Reklama

Drogi sztuki, drogi filozofii

Drogi sztuki, drogi filozofii

14.09.2006
Czyta się kilka minut
Niech znawcy wybaczą mi śmiałość, że jako kompletny laik, bo nie jestem ani teoretykiem, ani historykiem sztuki, chcę zabrać głos z okazji wydania w języku polskim manifestu Kazimierza Malewicza, tak bowiem można chyba nazwać jego "Świat bezprzedmiotowy, w którym wyjaśniał rozwój sztuki od impresjonizmu do suprematyzmu.
P

Praca wielkiego malarza, w której on sam dokonuje analizy swej twórczości, ma na pewno wielką wartość dla artystów, ale nie może też pozostać obojętna przynajmniej dla tych, którzy kochają sztukę, którzy chcieliby ją lepiej zrozumieć, znaleźć klucz do jej nieustannych metamorfoz. Co więcej, przetłumaczył ją profesor Stanisław Fijałkowski, znakomity nasz malarz, uczeń Władysława Strzemińskiego, a zatem "wnuk" Malewicza. Kto mógłby lepiej oddać sens i ducha tej pracy!

Kim był Malewicz, powinniśmy wiedzieć, zbyt jest sławny na całym świecie, uważa się go bowiem za jednego z najwybitniejszych malarzy XX wieku. Jak piszą znawcy, "gdyby dowolny z okresów twórczych Malewicza po 1910 roku - czy to pierwszy cykl wiejski, czy neoprymitywizm ekspresjonistyczny, czy też kubo-futuryzm - był jego jedynym osiągnięciem, i tak każdy z nich zapewniłby mu honorowe miejsce w historii sztuki rosyjskiej. To zaś, co zdarzyło się w roku 1913 i później - czyli malarstwo alogiczne, scenografie oper futurystycznych, suprematyzm, planity, achitektony, malarstwo postsuprematyczne - wszystko to z osobna lokuje go w historii sztuki światowej" (korzystam z opinii Aleksandry Szatskich, w: "Klasycy XX wieku. 100-lecie Galerii Zachęta", Warszawa 2000). Mieliśmy zresztą dzięki Zachęcie możliwość kontemplacji sławnego "Czarnego kwadratu" Malewicza, który był dla twórcy skoncentrowaną kwintesencją sensów, "materialnym wcieleniem, symbolem nowego Boga".

Gdy patrzyłam na ten "Kwadrat", był on dla mnie jakby nieskończonością głębi, czymś niemal mistycznym. Ale nie o swoich wrażeniach chcę pisać, lecz o książce niezmiernie interesującej, gdyż Malewicz był nie tylko artystą, lecz jednocześnie myślicielem, który tu właśnie wystąpił ze swoim twórczym credo. Zawiera ono zaś elementy, które wydają mi się niezmiernie ważne, a jednocześnie bliskie, gdyż potwierdzają moje niegdyś wyrażone przekonanie, że sztuka i filozofia muszą z sobą korespondować, że ich główne idee w widzeniu świata są analogiczne, co uwidocznia się zwłaszcza w momentach ich przemian.

Co jest tych przemian przyczyną? Nie wdając się w rozważania, którym poświęciłam wiele uwagi w innym miejscu, zapewne sprzyja im poczucie jałowości danego stanu rzeczy, brak perspektywy, monotonia widzenia i myślenia. Rodzi się więc świadomość konieczności zmiany, zerwania z tym, co jest i co było, potrzeba intelektualnej rewolucji, innego spojrzenia. Filozofia zwraca się ku nowym pytaniom prowadzącym myśl na nowe drogi, sztuka także, może nawet wcześniej i intensywniej niż filozofia. Malewicz musiał doskonale to rozumieć, skoro wprowadził pojęcie "elementu dodatkowego", który pełni jakby analogiczną funkcję do zespołu intelektualnych pytań rewolucjonizujących proces dokonujący się w myśli ludzkiej przy przejściu z jednej formacji intelektualnej do drugiej.

Ów element potrafi zrewidować i pokonać wszelkie przekonania, oczyścić grunt, i podobnie - pisze Malewicz - jak to czynią "bakterie niszczące miazmaty chorobowe rozkładające samą świadomość", powoduje "odmianę artystycznego punktu widzenia". Jest on czymś ponad to, co myśli w danej epoce przewodziło, czymś, co potrafi całkowicie zmienić jej orientację. Pełni funkcję "wyznacznika określonej kultury", gdyż tę kulturę kształtuje, w malarstwie zaś "wyraża się w postaci charakterystycznych przewartościowań linii prostych i łuków". Na skutek działania elementu dodatkowego następuje zatem rewolucja, przynosząc nową epokę w malarstwie. I autor niezmiernie interesująco kreśli proces zmian przebiegających przez rozmaite stadia formy i koloru, od Cézanne'a poprzez kubizm do suprematyzmu.

W dalszej części swej pracy Malewicz stara się wyjaśnić, czym jest ten ostatni. Nie chcę się wdawać w szczegóły wyjaśnień, niektóre jednak stwierdzenia są zaskakująco zbieżne z filozoficznymi orientacjami tego czasu. Suprematyzm, stwierdzał Malewicz, to wolność. "Jestem wolny - pisał - jedynie wtedy, gdy moja wola dzięki krytycznej i filozoficznej postawie jest w stanie w aktualnej sytuacji wyprowadzić uzasadnienie nowych zjawisk. Przebiłem błękitny abażur ograniczeń kolorystycznych i dotarłem do bieli. Za mną więc towarzysze awiatorzy, żeglujcie w otchłań, ja ustawiłem semafory suprematyzmu". Suprematyzm obala nie tylko malarskość, ale przede wszystkim "przedmiotowe przedstawianie natury, ażeby dotrzeć do samego szczytu prawdziwej niezamaskowanej sztuki". Dodajmy, sztuki o formie otwartej, która pobudza wyobraźnię widza przez zawarte w niej konstruktywne napięcia. Ma być to sztuka czysta, niczym nieskażona, wzbudzająca czyste przeżycie, a więc sięgająca tam, gdzie był pierwszy krok.

Gdy czytam te słowa, dostrzegam w nich to samo dążenie, które było tak charakterystyczne dla Husserla i nie tylko dla Husserla, że należy odsłonić źródło, że tylko źródło może ujawnić prawdę, że prawda jest zawsze u źródeł, prawda obnażona, czysta, autentyczna. "Filozofia - pisał Husserl - z istoty swej jest nauką o prawdziwych początkach, o źródłach"; ten więc, kto chce urzeczywistnić jej ideał, musi się cofnąć do ostatecznych źródeł, co oznacza, że musi zrewidować wszelkie przekonania i przesądy. Tylko ze źródła wytryska prawda. Tylko tam możemy ją uchwycić, przyjrzeć się jej i ją zrozumieć. Dla filozofii początków XX wieku źródło przestaje być tylko metaforą, przeciwnie, wyraża ono dążenie o najgłębszym filozoficznym znaczeniu. Słowa Malewicza brzmią niemal w tym samym duchu. Bo czyż żądanie, by malarstwo odrzuciło cały estetyzm wieków, wróciło do tego, co stanowi jego istotę, a więc do linii prostych i łuków, w których wyraża się każdy gest twórczy, nie jest wyrazem pragnienia powrotu do źródła?

Temu pragnieniu towarzyszy coś jeszcze, co także nie jest obce filozofii początków XX wieku, przeciwnie, stanowi charakterystyczne dla niej ukierunkowanie. Filozofia ta bowiem przestaje być akademicka, zrywa z pozytywistycznym scjentyzmem, chce trafić wprost do czytelnika, koncentrując uwagę na jego egzystencji, i zaczyna w nowy sposób analizować jego lęki, przeżycia, uczucia jako swoiste akty intencjonalne konstytuujące sens. I czytam u Malewicza: "Uczucia, które człowiek żywi, są silniejsze od niego samego... muszą za wszelką cenę być wyrażone - domagają się uformowania - muszą być komuś przekazane lub gdzieś ulokowane". I dalej: "Dzięki suprematyzmowi nie pojawia się nowy świat uczuć, lecz nowy, spontaniczny sposób przedstawiania wszelkich uczuć". Decydujące są wrażenia. Każde zatem prawdziwe dzieło sztuki jest odtworzeniem nastroju, czystego przeżycia, natomiast przedmiot, który je wywołał, nie ma żadnego znaczenia.

Myślę, że już z tych moich krótkich uwag widać, jak interesująca jest ta książka, ile ważnych wątków zawiera, a wszakże ani słowa nie powiedziałam na temat opisu własnych doświadczeń Malewicza podczas prac warsztatowych z uczniami, nie chciałam bowiem wkraczać w kwestie zbyt specjalistyczne. Jest to rozdział fascynujący, obnażający wszystkie trudności mistrza pojawiające się w momentach przekazywania jeszcze niewtajemniczonym drogi do suprematyzmu. Jestem przekonana, że rozdział ten z ciekawością przeczytają zwłaszcza młodzi adepci sztuki.

Niestety sztuka abstrakcyjna nie cieszy się popularnością w Polsce, gdzie nadal symbolem wielkości malarstwa jest Matejko. Dowodem na to jest choćby ten fakt, że książka Malewicza, już przetłumaczona, 13 lat oczekiwała na wydanie mimo starań tłumacza, i to takiego tłumacza: świetnego artysty, profesora Akademii Sztuk Pięknych. Dziwna obojętność. Niezrozumiała. Przynajmniej bowiem wydawcy powinni mieć orientację w dziedzinie sztuki.

O tej obojętności, ale także ignorancji, świadczy także sposób wydania. Wydawnictwo, które ten trud podjęło, i które dotychczas uważałam za jedno z najlepszych w kraju, zlekceważyło w skandaliczny sposób i autora, i tłumacza, widocznie nie doceniając dostatecznie ich rangi. Otrzymaliśmy bowiem broszurę z zamazanymi reprodukcjami, jak gdyby technika pozostała na poziomie XIX wieku. Taką broszurę można było wydać w 1927 roku, ale nie dziś, nie chodzi bowiem o wierność w stosunku do Biblioteki Bauhausu, lecz o podkreślenie wielkości Malewicza.

Boję się więc, że i dziś książka Malewicza nie wzbudzi zainteresowania. Dla tej jednak grupy ludzi, którzy malarstwo kochają, którzy chcieliby poznać je bliżej i lepiej rozumieć, będzie ona niezmiernie cenna.

Kazimierz Malewicz, "Świat bezprzedmiotowy". Biblioteka Bauhausu, przeł. Stanisław Fijałkowski, Gdańsk 2006, wyd. słowo / obraz terytoria.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 10 na 11 lipca do momentu zakończenia głosowania w wyborach prezydenckich 12 lipca. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]