Michał Olszewski w tekście "Stos zielonych kłopotów" ("TP" nr 9/07) przypomina starcia ekologów z budowniczymi autostrady A4 na Górze św. Anny w 1998 r. Ekolodzy zostali wówczas brutalnie usunięci, a autostradę wybudowano zgodnie z planami. Jakie są konsekwencje tej decyzji? Zamiast ominąć Górę łagodnym łukiem od północy, autostrada wspina się zakosami na sam szczyt. Ze względu na strome podjazdy, konieczne było wybudowanie trzech zamiast dwóch pasów ruchu. Wysokość względna Góry św. Anny wynosi ok. 200 metrów, co oznacza, że zwłaszcza zimą są tam trudniejsze warunki jazdy. Jak donosi "Nowa Trybuna Opolska" z 7 lutego, w rejonie Góry pracuje więcej sprzętu, sypie się więcej chlorków. By pługi i piaskarki miały gdzie zawracać, rozkręcono bariery rozdzielające jezdnie, a na krótkim odcinku wyłączono z ruchu lewy pas. Mimo to, podczas śniegu i mrozu duże ciężarówki stają na podjazdach w poprzek drogi i blokują ją. Z tych względów odcinek autostrady biegnący przez Górę św. Anny uchodzi za szczególnie niebezpieczny. Jest przy tym rzeczą oczywistą, że na temat przebiegu trasy należy dyskutować w fazie opracowywania projektu, a nie wówczas, gdy ciężki sprzęt wjeżdża na budowę.
ADAM LUTOGNIEWSKI (Gliwice)
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














