Czerwiec 1976. Protesty, które otworzył drogę do Solidarności

Nie był największym buntem w historii PRL. Ale po strajkach w Radomiu, Ursusie i Płocku wydarzyło się coś przełomowego: robotnicy i inteligencja zaczęli działać razem.
Czyta się kilka minut
Manifestanci jadący w kierunku budynku KW PZPR. Symbolem protestu stali się robotnicy poruszający się po mieście przy pomocy wózków akumulatorowych, trzymający w rękach biało-czerwone flagi. Radom, ulica 1-go Maja, 25 czerwca 1976 r.
Manifestanci jadący w kierunku budynku KW PZPR. Symbolem protestu stali się robotnicy poruszający się po mieście przy pomocy wózków akumulatorowych, trzymający w rękach biało-czerwone flagi. Radom, ulica 1-go Maja, 25 czerwca 1976 r. // Fot. Archiwum Solidarności / East News

Edward Gierek przejął władzę w PRL w dramatycznym momencie, w trakcie robotniczego buntu przeciwko podwyżce cen w grudniu 1970 r. Jego poprzednik Władysław Gomułka nakazał stłumienie siłą tego protestu. Na Wybrzeżu zginęło 45 osób, ponad tysiąc raniono. 

Dekada Gierka: kredytowy dobrobyt i jego cena

Wbrew powszechnemu przekonaniu nowy lider Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej nie zyskał natychmiastowej akceptacji społecznej. Fala strajków nie opadła, a od stycznia 1971 r. zaczęła narastać. Dużym sukcesem Gierka było wynegocjowane z robotnikami zakończenie protestu w Gdańsku i Szczecinie. Wkrótce jednak strajk powszechny ogarnął Łódź. Ceną za jego przerwanie stało się odwołanie grudniowej podwyżki. Skala niezadowolenia była tak duża, że strajki w różnych zakładach trwały jeszcze przez wiele tygodni.

Stopniowo jednak napięcie opadło. Pozytywnie przyjmowano zapowiedzi budowy „nowej Polski”, wielkich inwestycji, a także gesty takie jak zapowiedź odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie. Kluczowa jednak była odczuwalna poprawa warunków życia. Już w 1971 r. wyraźnie poprawiło się zaopatrzenie sklepów. Imponujące było tempo wzrostu płac realnych – do 1975 r. zwiększyły się one aż o 42 proc.!

Przyniosło to wyjątkową w warunkach Polski Ludowej stabilizację. Z roku na rok spadała liczba strajków. O ile w 1972 r. było ich jeszcze 118, to w kolejnym już tylko 73. Niewielki zasięg przybrały studenckie protesty przeciwko zmianie nazwy ich organizacji (w 1973 r. Związek Studentów Polskich zyskał przymiotnik „Socjalistyczny”). Jednym z niewielu przejawów istnienia środowisk opozycyjnych był List 15, w którym grupa intelektualistów domagała się praw dla Polaków w Związku Sowieckim.

Kryzys gospodarczy w PRL w połowie lat 70.

Wzrastały nie tylko płace, ale także wszystkie wskaźniki gospodarcze. Sukces ten osiągnięto jednak tylko dzięki zachodnim kredytom, chętnie udzielanym w ramach polityki odprężenia w relacjach międzynarodowych. 

Pierwszym sygnałem ostrzegawczym był kryzys naftowy. Załamanie rynku ropy naftowej po wojnie Jom Kippur (1973) skutkowało między innymi wzrostem oprocentowania pożyczek. Zmniejszyły się też możliwości eksportu. Główną przyczyną narastających problemów był jednak fakt, że nie przeprowadzono żadnej reformy niewydolnej komunistycznej gospodarki

Wpompowano w nią gigantyczne środki, co przełożyło się na krótkotrwałe ożywienie, ale gdy ustał dopływ gotówki, wzrost się załamał. Istotne znaczenie miał też fakt dosłownego „przejedzenia” części pożyczonych pieniędzy – to dzięki nim w sklepach pojawiły się importowane dobra. Listę można by ciągnąć, wspominając o nietrafionych inwestycjach czy uzależnieniu wzrostu hodowli od sprowadzanej z Zachodu paszy.

Dużą rolę odegrał też fakt utrzymywania cen na niezmienionym poziomie. Wynikało to ze strachu przed kolejnym buntem społecznym, skutkiem była jednak konieczność coraz większych dopłat do kosztów produkcji podstawowych artykułów.

List 59: pierwsze zbiorowe nieposłuszeństwo wobec PRL

W 1975 r. objawy kryzysu były już widoczne. Pogorszyło się zaopatrzenie, coraz częściej trzeba było stać w kolejkach. Gwałtownie rosły ceny na czarnym rynku, który uzupełniał braki państwowej gospodarki. Mimo to liczba strajków pozostawała na niskim poziomie, a pierwszy od lat szerszy protest nie dotyczył gospodarki.

Jesienią 1975 r. czująca się wciąż bardzo pewnie władza zapowiedziała nowelizację konstytucji PRL. Proponowane zmiany poparł zorganizowany w grudniu VII zjazd PZPR. Zapowiadano wpisanie do ustawy zasadniczej „kierowniczej roli” partii komunistycznej, „nierozerwalnej więzi” ze Związkiem Sowieckim oraz instrumentalizację praw obywatelskich, które miały „służyć interesom budownictwa socjalistycznego”.

Jeszcze przed rozpoczęciem prac sejmowej komisji pojawił się pierwszy protest, tak zwany „List 59-ciu” (ostatecznie podpisało go 66 osób). O jego wadze stanowiła lista sygnatariuszy. Obok opozycjonistów różnych pokoleń podpisało go grono wybitnych naukowców i powszechnie znani literaci, m.in. Zbigniew Herbert, Antoni Słonimski, Wisława Szymborska i Adam Zagajewski. Domagali się oni nie tylko rezygnacji z kontrowersyjnych zapisów, ale także realnego zagwarantowania wolności obywatelskich i przywrócenia należnej roli Sejmu w państwie.

W kolejnych tygodniach pojawiły się dziesiątki innych listów, indywidualnych i zbiorowych. Swoje krytyczne stanowisko przedstawił także Episkopat Polski. Protesty odniosły pewien skutek. 

Zapisu o prawach obywatelskich ostatecznie nie wprowadzono, zamiast „kierowniczej roli” pojawiło się zdanie „przewodnią siłą polityczną społeczeństwa w budowie socjalizmu jest Polska Zjednoczona Partia Robotnicza”. Również kwestia sojuszu z Moskwą została „rozmyta”. Dodano zapis mówiący o tym, że PRL „umacnia przyjaźń i współpracę ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich i innymi państwami socjalistycznymi”.

Poprawki przegłosowano 10 lutego 1976 r. niemal jednogłośnie. Jedynym wstrzymującym się od głosu był Stanisław Stomma. Ale protest przeciwko zmianom konstytucji pokazał, że narasta społeczny sprzeciw, zjednoczył również przedstawicieli różnych pokoleń i ludzi o różnych doświadczeniach i poglądach politycznych. Wkrótce miało się to okazać bardzo istotne.

Operacja „Lato-76”: jak władza szykowała się na protesty

Komunistyczna władza w tym czasie desperacko poszukiwała metody wyjścia z impasu. Jedynym narzędziem przywrócenia równowagi między podażą a popytem była podwyżka cen. Zaoszczędzone środki zamierzano skierować na dokończenie rozpoczętych inwestycji.

Kwestią dyskusyjną pozostawała skala podwyżki. Ostatecznie zdecydowano się na wariant najbardziej radykalny, forsowany przez premiera Piotra Jaroszewicza. Zakładał on m.in. wzrost cen mięsa i jego przetworów o średnio 69 proc., nabiału 64 proc., a cukru o 90 proc.

Zdawano sobie sprawę z ryzyka wybuchu protestów. Liczono jednak, że skalę sprzeciwu złagodzą działania propagandowe, popularność Gierka i planowane rekompensaty. Tuż przed podwyżką Jaroszewicz niespodziewanie podpisał kilkadziesiąt zgód na budowę nowych świątyń, pragnąc pozyskać neutralność Kościoła. Przede wszystkim stawiano jednak na aktywność aparatu bezpieczeństwa.

Operację opatrzono mało oryginalnym kryptonimem „Lato-76”. W jej ramach zmobilizowano znaczące siły do rozpraszania ewentualnych manifestacji. Pamiętając o tragicznym doświadczeniu Grudnia’70, nie wyposażono ich w broń palną. Przygotowano za to 91 armatek wodnych, 36 samochodów z wyrzutniami gazu łzawiącego i kilka tysięcy wyrzutni ręcznych. 

Transport samochodowy i lotniczy zapewniło wojsko. 1570 osób, które podejrzewano o to, że mogą zainicjować protest, powołano na rzekome „ćwiczenia wojskowe”. Przygotowano plany obrony kluczowych obiektów, nasilono pracę operacyjną SB, by w porę dostarczyć informacje o niepokojach, zorganizowano grupy śledcze i ustalono zasady prowadzenia przyspieszonych postępowań karnych. 

Mimo prowadzenia tych działań w głębokiej tajemnicy, społeczeństwo dobrze odczytało zamiary władz. Już kilka dni przed operacją odnotowano masowe wykupywanie towarów w sklepach.

25 czerwca 1976: strajki w Radomiu, Ursusie i Płocku

Ciężar ogłoszenia podwyżki wziął na siebie premier Jaroszewicz. W piątek 24 czerwca 1976 r. wystąpił w Sejmie, obszernie uzasadniając konieczność „regulacji cen”. Oburzenie społeczne wywołała nie tylko zaskakująca skala podwyżek, ale także rzekomo „pełne” rekompensaty. W rzeczywistości były one korzystne dla najlepiej zarabiających. Jako kpinę odebrano zapowiedź „konsultacji społecznych”. Wszyscy wiedzieli, że nowe cenniki są już w sklepach.

Reakcją były strajki. Już o 7.00 rano 25 czerwca odnotowano protesty w ponad 50 zakładach, w przeciągu dnia dołączyło do nich blisko drugie tyle przedsiębiorstw. Powszechnie domagano się wycofania podwyżki i poprawy zaopatrzenia. Najbardziej brzemienne w skutki były jednak demonstracje, do których doszło w Płocku, Radomiu i Ursusie. 

We wszystkich tych miastach inicjatorami byli robotnicy wielkich zakładów. W Płocku byli to pracownicy Petrochemii, w Ursusie tamtejszych Zakładów Mechanicznych, a w Radomiu Zakładów Metalowych im. Gen. Waltera. W Płocku doszło do kilkugodzinnych starć ulicznych, w czasie których m.in. obrzucono kamieniami gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Z kolei w Ursusie robotnicy na kilka godzin zablokowali magistralę kolejową.

Do najpoważniejszych walk ulicznych doszło w Radomiu. Także i tutaj celem demonstrantów była siedziba partii komunistycznej. Przed gmachem zgromadziło się kilka tysięcy osób. Próba rozmowy z tłumem podjęta przez jednego z działaczy partyjnych zakończyła się tylko podgrzaniem emocji. Demonstranci pojawili się też w innych punktach miasta. Symbolem protestu stali się robotnicy poruszający się po mieście przy pomocy wózków akumulatorowych, trzymający w rękach biało-czerwone flagi.

Około południa tłum wyłamał drzwi i wdarł się do budynku KW. Kolejna próba negocjacji i obietnica przekazania żądań do Warszawy nie uspokoiły sytuacji. Odnalezienie przez demonstrantów bogato zaopatrzonej partyjnej stołówki doprowadziło tłum do wściekłości. Rozpoczęto dewastację gmachu, który ostatecznie podpalono. Atakowano także siedzibę milicji i urząd wojewódzki.

W tym samym czasie do miasta pospiesznie ściągano odwody ZOMO. Podjęły one walkę z ponad 20 tysiącami demonstrantów, którzy zbudowali liczne barykady. Niestety, już na początku starć zginęły dwie osoby, zmiażdżone przez przyczepę, którą chciano wykorzystać przeciw ZOMO. W toku walk ulicznych zużyto prawie 20 tysięcy granatów z gazem łzawiącym, wykorzystano także armatki wodne. Po stronie demonstrantów używano głównie kamieni, pojawiły się także butelki z benzyną. Ostatnie starcia wygasły przed północą.

Ścieżki zdrowia i procesy: represje po Czerwcu’76

Władza skapitulowała przed protestującymi. Jeszcze 25 czerwca, w trakcie wieczornego „Dziennika telewizyjnego”, premier Jaroszewicz odwołał podwyżkę.

To bezprecedensowe ustępstwo powetowano sobie masowymi represjami. Już w noc po zamieszkach setki zatrzymanych osób brutalnie pobito. Urządzano im „ścieżki zdrowia”, zmuszając do biegu między szpalerami funkcjonariuszy uzbrojonych w pałki.

Zorganizowano także kampanię potępiającą „warchołów z Radomia i Ursusa”. Jej celem było pokazanie, cytując Gierka: „jak my ich nienawidzimy, jacy to są łajdacy”. Władzom PRL po raz ostatni udało się spędzić ludzi na wiece i zmusić do potępiania uczestników protestu, który dla dużej części społeczeństwa był uzasadniony.

Jako pierwsze wyroki wydały kolegia do spraw wykroczeń. 314 osób skazano na areszt, kilkadziesiąt ukarano grzywną. Przed sądami stanęły 272 osoby, wyroki sięgały 10 lat więzienia. Tysiące osób w całym kraju zwolniono z pracy. 18 sierpnia zmarł ks. Roman Kotlarz, prześladowany przez SB za to, że pobłogosławił protestujących robotników w Radomiu.

Narodziny KOR: droga do Solidarności

Represje wywołały falę solidarności. W wielu miejscach spontanicznie zaczęto zbierać środki dla prześladowanych. Kształtujące się środowiska opozycyjne wysyłały obserwatorów na procesy, starano się zapewnić pomoc prawną. Wspierano rodziny uwięzionych i zwolnionych z pracy.

Wkrótce narodziła się idea, by działaniom tym nadać bardziej zorganizowany charakter. 23 września 1976 r. powstał Komitet Obrony Robotników. 14 sygnatariuszy jego pierwszego apelu wzywało Polaków do „solidarności i wzajemnej pomocy”. Wkrótce potem pojawiły się pierwsze niezależne periodyki, powstawały kolejne organizacje opozycyjne. Ich założyciele podawali swoje nazwiska, przełamując panującą od dziesięcioleci barierę strachu. Przygotowywali grunt pod strajki z lata 1980 r., w których wzięli aktywny udział.

Czerwiec’76 był najkrótszym i najmniejszym pod względem skali buntem społecznym w Polsce Ludowej. Jego znaczenie nie polega jednak ani na czasie trwania, ani liczbie strajków i demonstracji. Protestujący zmusili władze do natychmiastowej kapitulacji, ukazując ich słabość. Czerwiec’76 stał się katalizatorem dla powstania nowej fali opozycji, która utorowała drogę do powstania Solidarności. Na tym polega jego historyczne znaczenie i dlatego warto pamiętać o tym proteście i jego bohaterach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Czerwcowy przełom