Czy Bóg wybaczy nam in vitro?

„TP” 30/2015
Czyta się kilka minut

Pragnę podziękować za numer o in vitro oraz za pokazanie, że jest to także ludzki dramat. Chcę podzielić się swoją historią – osoby wierzącej, która stanęła przed wyborem: podjąć się tej ostatniej możliwości czy zdecydować się na życie tylko we dwoje. Osoby, które są rodzicami, nie wiedzą, że bez dzieci życie obiera inny kierunek. Horyzontem osoby bezdzietnej są starość i śmierć. Świadomość pustki, wręcz panika, przychodzą, gdy lekarz mówi: „Nie ma pani szans na naturalne zajście w ciążę”. Pojawia się strach, że gdy zabraknie współmałżonka, nie zostanie nic prócz tęsknoty.

Moja historia jest pełna lekarskiej niekompetencji. Pierwsza diagnoza: „Jest pani zdrowa jak ryba”. Po wielu miesiącach starań, z kalendarzykiem w ręku i strachem przed kolejnym rozczarowaniem, próbujemy zachować resztki bliskości. W końcu zmieniamy lekarza na uznanego specjalistę, katolika, który zaleca naprotechnologię. Dalej nic. O tym, że mam „poważny problem”, dowiaduję się przypadkowo, podczas wizyty u lekarza, który chwilowo zastępuje mojego. Wychodzę z kliniki zapłakana.

Następnego dnia jedziemy do najlepszego specjalisty, który mieszka na drugim końcu Polski. Potwierdza diagnozę i mówi, że nie mamy już czasu na kolejne próby. Proponuje in vitro. Robi to taktownie, nie naciskając, nie namawiając. Tłumaczy. Wychodzimy z gabinetu w rozpaczy, dając sobie miesiąc na podjęcie decyzji. To dla nas czas ogromnych rozterek moralnych. W końcu decydujemy się. Ustalamy, że chcemy spróbować nie zostawiać żadnego zarodka, bo gotowi jesteśmy mieć jak najwięcej dzieci, a jeśli to nie będzie możliwe, podpisujemy zgodę na oddanie ich do adopcji. W międzyczasie zaczyna do nas docierać, co dzieje się w mediach. Czytamy na przykład, że pragnienie posiadania dziecka jest egoistyczną fanaberią. Dowiadujemy się, że „invitrowcy” są proaborcyjni i współkonstytuują z homoseksualistami, transwestytami i hitlerowcami kulturę śmierci. O tym, że podjęliśmy próbę in vitro, wie tylko moja mama. Boimy się, że dzieci, które powołujemy na świat, staną się obiektem szykan i będą wytykane palcami. Chodzimy z mężem do kościoła wiedząc, że nasze miejsce jest raczej w przedsionku niż z przodu przy ołtarzu. Nie przystępujemy ani do sakramentu pokuty, ani do komunii. Codziennie przepraszamy Boga, że pragnienie dziecka jest silniejsze od posłuszeństwa.

Pozostaje pytanie, co dalej z naszym miejscem we wspólnocie? Biskupi mówią o haniebnej i zbrodniczej ustawie, są gotowi nas ekskomunikować, choć większość kobiet, które spotkałam, wraca po zarodki, pragnąc kolejnych dzieci. Co więc nam – ośmiu procentom bezpłodnych par w katolickiej Polsce – pozostaje? Czy mamy już tylko odchodzić powoli w stronę śmierci, czy może Bóg nam wybaczy, że tak bardzo pragniemy życia, i pozwoli nam zostać u Siebie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 32/2015