Dotarła do mnie wiadomość o zamiarach wydania nowej, zremiksowanej wersji nieco zapomnianej piosenki żartobliwie awangardowego zespołu Kury. „Telekomunikacja” z 2001 r. doczekała się niespodziewanego drugiego życia za sprawą gier online’owych na silniku Mugen, ale ta sława, choć globalna, pozostaje niszowa.
Informacja o reedycji właśnie tego utworu wzbudziła we mnie jednak przede wszystkim myśli cokolwiek listopadowe, bo o przemijaniu. Dotyczy on bowiem nie tylko udręk (według podmiotu lirycznego) towarzyszących korzystaniu z usług nieistniejącej już przecież firmy Telekomunikacja Polska S.A., ale także technologii, z którą coraz rzadziej mamy do czynienia, czyli telefonii stacjonarnej. Czy współczesny słuchacz młodszej generacji będzie wiedzieć, o co chodzi?
A może tekst okaże się emanować frapującą tajemnicą, jak to bywa z zagadkowymi słowami dotyczącymi przedmiotów, które niepostrzeżenie wyszły z użytku: z „peronówkami” Starego Dobrego Małżeństwa albo „książeczką docelową” Kabaretu Starszych Panów?

O powrocie „Telekomunikacji” dowiedziałam się mniej więcej w tym samym czasie, co o końcu komunikatora Skype. Końcu, który był do przewidzenia, od kiedy usługę kupił Microsoft. Ostatecznie po to duzi wykupują mniejszych. Skype ma zostać wyłączony już niebawem i teraz użytkowników czeka migracja do Microsoft Teams, co może się wielu podobać lub nie. Częściowo chodzi oczywiście o siłę przyzwyczajenia, o wygodę, o zakres funkcji. Ale być może także o specyficznego „ducha oprogramowania”.
Powszechnie stosowane urządzenia, systemy i aplikacje wielu użytkowników jest skłonnych obdarzać specyficznym rodzajem „duszy”, co wśród badaczy nowych technologii nazywa się technoanimizmem. A może niekoniecznie duszy, lecz – mówiąc nieco ezoterycznie – aury, elementu, który nie został przewidziany przez konstruktorów, lecz jakby wyłonił się sam i odpowiada za emocjonalną więź, która powstaje na linii maszyna czy kod a człowiek. Na tę aurę składają się zapewne okoliczności rozpowszechnienia danego rozwiązania, jego – czasem niezaplanowane pierwotnie – zastosowanie, reakcje na elementy interfejsu, estetykę, logo, charakterystyczny dźwięk. To sprawia, że „zaprzyjaźniamy się” z aplikacją, nadajemy imiona naszym komputerom, przywiązujemy się do systemów operacyjnych i tęsknimy za Windowsem XP, a niektórych programów wstyd nam używać, nawet jeśli są użyteczne.
Skype powstał w specyficznym momencie. Estończycy wypuścili ten program kilka lat po powstaniu piosenki „Telekomunikacja”, gdy połączenia międzynarodowe sporo kosztowały, a do tego trzeba było jeszcze często płacić za nie w specjalnym punkcie i czekać tam na swoją kolej. W czasach wielkich europejskich migracji zarobkowych prosta i darmowa rozmowa przez komputer była rozwiązaniem rewolucyjnym. Na pewno muszą pamiętać to krakowianie, którzy ustawiali się w kolejki w punkcie rozmów międzynarodowych przy placu Wszystkich Świętych, by pogadać za niemałą kwotę z pracującym za granicą bliskim. Skype’owi udało się wtedy skutecznie skurczyć świat.
Na dobre i na złe: łatwość połączenia przyczyniła się też do wymuszenia większej dostępności o dowolnej porze. Dobrze ukazał tę niejednoznaczność amerykański kompozytor James Ferraro; w 2011 r. wydał płytę „Far Side Virtual”, w której sklejając rozmaite odgłosy naszego cyfrowego otoczenia, dżingle, melodyjki midi, sygnały – wydobywał z tych nieszkodliwych dźwięków coś niepokojącego i dystopijnego. Wśród składowych tej obłej dźwiękosfery znalazł się i sygnał Skype’a. Ale mimo wszystko prostota i przystępność tego rozwiązania sprawiała, że wielu użytkowników wolałoby je od „przymusowo dobrowolnej” migracji do MS Teams. A przynajmniej wybrałaby do rozmowy na przykład z babcią. Ten program bowiem, choć używany powszechnie, cieszy się wyjątkowo złą sławą („nienawiść do Teams” to temat intensywnie i od lat dyskutowany w internecie). Nie tylko ze względu na techniczne defekty, lecz też fakt, że kojarzy się z pracą, pracą wylewającą się na życie prywatne i pochłaniającą je w całości, z korporacyjną atmosferą zjadającą twój dom i wymuszającą w nim bezwzględną efektywność.
Jest jeszcze jeden ważny element. Skype przez lata był dumą Estonii i świadectwem innowacyjności „nowej Europy”. Teraz wiara w pragmatyczny globalizm i to, że „i tak wszyscy będziemy korzystać z usług big techów”, spotyka się z całkowicie uzasadnionym i zasłużonym sceptycyzmem. Warto zatem tym bardziej pamiętać o śp. Skypie, im bardziej trzeba będzie powtarzać sobie, że Europa potrafi.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















