 na peronie ludzie zapamiętani z porannego ekspresu. Albo wędrówka ówczesnym wieczornym Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem, w bezskutecznym poszukiwaniu miejsca, w którym można usiąść i coś wypić.

A potem zaczęło się coś zmieniać. Coraz częściej przyjeżdżaliśmy na spektakle i koncerty, coraz częściej to właśnie tu działo się coś ważnego - nie tylko w polityce czy biznesie. Warszawa przepoczwarzała się, wykwitały nowe frapujące przestrzenie, dowiadywaliśmy się, że doskonale można żyć w mieście bez jednego centralnego punktu. I przede wszystkim: że najwyraźniej to w nim kumuluje się ludzka energia, do niego ściągają talenty. Tu się osiedlił Duch Czasu?

A przyjaciele i znajomi? Jak wielu z nich przez te lata wyjechało z Krakowa (i innych miast), bo znalazło pracę w Warszawie? Najpierw pojedynczo, jeszcze zawieszeni między miejscami, wracając na weekendy. Potem ściągając rodziny, likwidując stare mieszkania. Jak długo trwał proces osiedlania się, zakorzeniania, wrastania w nową przestrzeń? I kiedy nastąpił moment, gdy poczuli się warszawiakami?

O tym wszystkim piszemy w naszym dodatku.

Radosne i bolesne spotkania ze stolicą relacjonuje trójka warszawiaków, którzy - jak blisko połowa populacji stolicy - przyjechali tu z innych miast. O byciu misjonarzem w "ziemi obiecanej" opowiada abp Kazimierz Nycz, zaś o największych problemach stojących przed warszawską społecznością, o tym, czy mieszkańcy metropolii są obywatelami, czy tylko konsumentami - socjolog, prof. Bohdan Jałowiecki. Zastanawiamy się też nad (przyjazną? wrogą?) przestrzenią tego miasta i zapraszamy do wędrówki szlakiem miejsc, w których warszawiacy mogą się spotkać, by wypić kawę i wykuwać idee... ?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2009