Czy można jeszcze ten świat oswoić?

Chwile zwątpienia przychodzą i odchodzą. Zostaje rzeczywistość, za którą trzeba brać odpowiedzialność. Chronić, opiekować się, powstrzymywać nadmierne apetyty tych, którzy chcieliby wycisnąć z niej jak najwięcej.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara

Czy można jeszcze ten świat oswoić? Poczuć się w nim jak w domu? Nie wiem. Wszystko zdaje się zmierzać w przeciwnym kierunku. Zachłanność przybiera na sile, obojętność podobnie. Wyrwać z tego, co jeszcze zostało, ile się da, nie bacząc na skutki. Wybebeszyć, spustoszyć, wyzyskać. Gromadzić, gromadzić, gromadzić. Tych, którzy przegrają w wyścigu, zostawić na poboczu drogi. Przegrany sam sobie winien. Solidarność? Może z tymi, którzy są „nasi”, ale z innymi? Oto etyka nowego świata – za którym głosują, któremu klaszczą, który witają okrzykami radości miliony. U nas też, coraz więcej. Za wielką Ameryką wielka Europa. I wielka Polska. Wszystko wielkie. Gdzie się to wszystko pomieści, jak takie wielkie będzie?

Dopadło mnie zwątpienie. No cóż. Bo to pierwszy raz? Ten świat wcale nie taki nowy, egoizm narodowy to nie jest wynalazek ani tych, ani poprzednich czasów. Tyle że dziś możliwości manipulacji tym czy innym pojęciem są znacznie większe. Pierze z rozprutych pierzyn lata, gdzie chce, i nikt nie jest w stanie go pozbierać. Jednego dnia mówisz to, drugiego tamto. Raz prawda wygląda tak, raz inaczej. Jakie znaczenie ma słowo, które dałeś? Żadnego. To tylko gra. Przecież o nic innego nie chodzi – na pewno nie o dobro narodu! – tylko o to, żeby „nasze” było na wierzchu. Musisz być roztropny. Jeśli silniejszy bije słabszego, podaj rękę silniejszemu. „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości”? Niech silniejszy dyktuje warunki, niech słaby zna swoje miejsce. To właśnie jest sprawiedliwość.

Taka etyka, taki model. Ja, ja, ja. Wielki, wielki, wielki. Jednym podpisem zmieniam los tysięcy, milionów. Nowy Napoleon – w czerwonej czapce z daszkiem. Zaroiło się od tych czapek i u nas. Ciekawe, czy zdejmą, jak się okaże, że Napoleon ich wystawił. E nie, nie zdejmą. Posadzą Napoleona za stołem, a sami kucną obok. Uśmiechnięci, szczęśliwi. W końcu wystawi czy nie wystawi, jest „nasz”, do jednej bramki gramy, w jednej drużynie. A stawką meczu – cywilizacja. Koniec z eksperymentami. Nareszcie wolność, ale taka prawdziwa. Najprawdziwsza. Wolność dla silnych. Wolność dla swoich. I żadnej litości.

Ale też, jak sobie człowiek to wszystko już powie, już to wie, już do niego dotarło – to świat nagle do niego wraca. Zza tej zasłony przeklętej, zza tej mgły, od której łzawią oczy, zza tego pierza fruwającego. Wraca świat piękny, świat-wezwanie, świat-dar. Bo nasza cywilizacja, cokolwiek by o niej mówić, na tym także wyrosła: na świadomości daru. Nie dla naszej zachłanności dostaliśmy go, ale pod opiekę. Zachłanność, owszem, pomogła nam się w nim osadzić – ale tylko dlatego, że zawsze była powściągana, równoważona, kwestionowana. Fundamentem naszej cywilizacji, powiadają mędrcy, była zdolność do rewizji, do samokrytyki i samonaprawy. Wiele zniszczyliśmy, ale nauczyliśmy się też ocalać i odbudowywać.

Byłem uczony zachwytu, byłem uczony wdzięczności. Ojciec prowadził nas na łąki, do lasu, na stawy – lekcję, jaką tam pobieraliśmy, dałoby się streścić właśnie w tych dwóch słowach. Ci, co dziś krzyczą o wielkości, a zamierzają niszczyć, zapewne nigdy takiej lekcji nie odbyli. Możliwe, że ich zapiekłość i megalomania to forma samoobrony. Albo rekompensaty. To dla nas wszystkich przestroga: jeśli nie będziemy uczyli zachwytu i wdzięczności, utorujemy drogę zachłanności i egoizmowi. Kto nie buduje, musi burzyć.

Chwile zwątpienia przychodzą i odchodzą. Zostaje rzeczywistość, za którą trzeba brać odpowiedzialność. Chronić, opiekować się, powstrzymywać nadmierne apetyty tych, którzy chcieliby wycisnąć z niej jak najwięcej. Jest czymś zdumiewającym, na jakie ogromne opory natrafia dziś chęć ochrony tego, co słabe. Weźmy przykład z ostatnich tygodni: wolność strzelania okazuje się ważniejsza od wolności chronienia. (Mówię o kilku gatunkach ptaków, które ministerstwo klimatu i środowiska chciałoby wpisać na listę gatunków pod ochroną. Kilku innych ministrów, charakterystyczne, że głównie z PSL-u, zaprotestowało.) To jakiś fenomen – wcale nie tylko polski. Jakiś atawizm, bo ja wiem? Nie sposób wytłumaczyć kotu, żeby nie polował na ptaki. Można mu to co najwyżej uniemożliwić. Czy ludziom, którzy strzelanie do tego, co bezbronne, uważają za frajdę, nie należałoby raczej utrudniać spełniania takich zachcianek, zamiast ułatwiać? Ależ nie, bo to męska przygoda, bo to sport silnych, wpływowych. Wielkich. Czy da się to zatrzymać? Mimo wszystko próbujmy. Chyba jednak jest nas więcej – nawet jeśli jesteśmy mniejsi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 8/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wielcy, więksi, najmniejsi