Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Dobra czarownica

Dobra czarownica

04.02.2013
Czyta się kilka minut
Pięć milionów koron szwedzkich, czyli blisko dwa i pół miliona złotych, tyle wynosi Astrid Lindgren Memorial Award (ALMA), najbardziej prestiżowa nagroda literacka dla twórców dziecięcych (za całokształt), finansowana przez rząd Szwecji.
W

Werdykt ogłaszany jest każdej wiosny podczas Światowych Targów Książki dla Dzieci w Bolonii. Piątka z sześcioma zerami działa na wyobraźnię – uroczystość ogłoszenia laureatki/laureata zawsze gromadzi na Targach tłum dziennikarzy i wydawców.

W roku ubiegłym była nas, Polaków, w Bolonii spora grupa. Wszyscy oczekiwaliśmy w tłoku na werdykt. Kiedy padło nazwisko nagrodzonego, zapanowała konsternacja – dla większości z nas brzmiało ono kompletnie obco. I tylko Dwie Siostry (których jest trzy) zaczęły piszczeć i przybijać piątkę, bo podówczas miały już zakupioną i przetłumaczoną książkę siedemdziesięcioletniego laureata, Guusa Kuijera.

Dwie Siostry zaklepały tytuł, ale zwlekały z decyzją o publikacji – holenderski autor wydawał się odważny, być może zbyt odważny dla polskich czytelników. Nagroda rozstrzygnęła wątpliwości. I oto mamy „Książkę wszystkich rzeczy” po polsku.

Jej akcja toczy się w Holandii, w roku 1951. Dziewięcioletni Thomas jest wrażliwcem i marzycielem – widzi rzeczy, których inni nie dostrzegają. Jego fantazje materializują się na krótką chwilę, po czym znikają. Thomas postanawia spisywać wszystko, co mu się przydarza – to właśnie „książka wszystkich rzeczy”.

Chłopiec jest osamotniony – w domu panuje surowa, dewocyjna reguła, egzekwowana przez ojca. Matka jest wylękniona i bezsilna, a nastoletnia siostra wydaje się chłopcu „głupia jak but”. Przypadek sprawia, że Thomas trafia do domu sąsiadki – wojennej wdowy, pani Van Amersfoort, która ma zagracone mieszkanie, czarnego kota i nazywana jest „czarownicą”. W istocie, sąsiadka zdaje się czytać w myślach chłopca i zna wszystkie jego głęboko skrywane sekrety.

„– Teraz moja kolej – oznajmiła pani Van Amersfoort. – Dziwne pytanie. Oto ono. Thomas, czy w domu czasem cię biją?
Thomas ze strachu poczuł skurcz w żołądku, jakby dostał kopniaka w brzuch.
– Mnieeee? – wykrzyknął. – Oczywiście, że nie!
Myślał: »Ja czasem dostaję lanie, ale to mamę biją«. Chciał powiedzieć: »Mamę – to ją biją«, ale słowa uwięzły mu w gardle”.

Pani Van Amersfoort pożycza chłopcu książki i pozwala słuchać muzyki z gramofonu, a czarny kot daje się głaskać i przyjemnie grzeje kolana chłopca. Ale ojciec Thomasa nie pochwala tych wizyt ani „pogańskich”, błahych lektur, jakie syn przynosi od sąsiadki. Toteż odwiedziny u wdowy muszą pozostać tajemnicą.

Matka i siostra Thomasa nie potrafią oprzeć się dyktatowi ojca – potężnego faceta, który egzekwuje posłuszeństwo pięścią, niczym karykatura Wszechmogącego Stwórcy. Karom towarzyszą upokarzające, przemocowe rytuały. Opór kobiet przybiera postać uników, małych kłamstw, bezsilnej perswazji, niekiedy błazenady. Do czasu.

Do wymówienia posłuszeństwa ośmiela je desperacja małego Thomasa, który próbuje opamiętać ojca za pomocą zapożyczonych z Biblii „plag egipskich”.

„To był on. Mężczyzna wielki jak dąb stanął w drzwiach. Podszedł do Thomasa i wyciągnął rękę. Thomas podał mu warząchew. Mężczyzna usiadł na stołeczku obok łóżka. Nic nie mówił. Nie musiał, bo Thomas dobrze wiedział, co robić. Spuścił spodnie. Potem majtki. Położył się na kolanach ojca, pupą do góry.
Zaczęło się lanie. Drewniana łyżka świstała w powietrzu.
Bach!
Ból przecinał mu skórę jak nóż.
Bach!
Z początku Thomas nie myślał o niczym, ale po trzecim uderzeniu w jego głowie zaczęły się pojawiać słowa.
Bach! / »Bóg...« / Bach! / »strasznie...« / Bach! / »go...« / Bach! / »ukarze...« / Bach! / »i...« / Bach! / »ześle...« / »na...« / Bach! / »niego...« / Bach! / »wszystkie...« / Bach! / »plagi...« / Bach! / »egipskie...« / Bach! / »bo...« / Bach! / »uderzył...« / Bach! / »mamę«.
Zdanie się skończyło, ale lanie – nie. Przez chwilę miał w głowie pustkę. Ale nagle pojawiły się słowa – straszne słowa, które nigdy wcześniej nie przyszły mu na myśl:
Bach! / »Bóg...« / Bach! / »nie...« / Bach! / »istnieje...« / Bach! / »Bóg...« / Bach! / »nie...« / Bach! / »istnieje...«.
Kiedy lanie wreszcie się skończyło, a on naciągnął majtki i spodnie na płonące pośladki, wiedział, że Bóg Ojciec został z niego raz na zawsze wybity.
– Miłościwy Panie – powiedział ojciec. – Powtórz.
– Miłościwy Panie – powtórzył Thomas.
– Nie wódź nas na pokuszenie – powiedział ojciec.
– Nie wódź nas na pokuszenie – powtórzył Thomas.
– Zostaniesz tutaj – rozkazał ojciec – i powtórzysz to zdanie, jak należy, sto razy, a potem zejdziesz na dół.
Z łoskotem schodził po schodach. Łup, łup”.

Pomimo dramatyzmu tej sceny, książka nie jest prostackim emocjonalnym szantażem. Autor portretuje swoich bohaterów uważnie, wystrzega się tabloidowych klisz. Ojciec Thomasa, świecki mnich w urzędniczych zarękawkach, łaknie porządku i szacunku. Świat wydaje mu się piekłem pokus, grzechu i zamętu. Bezradny tyran, nieumiejący uporać się z własnymi kompleksami, w dewocji i rygoryzmie moralnym szuka upragnionego ładu, porządkującego wzoru, w którym zazna – jakoby – spokoju. Zostaje zatem groteskowym generałem żony i dwojga dzieci, których pobożną (bezbożną?) musztrą wdraża do dyscypliny. A kiedy domowi szeregowcy nie wykonują rozkazów z żądaną skwapliwością, przywołuje ich do porządku pięścią, w imieniu i w domniemanym interesie Miłościwego Stwórcy. Słowo „miłościwy” nabiera tym samym prześmiewczej, gorzkiej wymowy. Wszechwładny w domu, ojciec Thomasa jest zarazem potulnym petentem grzesznego świata, którym tak pogardza. Respektuje szarże i instytucje, zachowując na użytek domowy wyniosłe poczucie moralnej wyższości. Ponadto jest bezsilny wobec śmiechu, dezynwoltury, beztroski i dosadnej cielesności, bo dawno wyparł je z głowy i w swoich świętych kodeksach nie znajduje żadnej podpowiedzi, jak sobie z nimi radzić.

Paradoksalnie to nie ten „święty mąż” wydaje się prawdziwym mędrcem, ale mały Thomas – wrażliwiec, wyposażony w intuicję, współczucie i niezawodny kompas: DOBRO. Brakuje mu jedynie odwagi, ale tę otrzymuje od „czarownicy”, pani Van Amersfoort.

„– Kim właściwie chciałbyś zostać?
– Szczęśliwym – odpowiedział Thomas.
– Jak dorosnę, zostanę szczęśliwym.
Pani Amersfoort zaskoczona obróciła się do Thomasa. Popatrzyła na niego ze śmiechem i oznajmiła:
– To cholernie dobry pomysł. A wiesz, kiedy zaczyna się szczęście? Wtedy, kiedy człowiek przestaje się bać”.

Jeśliby przeprowadzić bezduszną „sekcję” tej książki (a „prosektorów literatury” nigdy nie brak), to mamy tu długą listę zainfekowanych organów. Literaturopatologom podsuwam poręczną ściągę:

Autor:

– podważa (niepodważalny) autorytet rodziców

– opisuje erozję więzi rodzinnych

– krytykuje żarliwą religijność

– przyzwala na dziecięcą niesubordynację feminizuje

– propaguje relatywizm moralny.

Dlaczego zatem nasz pacjent, poddany sekcji, ma rumiane policzki i wygląda tak zdrowo? Ano dlatego, że jest to kawał świetnej literatury, odpornej na rozbiór anatomiczny, logiczny, gramatyczny i idiotyczny. Literatury, która porusza do trzewi; pyta, a nie odpowiada; portretuje, a nie ocenia.

„Książka wszystkich rzeczy”, oprócz tego, że arcyciekawa, napisana inteligentnie i prosto, ma tę rzadką, kapitalną cechę – jest pocieszycielką, opoką, etycznym know-how dla młodego czytelnika. A mając te wszystkie zalety, nie mądrzy się i nie ględzi, nie łaje i nie moralizuje. Jest jak „dobra czarownica” – mądra, niezawodna, pomocna.

Guus Kuijer, Książka wszystkich rzeczy przeł. Jadwiga Jędryas, Warszawa 2012, Dwie Siostry.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]