Reklama

Broń masowego cyberrażenia

Broń masowego cyberrażenia

16.01.2017
Czyta się kilka minut
W przestrzeni informacyjnej trwa cyfrowy wyścig zbrojeń. Układ sił jest tu inny niż kiedyś: Europa zaspała, w odróżnieniu od Rosji i Chin. Tymczasem cyberwojna zagraża już demokracji.
„Cyfrowy Koń Trojański” – fragment instalacji na otwarciu corocznej konferencji Cyberweek na Uniwersytecie w Tel Awiwie, Izrael, czerwiec 2016 r. Fot. Amir Cohen / REUTERS / FORUM
K

Kiedy w piątek, 20 stycznia, Donald J. Trump położy dłoń na Biblii, by złożyć prezydencką przysięgę, politycy – amerykańscy i światowi – będą mieli „z tyłu głowy” dwa inne, o wiele cieńsze dokumenty. Raporty opublikowane w ostatnich dniach prezydentury Obamy, które rzuciły cień na prezydenturę Trumpa, zanim ta jeszcze w ogóle formalnie się zaczęła.

Pierwszy z nich, ujawniony tydzień wcześniej przez portal Buzzfeed News, to opracowanie sporządzone przez byłego agenta brytyjskiego wywiadu: dossier powstałe w trakcie kampanii wyborczej w USA na zlecenie jednego z przeciwników Trumpa, a punktujące jego związki z Rosją.

„Fake news”: broń obosieczna

Zarzuty tam stawiane – przyznajmy, że trudne do zweryfikowania – są największego kalibru: Kreml miał wspierać Trumpa od pięciu lat, by tworzyć podziały w zachodnich sojuszach. Miliarder miał w zamian za...

19772

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, trzymiesięczny lub roczny.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Demokracja jest martwa i już tylko symboliczna od bardzo wielu lat. O wszystkim decydowały pieniądze i media (może zamiast demokracja należało mówić szmalomediokracja?). Wystarczyło mieć pieniądze, wykupić sobie przychylność mediów i zatrudnić ekspertów od PR i "ciemny lud" kupił wszystko. Korporacyjny system finansowania dorobił wieczko do trumny z demokracją. Media jednak przestały być wiarygodne (długo na to pracowały) a rozwój technologi sprawił, że oprócz pieniędzy trzeba jeszcze dobrze wiedzieć w co je zainwestować, stare podręczniki się zdewaluowały i trzeba pisać nowe od mamienia ludu. Stare obwisłe brzuchy są z tego powodu zrozpaczone. Nowe "młode wilki" poczuły krew i nie dadzą sobie już wyrwać zdobyczy. Nawet działania w sowieckim stylu i zrzucanie wszystkiego na "złych imperialistów"(aktualnie paradoksalnie tą rolę pełnią Ruskie) nic nie dadzą.

Demokracja zawsze "jest już martwa", a istniała tylko w wyidealizowanej przeszłości - to ustrój, który ciągle się zmienia, już od czasów Aten. Problemy z "wojną w internecie": informacyjną i hakerską najmocniej zasadzają się na naszej własnej niefrasobliwości i ignorancji: no bo tak naprawdę każde zdjęcie umieszczone przez nas w internecie pozostanie tam prawdopodobnie na zawsze, każda nasza wypowiedź jest tam publiczna, a mejle czy smsy nie są do końca prywatne. Przerażające jest to, że nieświadomi tego są często członkowie aparatu państwa, czy politycy (np. afery mejlowe z USA). Czas się obudzić, bo o zagrożeniach związanych z internetem dyskutuje się już pewnie od dekad i nie jest to jakaś wiedza tajemna. Natomiast co do mediów - niestety internet przyśpieszył ich tabloidyzację, natomiast wartościowe pozycje (głównie prasa), zostały wypchnięte na margines. Istniejący kiedyś mechanizm pozwalał na większą weryfikację informacji przekazywanych, a co za tym idzie na przypadki finansowania takich mediów z zewnątrz. Dziś, kiedy większość internautów bezrefleksyjnie wierzy we wszystko co przeczyta w internecie, "ciemny lud" kupi jeszcze więcej (patrz: kampania brexitowa i hasło o dofinansowaniu systemu opieki zdrowotnej, które zostało po referendum wprost uznane za kłamstwo przez pana Farage'a). Niestety sposoby przeciwdziałania propagowaniu półprawd i ewidentnych kłamstw są trudne i wymagają wysiłku: potrzeba edukować młode pokolenia do krytycznego spojrzenia na informację, weryfikację źródeł, samemu wykazywać się dyscypliną intelektualną i nie wierzyć we wszystko, co nam podsyła algorytm portalu społecznościowego. Dzisiejsze społeczeństwa niestety nie potrafią tego, co może je sprowadzić do pionków coraz bardziej bezczelnych i bezkarnych kłamców, czego przykładem były właśnie kampanie Trumpa i "Leave". A, że inne mocarstwa być może maczają w tym palce? Przecież dzięki internetowi można być zaatakowanym przez dowolny komputer na Ziemi, witamy w globalnej wiosce. A co do "postprawdy": może ona być też bezpośrednim, fizycznym zagrożeniem dla społeczeństw, czego przykładem są np. ruchy antyszczepionkowe. Tu być może chodzi o nasze przetrwanie!

Amerykanie już wiedzą, że Rosja wspierała Trumpa w kampanii. Warto, żeby Polacy też się dowiedzieli, że Duda i PiS też były spierane w kampanii przez Rosję.

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]