Domy złe

ANNA KRAWCZAK, badaczka dzieciństwa, matka: Traktujemy prawa dziecka na serio, gdy otwierana jest szkoła im. Janusza Korczaka albo Jana Pawła II. Bardzo lubimy ich cytować. Ale dzieci zdradzamy.

Reklama

Domy złe

Domy złe

11.01.2021
Czyta się kilka minut
ANNA KRAWCZAK, badaczka dzieciństwa, matka: Traktujemy prawa dziecka na serio, gdy otwierana jest szkoła im. Janusza Korczaka albo Jana Pawła II. Bardzo lubimy ich cytować. Ale dzieci zdradzamy.
ARKADIUSZ ZIÓŁEK / EAST NEWS
P

PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: Myślała Pani, co by z nimi było…

ANNA KRAWCZAK: ...gdyby trafiły do domu dziecka? Tysiące razy.

Co?

Przepadłyby. Zwłaszcza dla mojej córeczki to byłby koniec.

Od 1 stycznia dużych domów dziecka miało już nie być.

Miały być tylko te dla maksymalnie czternaściorga dzieci. Ale ten standard udało się osiągnąć 70 proc. placówek.

Domy dziecka, do których jeszcze wrócimy, to wrzód na systemie. Rzecz w tym, że to, co uchodzi za jego zdrową tkankę, też jest przeżarte chorobą. Pokazuje to Pani historia.

Opowiem ją panu, ale pod jednym warunkiem: bezwzględnej ochrony moich dzieci i rodziny. Tak jak czynię to jako ­antropolożka Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem UW: czerpię z własnych doświadczeń, ale tylko gdy mogę sobie na to pozwolić. Albo w formie tzw. fikcyjnej autoetnografii:...

21038

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Nie lubię czytać takich rzeczy. Mam znajomych, trochę starsi ode mnie. Byli właścicielami kilkunastu hektarowego gospodarstwa, tak sobie prosperowali. Urodziło im się dwóch synów, niestety obaj byli głucho niemi. Wszystko poszło w kąt i cała uwaga skupiła się na nich. Jak to się zaczęło to nie wiem, ale zostali rodziną zastępcza, taką tymczasowa. Spotkałem Ją w przychodni z małą, może dwuletnią dziewczynka, wczepioną w nią niczym kleszcz. Mówi mi, że tak ma już od tygodnia, nie może jej oderwać, nie ma się nawet jak umyć. Wcale jej nie uwierzyłem. Znajoma pielęgniarka w recepcji potwierdza, wiesz, mówi, pewnie kolejnego dzieciaka adoptuje, a już ich adoptowali czwórkę. Gospodarstwo po kawałku wyprzedają z ziemi, oborę zamienili na mieszkania dla dzieci już pełnoletnich, bo zostali rodzinnym domem dziecka. Mieszka z nimi , w tych mieszkaniach po oborze kilku dorosłych wychowanków ze swymi już normalnymi rodzinami. Takich rodzinnych domów dziecka w okolicy były trzy, chyba żaden już nie działa, wielu dorosłych wychowanków mieszka w okolicy. Osoby, które te domy prowadziły, są dość mocno styrane życiem, ale ciągle pomagają swym podopiecznym. Rozmawialiśmy kiedyś z żona, czy zdecydowalibyśmy się na tego typu "działalność" żona bardzo chętnie zorganizowała by w naszym domu przedszkole, żłobek, to nawet jej takie ciche marzenie, ale taką opieką tymczasowa dla odebranych dzieci to absolutnie nie. Wielki szacunek dla tych co się na to decydują.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]