Cyberwojna o Biały Dom

Systemy wyborcze w wielu amerykańskich stanach stały się celem hakerów, którzy sondowali ich zabezpieczenia.
Czyta się kilka minut

Mogą to być przygotowania do działań ofensywnych” – mówił w miniony weekend Jeh Johnson, sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego USA. „W kilku przypadkach stwierdziliśmy, że wrogo nastawieni aktorzy uzyskali dostęp do systemów istotnych dla wyborów. Jak na razie nie odnotowaliśmy jednak manipulacji danymi” – zaznaczył Johnson, apelując do władz stanowych, by zwróciły się o pomoc do jego ministerstwa (jak dotąd uczyniło to 21 z 50 stanów). Organizacja wyborów prezydenckich, które odbędą się w USA 8 listopada, leży w gestii stanów; w wielu stosuje się przestarzałe systemy elektroniczne. Wcześniej, pod koniec sierpnia, celem cyberataków były spisy uprawnionych do głosowania w Arizonie i Illinois. W Arizonie cyberatak zauważono i odparto, ale w Illinois hakerzy skopiowali dane 200 tys. wyborców.

Politycy Partii Demokratycznej otwarcie oskarżają Rosję, że usiłuje wpłynąć na wynik wyborów, działając przeciw Hillary Clinton i na rzecz Donalda Trumpa. Niedawno celem cyberataków stały się serwery pocztowe Demokratów – udało się ustalić, że ataki prowadzono z Rosji. Potem, przed konwencją partyjną, platforma WikiLeaks upubliczniła 20 tys. wykradzionych maili. Doprowadziło to do dymisji w sztabie Clinton i uderzyło w jej wizerunek. Demokraci oskarżają WikiLeaks, że stała się co najmniej użytecznym narzędziem rosyjskich tajnych służb.

W amerykańskich instytucjach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo już od jakiegoś czasu narasta obawa, że działając przez hakerów, Rosja może podjąć próbę wpłynięcia na wybory – jeśli nie przez manipulowanie głosami (specjaliści twierdzą, że byłoby to technicznie trudne, także z racji wielostopniowej kontroli procedur wyborczych), to doprowadzając do zamieszania i sytuacji, w której wynik, np. rozstrzygnięty niewielką przewagą, mógłby być kwestionowany i przez wyborców Trumpa uznany za niewiarygodny. To zaś może prowadzić do osłabienia legitymacji nowego prezydenta, a nawet czasowego paraliżu władzy i ograniczenia działań USA w polityce zagranicznej. Niepokój udziela się też społeczeństwu: z niedawnego sondażu wynika, że co trzeci Amerykanin sądzi, iż wybory mogą zostać zmanipulowane.

Czy Kreml może wpłynąć na wybory w USA? „Ameryka sobie poradzi: ma do tego wszelkie narzędzia, siły i środki. Ale pod jednym warunkiem: że jej elity rządzące uznają, iż dotychczasowe reakcje na rosyjskie operacje wpływu były niewystarczające. W ostatecznym bowiem rozrachunku użycie tych sił i środków zależy od decyzji politycznej w USA” – mówiła niedawno w rozmowie z „TP” (nr 37) Jolanta Darczewska z OSW, specjalistka od rosyjskiej „wojny informacyjnej”. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2016