Czekając na zmianę

Obama czy McCain? To pytanie zadaje sobie nie tylko Ameryka, ale też jej wrogowie i sojusznicy. Także Polska: kto z tej dwójki byłby dla nas lepszy?
z Waszyngtonu
Czyta się kilka minut

Po dwóch kadencjach George’a W. Busha oczekiwanie na zmianę wydaje się jednoczyć wszystkich ze wszystkimi. Bo to, że polityka amerykańska - zarówno wewnętrzna, jak i zagraniczna - będzie musiała się zmienić, jest bezsporne.

W ciągu dwóch kadencji Busha Ameryka zmarnowała niewyobrażalny kapitał zaufania i wpływów. Choć nadal jest potęgą polityczną, gospodarczą i wojskową oraz punktem odniesienia dla milionów ludzi - widzących w niej spełnienie marzeń o wolności i demokracji - to Pax Americana należy dziś do przeszłości. Od Ameryki Łacińskiej, po Europę, Bliski Wschód i Azję - Ameryka znajduje się w defensywie. Na osąd historii i zrozumienie przyczyn takiego stanu przyjdzie jeszcze poczekać. Z pewnością nie jest to jedynie wynik błędów odchodzącego prezydenta ani też rezultat porwania sterów amerykańskiej polityki przez ludzi mających mocne poglądy na naturę świata i rolę USA.

Przyczyny zdają się leżeć znacznie głębiej i dotykać pytania o to, czym w istocie była i jest amerykańska potęga: świadomym projektem politycznym czy też wynikiem historycznych zbiegów okoliczności i geografii, którą zakwestionowało kilkunastu samobójców, uderzając w World Trade Center i Pentagon? Być może więc podstawowy grzech Busha nie polegał na jednostronnym działaniu i ideologicznym uporze, lecz na narzuceniu USA roli mocarstwa inicjującego przebudowę światowego ładu; roli, do której Ameryka i Amerykanie nie byli przygotowani i której nigdy nie chcieli pełnić.

Przyszły prezydent będzie więc musiał zacząć od naprawy imperium: od reform gospodarczych i odbudowy zaufania do polityków. Zarówno Barack Obama, jak i John McCain nie pokazali na razie, co i jak chcą zmienić, aby przywrócić Ameryce utracony blask. Może jest na to jeszcze za wcześnie, a może obaj wiedzą, że ich swoboda działania jest mocno ograniczona. Wysokie ceny benzyny i koszty nieprzemyślanych posunięć w polityce zagranicznej nie znikną z dnia na dzień. OPEC nie zrezygnuje z gigantycznych zarobków, z Iraku nie można się wycofać nawet w ciągu kilkunastu miesięcy, a opcja militarna w Iranie jest pomysłem z piekła rodem. Kolejne lata w polityce USA nie będą zatem okresem gigantycznej zmiany, lecz próbą odzyskania kontroli nad biegiem wydarzeń. Dla świata oznacza to zapewne bardziej stabilną i przewidywalną, ale wciąż relatywnie słabą Amerykę.

Warto o tym pamiętać, patrząc na Waszyngton z polskiej perspektywy. W Polsce tradycyjnie już - choć z nieznanych do końca powodów - uważa się, że Republikanie są tward­si, a Demokraci naiwni, i że stąd McCain będzie lepszym prezydentem. Probierzem jest głównie stosunek do Rosji. Myślenie takie jest nie tylko nierozsądne, ale i niepoważne. Amerykanie kierują się swymi narodowymi interesami bez względu na partyjne barwy. O nich zaś decyduje się dziś nie w Europie i nie w Rosji, ale w Azji i na Bliskim Wschodzie.

Jedyną rzeczą, której powinniśmy oczekiwać od przyszłego prezydenta USA, jest zatem robienie porządku na własnym podwórku. Inaczej świat nie stanie się bardziej bezpieczny.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2008