Leży na kanapie w salonie i z zamkniętymi oczami słucha radia. Najpierw grała muzyka, potem były wiadomości dla kierowców, teraz jest serwis informacyjny. R. słucha, jak Rosja negocjuje z Rosją, jak jedna Rosja nieustannie podbija stawkę, a druga Rosja się zgadza, ale to nie rozwiązuje sprawy, bo zaraz pojawiają się nowe żądania i ta druga Rosja musi pójść do Ukrainy i jej to zakomunikować, a potem wraca do pierwszej Rosji z czymś albo z niczym, a najczęściej z czymś, co okazuje się niczym, bo już pojawiły się nowe żądania, i tak w kółko.
Wszyscy wydają się tym zmęczeni i zniechęceni, ale kółko wciąż się kręci, bo określenie „wszyscy” nie obejmuje pierwszej Rosji, która jest cierpliwa, dobrze przygotowana i wcale nie zależy jej na tym, żeby szybko znaleźć rozwiązanie. „Gdzie jest Ameryka?”, pyta w głowie R. jakiś głos, ale nie ma komu udzielić odpowiedzi, więc głos jeszcze kilka razy powtarza bezradnie to pytanie, a potem milknie.
R. podnosi się i przełącza radio na inną stację. Przez chwilę słucha o tym, co dzieje się w Turcji, potem o Niemczech i kłopotach nowego kanclerza, potem o jakimś kraju na Bliskim Wschodzie, którego nazwa mu umknęła, bo na chwilę przysnął. Ach, to zapewne Syria, gdzie od kilku tygodni leje się krew. Potem jest relacja z Gazy. R. przypomina sobie swoją podróż sprzed kilkunastu lat, kiedy miał jeszcze dość sił, by wsiąść do samolotu, a potem przemierzać nieklimatyzowanym samochodem rozpalone drogi Zachodniego Brzegu. Szkoda, że zrobił wtedy zaledwie kilkadziesiąt zdjęć i niczego po powrocie nie zanotował. Teraz wszystko mu się już miesza.
Znowu przełącza stację, tym razem w poszukiwaniu muzyki, która przyniesie mu ukojenie. Za oknem gromadzą się chmury, zerwał się wiatr, który zagina czubki drzew i szarpie kawałkiem folii osłaniającym drewno zebrane na opał. Kiedyś R. miał mnóstwo pomysłów na książki, ale żadnej nie napisał. Wymyślanie szło mu lepiej niż pisanie, chciał najpierw poznać świat, dopiero potem zamierzał zabrać się za jego opisywanie.
To był błąd, wie to teraz, kiedy nie ma już sił, żeby zamienić wspomnienia w słowa. Kilka razy próbował coś zapisać, ale to, co powstało, było nieciekawe: ciąg zdań, które zdawały się nie pochodzić od niego, zawierających nieoryginalne obserwacje. Nie pamiętał ani jednego imienia lub nazwiska, nie umiałby opisać żadnego człowieka, nawet gdyby widział go wciąż pod przymkniętymi powiekami.
Od kilku miesięcy ból w kręgosłupie się nasila i R. zastanawia się, czy pójść z tym do ortopedy, czy czekać cierpliwie na wizytę umówioną za kilka miesięcy. Właściwie przyzwyczaił się do bólu, nie przeszkadza mu on ani w śnie, ani w przygotowywaniu posiłków. Dokucza mu wtedy, kiedy trzeba zrobić coś wokół domu, nalać wody zwierzętom, nasypać karmy.
Chodnik zarósł trawą, ale to akurat jest przyjemne. W ciepłe dni R. wychodzi do ogrodu boso, tak jak to robił, kiedy był jeszcze dzieckiem. Chciałby mieć twardsze podeszwy stóp, bo jednak przez lata noszenia obuwia skóra na stopach zrobiła się miękka i wrażliwa.
R. dużo śpi. Lekarze mówią, że to dobrze, że wyniki ma w normie, a serce nie potrzebuje na razie wspomagania. W radiu wszystkie piosenki są albo po angielsku, albo po polsku. Czasem R. udaje się złapać jakąś czeską stację i wtedy z przyjemnością słucha tych samych wiadomości ze świata, tyle że po czesku. Podane w czeszczyźnie wydają mu się mniej groźne, jakby dotyczyły nie naszego świata, ale jakiejś odległej planety albo królestwa z baśni o Arabeli i Rumburaku.
Czy nie byłoby lepiej żyć w takiej baśni, w której nawet zło musi przestrzegać reguł? Czy musimy żyć w świecie nawracającego szaleństwa, rozprzężenia, chaosu, gdzie reguły są tylko na chwilę, a złożone obietnice nic nie znaczą?
R. leży na kanapie w salonie i myśli o tym, co zrobiłby, gdyby nagle na okolicę, w której mieszka, zaczęły spadać bomby. Czy rzuciłby się do ucieczki, zabierając ze sobą koty i psa? Nie prowadzi samochodu już tak sprawnie jak kiedyś, ale ciągle umie to robić. Więc ruszyłby na zachód? Ale dokąd? Pod jaki adres? Nie, najpewniej zostałby w domu, chyba że zacząłby się naprawdę intensywny ostrzał. Ciekawe, jaką muzykę nadawano by wtedy w radiu. Wojna wojną, ale przecież nie można emitować przez całą dobę samych obwieszczeń i ostrzeżeń. R. nagle przenosi się w wyobraźni tam, gdzie jeszcze nie był – w sam środek walk. Jest do kitu, do niczego się nie nadaje, nie umie strzelać, nie umie opatrywać ran, umie co najwyżej przygotować coś do zjedzenia.
Zaczyna padać, więc R. wyłącza radio, żeby posłuchać deszczu. Ma wrażenie, jakby cały dom wjechał do wielkiej myjni, zewsząd dobiega chlupot, strumienie wody łomocą o szyby. Nie widać jednak błysków ani nie słychać grzmotów. Zwierzęta śpią spokojnie na krzesłach. R. znów zamyka oczy. Chciałby wiedzieć, jakie plany wobec świata mają ludzie, którzy „rozdają karty”, ale na razie słucha, jak deszcz i wiatr przejmują nad nim kontrolę.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















