Reklama

Czy Bóg wybaczy nam in vitro?

Czy Bóg wybaczy nam in vitro?

02.08.2015
Czyta się kilka minut
„TP” 30/2015
P

Pragnę podziękować za numer o in vitro oraz za pokazanie, że jest to także ludzki dramat. Chcę podzielić się swoją historią – osoby wierzącej, która stanęła przed wyborem: podjąć się tej ostatniej możliwości czy zdecydować się na życie tylko we dwoje. Osoby, które są rodzicami, nie wiedzą, że bez dzieci życie obiera inny kierunek. Horyzontem osoby bezdzietnej są starość i śmierć. Świadomość pustki, wręcz panika, przychodzą, gdy lekarz mówi: „Nie ma pani szans na naturalne zajście w ciążę”. Pojawia się strach, że gdy zabraknie współmałżonka, nie zostanie nic prócz tęsknoty.
Moja historia jest pełna lekarskiej niekompetencji. Pierwsza diagnoza: „Jest pani zdrowa jak ryba”. Po wielu miesiącach starań, z kalendarzykiem w ręku i strachem przed kolejnym rozczarowaniem, próbujemy zachować resztki bliskości. W końcu zmieniamy lekarza na uznanego specjalistę, katolika, który zaleca naprotechnologię. Dalej nic. O tym, że mam „poważny problem”, dowiaduję się przypadkowo, podczas wizyty u lekarza, który chwilowo zastępuje mojego. Wychodzę z kliniki zapłakana.
Następnego dnia jedziemy do najlepszego specjalisty, który mieszka na drugim końcu Polski. Potwierdza diagnozę i mówi, że nie mamy już czasu na kolejne próby. Proponuje in vitro. Robi to taktownie, nie naciskając, nie namawiając. Tłumaczy. Wychodzimy z gabinetu w rozpaczy, dając sobie miesiąc na podjęcie decyzji. To dla nas czas ogromnych rozterek moralnych. W końcu decydujemy się. Ustalamy, że chcemy spróbować nie zostawiać żadnego zarodka, bo gotowi jesteśmy mieć jak najwięcej dzieci, a jeśli to nie będzie możliwe, podpisujemy zgodę na oddanie ich do adopcji. W międzyczasie zaczyna do nas docierać, co dzieje się w mediach. Czytamy na przykład, że pragnienie posiadania dziecka jest egoistyczną fanaberią. Dowiadujemy się, że „invitrowcy” są proaborcyjni i współkonstytuują z homoseksualistami, transwestytami i hitlerowcami kulturę śmierci. O tym, że podjęliśmy próbę in vitro, wie tylko moja mama. Boimy się, że dzieci, które powołujemy na świat, staną się obiektem szykan i będą wytykane palcami. Chodzimy z mężem do kościoła wiedząc, że nasze miejsce jest raczej w przedsionku niż z przodu przy ołtarzu. Nie przystępujemy ani do sakramentu pokuty, ani do komunii. Codziennie przepraszamy Boga, że pragnienie dziecka jest silniejsze od posłuszeństwa.
Pozostaje pytanie, co dalej z naszym miejscem we wspólnocie? Biskupi mówią o haniebnej i zbrodniczej ustawie, są gotowi nas ekskomunikować, choć większość kobiet, które spotkałam, wraca po zarodki, pragnąc kolejnych dzieci. Co więc nam – ośmiu procentom bezpłodnych par w katolickiej Polsce – pozostaje? Czy mamy już tylko odchodzić powoli w stronę śmierci, czy może Bóg nam wybaczy, że tak bardzo pragniemy życia, i pozwoli nam zostać u Siebie.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Bardzo Państwu współczuję i dziękuję za napisanie tego listu. Świadectwa osób "doświadczonych" przez in vitro są nie do przecenienia. Może przeczytają je hierarchowie, którzy tak bez opamiętania formułują swoje publiczne wypowiedzi w tej sprawie. Może przeczytają też książkę Barbary Chyrowicz pt. "Bioetyka. Anatomia sporu". Ufam, że ostudzi ona ich nierozsądny zapał w ferowaniu wyroków. Tę książkę polecam również Państwu. Mądra, obiektywna analiza problemów moralnych, szczególnie bioetycznych, upewni Was, że oprócz nieroztropnych hierarchów Kościół ma jeszcze innych robotników Pańskich, którym Wasze życie leży na sercu. Oczywiście ani książka, ani TP nie zastąpią wsparcia przyjaciół i otoczenia. Dlatego napisałem ten komentarz. Szczęść Boże.

żeby porzuciła Pani obawy o to że Bóg ją potępi - to ludzie w swoim zacietrzewieniu malują obrzydliwy obraz Boga mściciela potępiającego niewiernych (zbliżamy się do ortodoksyjnych muzułmanów). Uwiedzeni wiarą we własną moc nadużywają bożego autorytetu do realizowania swoich małych celów - gotowi są w imię rzekomych wartości podeptać człowieka, a Bóg raczej spojrzy na człowieka i to podobno z miłosierdziem. To nie Boga trzeba się bać a ludzkich wyobrażeń o Bogu. Doradzam cieszyć się macierzyństwem - ono zawsze jest wyrazem miłości Boga do człowieka
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]