Reklama

Cudzoziemskie epizody

Cudzoziemskie epizody

16.12.2008
Czyta się kilka minut
Nawet w Poznaniu mało kto wie, że w Powstaniu Wielkopolskim ramię w ramię z polskimi powstańcami walczyli także cudzoziemcy: Francuzi, Włosi, Belgowie, Holendrzy, Rosjanie, Serbowie. A nawet Chińczyk. 26 grudnia mija 90. rocznica Powstania.
Przysięga powstańczych oddziałów na poznańskim rynku. Styczeń–luty 1919 /fot. NN, zbiory Ośrodka KARTA
S

Skąd się wzięli w powstańczych szeregach? Najczęściej z obozów jenieckich istniejących na terenie Wielkopolski, które zostały opuszczone przez chroniących je niemieckich strażników po wybuchu rewolucji w Niemczech jesienią 1918 r. Gdy zaczęło się Powstanie Wielkopolskie, część jeńców pozostałych na poznańskiej ziemi zasiliła jego szeregi - zamiast wracać do swoich ojczyzn.

Pośród najbardziej egzotycznych powstańców, którzy chwycili wtedy za broń i  dzielnie walczyli o wolną Polskę, był czarnoskóry żołnierz oraz Chińczyk.

Pierwszy z nich, Sam Sandi, trafił tu właśnie jako jeniec - i jak wielu jemu podobnych w grudniu 1918 r. przyłączył się do walk. A potem w Wielkopolsce pozostał i założył liczną rodzinę, żeniąc się z Polką.

Chińczyka Czen De-Fu los rzucił aż w Poznańskie z carskiej armii, w której był ordynansem kapitana Kazimierza Skorotkiewicza. Gdy ten w czasie wojny rosyjsko-japońskiej w 1905 r. został wzięty do niewoli po bitwie o Port Artur,

Chińczyka odesłał do swojej siostry w Warszawie, aby się nim zaopiekowała. Prawdopodobnie wtedy, w warszawskim okresie, używał nazwiska Bazyli Jan Charczeńko. Chińczyk nauczył się stolarstwa i pracował w fabryce mebli Chojnackiego. I to właśnie Chojnacki wysłał go do swojej rodziny w Wielkopolsce. Czen De-Fu, który osiadł w Barcinie, spolszczył się, działał w "Sokole", przeszedł na katolicyzm i przyjął imiona Józef Zdzisław. Do powstania zgłosił się na początku stycznia 1919 r. jako naczelnik drużyny skautowej. Walczył na wschodnim froncie, biorąc udział w wyzwoleniu powiatów jarocińskiego i pleszewskiego. Ale na polskie obywatelstwo musiał czekać aż do roku 1933...

W Mogilnie z kolei powstanie zastało panią Siems, Amerykankę, która przyjechała odwiedzić przebywającego w niewoli swojego męża lekarza. Włączyła się do walk jako sanitariuszka i organizatorka polskiej służby medycznej. Kierowała nią przez kilka tygodni, zwłaszcza zaś w czasie ciężkich walk o Inowrocław.

Najbardziej jednak zaskakujące są przypadki przechodzenia na powstańczą stronę Niemców. Takich jak na przykład Paul Krenz. Jego ojciec był Niemcem, matka zaś, choć pochodziła z polskiej rodziny i utrzymywała z nią kontakty, dzieci wychowywała na Niemców. Paul, niemiecki oficer, na stronę powstańczą przeszedł w Gnieźnie. Słabo mówił po polsku, rozkazy wydawał po niemiecku. Walczył później w wojnie polsko-bolszewickiej, a następnie pozostał w Wojsku Polskim, w lotnictwie. Odszedł z niego w 1927 r. i pod koniec lat 20. wyjechał z Polski. "Wrócił" w 1939 r., już w mundurze Luftwaffe. Ponownie ożenił się wtedy z Polką, a rodzinie siostry matki pomógł odzyskać majątek zarekwirowany im przez Niemców.

Krenz nie był jedyny. Koło Kargowej na polską stronę przeszli studenci wcieleni do Grenzschutzu (niemieckiej straży granicznej); Nowy Tomyśl pomogli powstańcom zająć dwaj niemieccy oficerowie rezerwy...

- Im bardziej zagłębiam się w losy obcokrajowców walczących w powstańczych szeregach, tym bardziej przekonuję się, że nie potrafiliśmy tego potencjału wykorzystać - twierdzi prof. Janusz Karwat, historyk badający losy cudzoziemskich żołnierzy w Powstaniu Wielkopolskim. - A przecież w tych ludziach był ogromny zapał. Wzięci do niemieckiej niewoli, mieli teraz okazję znów stanąć przeciw Niemcom. Brak zaufania i polityczne zawirowania to zniweczyły. A i losy tych, którzy ramię w ramię stanęli z Polakami, a szacuję, że było ich około 300, są dziś mało znane.

- Pamięć o nich - mówi prof. Karwat - przetrwała bardziej w przekazach niż w dokumentach źródłowych.

Ale przetrwała. Trzeba ją tylko wydobyć z zapomnienia.

WIELKOPOLSKA POWSTAŃCZA - zobacz dodatek specjalny "Tygodnika Powszechnego"

dostępny w całości w serwisie tygodnik.onet.pl

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]