Dlaczego Donald Trump nie potrafi nazwać zła po imieniu

W Stanach Zjednoczonych nie ustaje ferment po tym, jak w Charlottesville w Wirginii, podczas demonstracji tzw. białych suprematystów, czyli apologetów wyższości białej rasy, w kontrdemonstrantów wjechał samochód.
Czyta się kilka minut
Prezydent USA podczas rozmowy z prasą o wydarzeniach w Charlottesville, Nowy Jork, 15 sierpnia 2017 r.

Zginęła 32-letnia Heather Heyer, a rannych zostało ponad 20 osób. Sprawcą zamachu jest 20-letni James Alex Fields Jr., sympatyk radykalnej prawicy. Zamieszki rozpoczęły się od manifestacji różnych, często uzbrojonych grup: przedstawicieli Ku Klux Klanu, neonazistów i amerykańskich nacjonalistów przeciwko usunięciu z jednego z miejscowych parków pomnika gen. Roberta E. Lee, dowódcy armii Konfederatów podczas wojny secesyjnej. 

Ferment nie ustaje, ponieważ prezydent Donald Trump ma problem z jednoznacznym potępieniem odpowiedzialnych za przemoc. Więcej: zdaje się nie rozumieć całej sytuacji. W dniu zamachu powiedział, że winę ponosi „wiele stron”. Następnego dnia Biały Dom wysłał informację prasową, jednak nie podpisaną przez prezydenta, że winę ponosi także Ku Klux Klan, neonaziści i biali suprematyści. W poniedziałek Trump w kilku słowach potępił rasizm. Potem jednak zatweetował, że wszystkiemu winne są złe i kłamliwe media. A na koniec wycofał się rakiem z potępienia rasistów i narodowców, oznajmiając, że „winne są dwie strony konfliktu”.

Wygląda na to, że Trump nie chce nazwać rasizmu po imieniu, ponieważ wydaje mu się, że biali suprematyści to trzon jego elektoratu. Popełnia przy tym ogromny błąd poznawczy. Kilkadziesiąt milionów ludzi na pewno nie sympatyzuje z grupkami ekstremistów. Ale konfuzja, w jakiej znalazł się prezydent, ściąga na niego coraz większe kłopoty. Ciągła żonglerka oskarżeniami pod adresem „kłamliwych mediów” oraz „różnych stron sporu” generuje jeszcze większe zainteresowanie dziennikarzy. Ameryka i cały świat patrzą na człowieka, który ewidentnie nie potrafi odróżnić dobra od zła i we właściwych słowach nazwać tego ostatniego.

Ostatnim prezydentem który miał kłopot z rasizmem, był George Bush Jr. – gdy rząd zlekceważył akcję ratunkową po tym, jak huragan Katrina uderzył w Nowy Orlean (miasto zamieszkiwali głównie ubodzy Afroamerykanie). Bush musiał się zmierzyć z oskarżeniami o uprzedzenia rasowe i klasowe. Po Katrinie mocno spadło zaufanie do prezydenta, a rok później Republikanie przegrali z kretesem wybory do Kongresu. Ale porównywanie problemu Busha z problemem Trumpa jest poza jakąkolwiek dyskusją. Ten pierwszy nigdy w życiu nie flirtowałby z Ku Klux Klanem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”