Dramat Sudanu. Oblężone miasto miejscem zbrodni wojennych

Historia sudańskiej prowincji Darfur zatacza makabryczne koło. Niektórzy twierdzą, że dochodzi tam dziś do najgorszej katastrofy humanitarnej. Byli też tacy, którzy przed nią przestrzegali – nadaremnie.
Czyta się kilka minut
Sudańczycy, którym udało się uciec z obleganego miasta Al-Faszir, witają się z bliskimi w obozie dla uchodźców w miejscowości Al-Dabba w północnym Sudanie. // Fot. El Tayeb Siddig / Reuters / Forum
Sudańczycy, którym udało się uciec z obleganego miasta Al-Faszir, witają się z bliskimi w obozie dla uchodźców w miejscowości Al-Dabba w północnym Sudanie. // Fot. El Tayeb Siddig / Reuters / Forum

Nagranie: dziesięciu mężczyzn siedzi na poboczu piaszczystej drogi. Pucołowaty mężczyzna z dredami przeładowuje karabin i strzela, a oni osuwają się jeden po drugim. Nagranie: ten sam mężczyzna stoi wśród co najmniej 30 ciał. Miejsce przypomina piaszczysty wąwóz. Nagranie: to samo miejsce. Pucołowaty żartuje, że chce znaleźć kobietę, która pracowała dla armii. Ktoś spoza kadru zapewnia, że ona już nie żyje, jak wszyscy, którzy jej towarzyszyli.

Podobnych nagrań jest wiele. Na platformie X, TikTok-u, YouTube. To, co pokazują z bliska, widać też z kosmosu: na zdjęciach satelitarnych – udostępnionych przez Humanitarian Research Lab z Uniwersytetu Yale – widać ciała, a wokół nich „czerwonawe przebarwienia ziemi”. Często w pobliżu stoją auta terenowe. Widać też ślady pożarów.

To miasto Al-Faszir w sudańskiej prowincji Darfur Północny.

Oblężenie Al-Faszir

 Dwa i pół roku temu w Sudanie wybuchła wojna domowa; jej źródłem były ambicje generałów pragnących rządzić. Naprzeciw siebie stanęły armia i paramilitarne Siły Szybkiego Wsparcia (RSF). To, do czego potem doszło, ONZ nazywa zbrodniami wojennymi, a wiele państw Zachodu, w tym poprzednia administracja USA, ludobójstwem.

Oblężone od 18 miesięcy, aż do niedzieli 26 października miasto Al-Faszir było ostatnią znaczącą miejscowością na południu Sudanu, której nie kontrolowały RSF. Już półtora roku temu oblegający odgrodzili je wałem z piasku, by nie docierała tam żywność. Zaczął się głód. Według relacji ludzie żywili się tam np. łupinami orzeszków ziemnych, pozostałych po produkcji oleju (zwykle karmiło się tym zwierzęta).

Przez ten czas Al-Faszir niemal stale było pod ostrzałem. Tak sytuację relacjonował „Guardianowi” miejscowy wolontariusz Mohamed Douda: 

„Każdego ranka naszą pierwszą walką jest bezlitosny głód, a drugą nieustanny ostrzał artyleryjski. Nawet żar papierosa może zaalarmować drony przelatujące nad nami, więc nie pozostaje nam nic innego, jak tylko siedzieć w ciszy, wsłuchując się w dźwięk buczenia dronów i eksplozji”. 

Kilka dni temu „Guardian” podał, że Douda nie żyje.

Co się dzieje w Darfurze Północnym

„Wszyscy wiedzieli, co się stanie, gdy Al-Faszir upadnie. Że prócz koszmaru oblężenia i głodu, RSF będzie dokonywać masakr ludności” – mówiła w wywiadzie dla „New York Timesa” Michelle Gavin z think tanku Council on Foreign Relations.

Pewność wynikała stąd, że RSF kierują się etnofaszystowską ideologią arabskiej supremacji, a także z faktu, iż RSF mordowały ludność niearabską od początku wojny. Tuż przed ostatnią ofensywą na Al-Faszir pojawiły się nagrania z wieców z udziałem Abdula Rahmana Dżummy, zastępcy dowódcy RSF: wzywał podwładnych, by „nie brali jeńców”.

Po zdobyciu miasta istotnie nie brali. Także w szpitalu dziecięcym, gdzie zabili wszystkich: pacjentów, ich bliskich, lekarzy, razem ok. 460 ludzi.

Organizacje działające w obozach dla uchodźców z przerażeniem stwierdzają, że z Al-Faszir dociera do nich dużo mniej uciekinierów niż oczekiwały i jest wśród nich mało mężczyzn.

Przyczyny wojny domowej w Sudanie

W ten sposób historia Darfuru zatacza makabryczne koło. 20 lat temu rzezi na rdzennych społecznościach dokonywali tam arabscy Dżandżawidzi, milicje islamskie, z których wywodzi się RSF. Była wśród nich jednostka dowodzona przez Mohameda Hamdana Dagalo, dziś przywódcy RSF.

Dżandżawidzi walczyli wtedy w Darfurze z rozkazu ówczesnego dyktatora Sudanu, Omara al-Baszira. Międzynarodowy Trybunał Karny oskarżył go o ludobójstwo (ostatecznie Sudan sądził go sam i nie wydał). Spośród dowódców milicji przed MTK stanął tylko pułkownik Ali Kushayb. Niedawno uznano go winnym, wyrok ma zapaść 19 listopada.

Jeszcze za czasów al-Baszira milicjantów przemianowano na RSF, a w 2017 r. nadano im status „niezależnej formacji bezpieczeństwa”. W kolejnych latach RSF umacniały swą pozycję państwa w państwie, m.in. dzięki przejęciu kontroli nad największą kopalnią złota w Darfurze (firma Dagalo to dziś największy eksporter złota w Sudanie).

Po obaleniu w 2019 r. al-Baszira, tymczasowe władze postanowiły wcielić RSF do regularnej armii. Ale Dagalo nie chciał się podporządkować i uznał za oczywiste, że to on powinien dowodzić całymi siłami zbrojnymi Sudanu. To było zarzewiem wojny domowej, którą wielu nazywa dziś najgorszą katastrofą humanitarną na świecie.

Wiele krajów Bliskiego Wschodu pomaga walczącym w Sudanie

Różnica między koszmarem sprzed 20 lat a tym, co dzieje się teraz, polega na tym, że Dżandżawidzi poruszali się na wielbłądach, a RSF mają artylerię i drony. Mają to, bo są wspierane przez bogate Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA zaprzeczają temu zarzutowi).

20 lat temu prezydent USA George W. Bush, upominając się o sudańskich cywilów, był gotów ryzykować spięciem z Chinami, które inwestowały w Sudanie. Dziś doradca Trumpa ds. Afryki, Massad Boulos (prywatnie jego zięć), negocjuje rozejm między armią a RSF i nie wydaje się, by przeszkadzało mu, że krajami, które mają mu w tym pomóc, są Emiraty, Egipt i Arabia Saudyjska. Czyli państwa, które na różne sposoby podsycają sudański konflikt.

Wśród negocjatorów brakuje tylko Iranu i Turcji, które dostarczają broń sudańskiej armii. Ta wykazuje niewiele większe poszanowanie dla życia cywilów niż RSF.

Zdjęcia satelitarne z Sudanu potwierdzają zbrodnie wojenne

Dzień po zajęciu Al-Faszir RSF podały, że eliminują „ostatnie bastiony terrorystów i najemników”, i że chronią cywilów. Tego samego dnia pucołowaty mężczyzna z dredami, Al-Fateh Abdullah Idris (znany jako Abu Lulu), opublikował w sieci nagranie, w którym oznajmia radośnie, że zabił ponad 2 tys. ludzi.

Kilka dni potem RSF podały, że Abu Lulu jest aresztowany i trwa śledztwo. Oraz że nie był on częścią RSF, lecz dowodził „siłami koalicyjnymi”. To stara taktyka: w ten sposób RSF już wcześniej próbowały dystansować się od zbrodni, o które je oskarżano. Tymczasem z analizy kolejnych zdjęć satelitarnych wynika, że w Al-Faszir powstają masowe groby.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 46/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Dramat Sudanu