Reklama

Dobry kardynał Franciszek

Dobry kardynał Franciszek

02.08.2016
Czyta się kilka minut
W tych dniach, kiedy Kraków kipiał radosną obecnością młodych, kardynał Franciszek, otoczony szpitalną ciszą, umierał.
Kard. Franciszek Macharski / fot. Reporter
Kard. Franciszek Macharski / fot. Reporter
M

Mówiło się w Krakowie, że kardynał Wojtyła przygotowuje księdza Franciszka Macharskiego na swojego następcę. Czy tak rzeczywiście było? nie wiem. Wszyscy jednak wiemy, że następcą na krakowskiej stolicy arcybiskupiej go mianował. Następca nie miał łatwo. Mankamentem nowego arcybiskupa było to, że… nie był Wojtyłą. On sam musiał być pod dużą presją psychiczną, bo początkowo nawet w sposobie mówienia (podświadomie) naśladował wielkiego poprzednika. Jednak  nie próbował być Wojtyłą. Był sobą.

Doskonale znał Kraków i różne mikrokosmosy tego miasta. Wiedział kto tu jest kto i pilnie tę wiedzę uzupełniał. To było jego miasto. Lubił, także jako kardynał, chodzić po Krakowie incognito (choć często rozpoznawany przez przechodniów) bez insygniów arcybiskupich. w ciemnej kurtce i nieco staroświeckim berecie. Wspierał wtedy różnych biedaków, zawsze starszego pana, siedzącego na chodniku u wylotu Sławkowskiej przy Rynku, i grającego na ustnej harmonijce. Mówił: „ten przynajmniej coś robi”.

Bóg obdarzył Franciszka przenikliwą inteligencją oraz znakomitym, autoironicznym  poczuciem humoru. Kiedyś mi się zwierzył: „gdybym miał suspendować bredzących na ambonie,  musiałbym suspendować wszystkich a na końcu siebie”. Taki żart, bo w gruncie rzeczy wcale nie uważał, że wszyscy bredzą. Umiał doceniać ludzi wartościowych, lecz nie było mowy, żeby się dał nabrać na pozory. Nieprzeciętna inteligencja nie zawsze mu życie ułatwiała: gdy miał podjąć jakąś ważną decyzję, natychmiast widział wszystkie możliwe jej negatywne skutki. Czasem ta przenikliwość musiała,  przy podejmowaniu decyzji, działać paraliżująco.

Mówił mądre kazania, dzielił się tym, czym sam żył. Niekiedy wygłaszał je tak cicho, że fragmentami był ledwo słyszalny. Zdarzało się to także w rozmowie. Zresztą rozmowa z nim wymagała napiętej uwagi, bo często robił aluzje do czegoś, co nie zawsze było dla rozmówcy znane i zrozumiałe. Ja wtedy zawsze prosiłem o wyjaśnienie. I wyjaśniał.

Należał do ludzi, którzy nie tyle mówią, co myślą, lecz myślą, co mówią. Kiedyś przeprowadzałem z nim wywiad. Najpierw, przy wyłączonym magnetofonie, porozmawialiśmy o materii wywiadu. Ta rozmowa, gdybym ją opublikował,  byłaby niemal sensacyjna. Niestety, wywiad, który nagrałem i spisałem z taśmy był – jak się mówi –wyważony.

Jego listy pasterskie były tak zwięzłe, że proboszczowie nie wiedzieli, czy dołączyć je do ogłoszeń parafialnych, czy – jak listy Episkopatu - odczytywać zamiast homilii. Pisał w nich tylko to, o czym chciał napisać, bez pobożnych ozdób i budujących banałów.

Był człowiekiem wiary i modlitwy. Wierzył – choć rzadko o tym mówił -  że uleczenie (w 1992) z nowotworu jelita grubego (odmówił stosowania chemioterapii) zawdzięcza wstawiennictwu św. siostry Faustyny), Może dlatego z taką pasją się zaangażował w budowę bazyliki w Łagiewnikach.  Hasłem biskupim Franciszka Macharskiego było „Jezu ufam Tobie”.

Był człowiekiem dobrym. Ktoś, kto się kiedyś znalazł w szpitalu w tym samym czasie, co on,  opowiadał mi, jak arcybiskup – pacjent już chodzący – posługiwał innym chorym, jak podawał, kiedy było trzeba, kaczkę albo basen. Dla niego było to oczywiste.

 W tych dniach, kiedy Kraków kipiał radosną obecnością młodych, kardynał Franciszek, otoczony szpitalną ciszą, umierał. Papież Franciszek o nim pamiętał. Dzięki Papieżowi nasz odchodzący Arcybiskup Emeryt, był obecny.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

gdy po nudnych przemówieniach państwowych powitał Jana Pawła, podczas jednej z pielgrzymek, słowami pełnymi prostoty: Witaj Gospodarzu. To wystarczyło.

Bo komu przypadnie to co przygotował? Czyli spadek. Nauczycielu powiedz mojemu bratu, aby podzielił się ze mną spadkiem. Tylko, że w grece jest tam "dziedzictwem". To słowo kieruje z kolei bezpośrednio do Lb 26,55: Kraj ma być dzielony losem, a dziedzictwo mają otrzymać wg liczby imion w rodach. Czy można dokonać podziału wg tak krótkiej wskazówki? Z dodatkowym utrudnieniem że pierworodny otrzymuje podwójną porcję?

Sapieha, Wojtyła, Macharski ...

D, R i W. W był pierworodnym, ale umarł i nie żyje. D ma dwóch synów: D1 i D2. Syn D1 ma jednego syna D1a, zaś syn D2 ma trzech synów: D2a, D2b, D2c. Syn R ma dwóch synów: R1 i R2. Ci z kolei mają po jednym synu każdy. R1a i R2a. -----> Zauważyłem, że ks. Adam ma bardzo podobne rysy do Kardynała.

Oso Azjatycka..........

Czy wnuki D i R otrzymają równe porcje dziedzictwa czy też nierówne. A jeżeli nierówne, to jakie? Bo np. jeśli synowie D1 i D2 otrzymają równe porcje, to synowie D2 czyli D2a, D2b i D2c otrzymają każdy po jednej trzeciej porcji D2.

Może rozwiązać matematyk albo rabin.Najlepiej dwa w jednym.

można by na tym forum znaleźć, przynajmniej z nicka :) Zatem poczekajmy, może ktoś rozwikła tą zagadkę. Przy dociekaniu przyda się kontekst Ks. Lb. Izraelici byli wtedy o krok przed wejściem do Ziemi Obiecanej. Czyli po wędrówce po pustyni. Co oznacza, że bracia którzy wyszli z Egiptu poginęli na pustyni. W grę wchodzą więc wnuki.

Daj spokój z tą matematyką, wakacje są. Ja elementarz i zeszyty do polskiego i matematyki schowałem na czas wakacji. Idź na plażę, nad rzekę nie idź bo można się utopić... No chyba że na pustyni mieszkasz, to tylko wanna. :)))

Pięciu Żydów gra w pokera. Mejerowicz w jednym rozdaniu traci 500 dolarów, wstaje, chwyta się w szoku za pierś i pada martwy na podłogę. Pozostali kontynuują grę na stojąco, dla okazania szacunku swojemu kumplowi. Po zakończonej grze jeden wstaje i mówi: - Kto pójdzie i powie żonie Mejerowicza? Losują, ciągnąć patyki. Nordchaim, który zawsze przegrywa, wyciąga najkrótszy. Koledzy instruują go, aby był delikatny i dyskretny, aby nie pogorszać sytuacji. - Dyskretny? mówi Nordchaim. Jestem mistrzem dyskrecji i dyplomacji, zaufajcie mi. Idzie do domu Mejerowiczów, puka do drzwi, otwiera żona Mejerowicza i pyta się czego chce. - Twój mąż stracił właśnie 500 dolarów i boi się wrócić do domu. Żona wzburzona mówi: - Powiedz mu, niech się żywy nie pokazuje w domu! Żeby tak padł martwy, łajdak... - Tak mu powiem. ------> Tak zrobię :))

Dobre, fajniste, a ile tragizmu. Ja też padam... ze śmiechu :))))

Czy red. Senior nie mógłby załatwić jakichś darmowych prenumerat dla stałych komentatorów? Np. dla Kaliny 16, ps. "Cięty język" lub Huginmunina czy Dru? Przecież to im portal zawdzięcza czasami jakikolwiek ruch :)

ruch jest taki "akurat" :)

to może przesadziłem, ale może chociaż 7 darmowych odsłon po zalogowaniu :)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]