Reklama

Cudzoziemiec Jezus

Cudzoziemiec Jezus

01.01.2017
Czyta się kilka minut
Czy Jezus był uchodźcą? Ks. Andrzej Draguła: Bardzo często się mówi, że dla chrześcijanina Kościół jest domem. I tezę tę zapewne da się obronić. Ale prawdziwym domem chrześcijan jest Królestwo Niebieskie.
Uchodźcy śpią w Kościele w Ankawie, Irak. Fot: Vianney LE CAER/SIPA
W

W tekście pt. „Kościół i królestwo”  Giorgio Agamben pisze: „Czasownik paroikein – przebywać w mieście jako cudzoziemiec – oznacza sposób, w jaki każdy chrześcijanin zamieszkuje świat, a co za tym idzie – sposób, w jaki doświadcza czasu mesjańskiego”. Teza Agembena jest oczywista: chrześcijanie winni zamieszkiwać ten świat jako cudzoziemcy, jako obcy. Tak też winien jawić się Kościół w relacji do świata. Tak też była pierwotna świadomość, skoro Klemens Rzymski w „Liście do Koryntian” pisze właśnie o przebywaniu w znaczeniu paroikein. Niestety – jak pisze włoski filozof – nie mogąc się doczekać Paruzji, czyli powtórnej obecności Pana, wspólnota pierwszych chrześcijan „zmieniła swój sposób myślenia, czego efektem była stabilizacja instytucjonalnej i prawnej organizacji Kościoła. W konsekwencji Kościół przestał paroikein, przebywać na ziemi jak na obczyźnie, i zaczął katoikein, mieszkać tu jak obywatel, a zatem – jął funkcjonować jak inne ziemskie instytucje”.

Obcy przybysze

Świadomość pierwszych chrześcijan jest oczywiście w jakimś sensie dla Kościoła modelowa. Ich doświadczenie bycia uczniami Chrystusa jest – jeśli można tak powiedzieć – najświeższe, ale – pamiętajmy – jest tu już doświadczenie historyczne, także uwikłane w kontekst, jakim było życie w Cesarstwie Rzymskim ze wszystkimi tego konsekwencjami. Ze względu na brak społecznej i państwowej akceptacji, tak ze strony Żydów, jak i władzy rzymskiej, teologiczne poczucie obcości wobec świata – właśnie ze względu na ów czas mesjański, w którym żyli – zostało bardzo silnie wzmocnione poprzez czynniki społeczne i polityczne. Społeczne odrzucenie, a przede wszystkim prześladowania ze strony władzy rzymskiej stawały się czymś na kształt dowodu czy potwierdzenia tego innego z punktu widzenia wiary statusu chrześcijan w tym świecie. Byli prześladowani jako ci, którzy naruszają porządek społeczny, choćby poprzez odrzucanie bogów, świątyń i ofiar. Oni zaś sami zapewne byli przekonani o głębszych, nawet nie religijnych, ale wprost nadprzyrodzonych powodach prześladowań: wszak byli „nie z tego świata”.

Bardzo dobrze tę pierwotną świadomość ilustruje znany dobrze cytat z anonimowego listu „Do Diogneta” z II wieku. Czytamy w nim, że chrześcijanie „mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą”. Znamienne jest to, że nie inaczej określa autor chrześcijan mieszkających w swoich ojczyznach, jak właśnie paroikoi – obcy przybysze, a polscy cudzoziemcy to w oryginale po prostu ksenoi – obcy. I taką też jest dla nich każda ojczyzna: ziemią obcą – patris ksene.

Cóż stało się z tą pierwotną świadomością? Wolność wyznawania chrześcijaństwa jak każdej innej religii w cesarstwie, a potem uczynienie z chrześcijaństwa religii panującej siłą rzeczy na wiele wieków uśpiło świadomość życia w czasie mesjańskim i pozwoliło na coraz większe udomowienie chrześcijaństwa, by nie powiedzieć – „uziemienie”. Jak słusznie zauważa Agamben, coraz mniej chrześcijanie czuli się na tej ziemi obcymi i przybyszami, coraz bardziej – obywatelami. I to ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Od cudzoziemców do pielgrzymów

W swoim tekście Agamben wychodzi od świadomości pierwotnego Kościoła. Sięgnijmy jednak głębiej. Trudno bowiem w tym kontekście nie zapytać, czy Jezus był paroikos? Przecież dla chrześcijanina to właśnie Jego życie jest modelowe, a każdy z nas zobowiązany jest by Go naśladować. Jezus nazwany jest tak tylko raz, i to w bardzo określonym kontekście. Szeroko pisałem o tym w książce pt. „Emaus. Tajemnice dnia ósmego”. Otóż w dzień Zmartwychwstania Jezus objawia się uczniom zmierzającym do Emaus jako ktoś obcy, kogo oni nie rozpoznają. Kiedy Jezus jako nieznajomy wędrowiec, który właśnie przyłączył się do uczniów, pyta dlaczego o czym rozprawiają i dlaczego są tacy smutni, jeden nich o imieniu Kleofas pyta go: „Czy ty jedyny odwiedzasz Jerozolimę i nie wiesz?” (Łk 24, 18). Biblia Tysiąclecia tłumaczy ten fragment następująco: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie”. W oryginale św. Łukasz  użył czasownika paroikein – odwiedzać, przebywać jako cudzoziemiec. Można więc powiedzieć, że Jezus objawia się uczniom właśnie jako paroikos – obcy, cudzoziemiec, przybysz. W Wulgacie Jezus nazwany jest przez Hieronima peregrinus. W Cesarstwie Rzymskim w latach 30 przed Ch. do 212 po Ch. mianem tym określano wolnych mieszkańców imperium, którzy nie mieli rzymskiego obywatelstwa (civis). W szerszym znaczeniu terminem tym obejmowano nieznajomych przybyszów. I w takim chyba kontekście pojawia się to słowo w Wulgacie w odniesieniu do Jezusa. Jest jednym z tych którzy gdzieś z daleka przybyli na święto do Jerozolimy.

Z czasem słowo peregrinus nabrało szerszego znaczenia. I zaczęło określać już nie tyle obcego i przybysza, ale wędrowca, a w końcu – pielgrzyma. Teologiczny model chrześcijanina jako pielgrzyma, a życia jako pielgrzymki od średniowiecza skutecznie zastąpił starożytne myślenie utrzymane w kategoriach obcości wobec „tego świata”. Chrześcijanie przestali być cudzoziemcami - paroikoi (chociaż to właśnie wtedy zaczynają powstawać parafie), a stali się pielgrzymami – peregrini. Stało się tak, ponieważ sam Jezus stał się nie tyle obcym, co pielgrzymem. Za tą świadomością poszła także ikonografia, która Jezusowi będącemu w drodze do Emaus wkładała w ręce atrybuty pątnicze: kij, sakwę czy tykwę. Na głowie miał kapelusz, a na Jego ubraniu nierzadko pojawiały się znaki wskazujące na pielgrzymowanie bądź do Santiago (muszla) bądź do Ziemi Świętej (krzyż jerozolimski). Realia epoki, a zwłaszcza wyprawy krzyżowe oraz popularność pielgrzymki jako aktu pobożności, nadały nowe znaczenie wydarzeniom ewangelicznym. Dla każdego, kto wyruszał do Ziemi Świętej czy innych świętych miejsc prototypem pielgrzyma był sam Jezus – zmartwychwstały Pan, a jednocześnie towarzysz podróży i wędrowiec, którego należało naśladować.

Z daleka od Pana

Takie nawiązanie do Jezusa, który objawia się jako paroikos, a w gruncie rzeczy – jako peregrinus wydaje się jednak dość powierzchowne, choć z punktu widzenia życia duchowego i pobożności przez wieki skutecznie kształtowało życie chrześcijan. Jezus jako paroikos to jednak coś więcej niż tylko obcy w sensie socjologicznym czy prawnym, a na pewno więcej niż wędrowca czy pielgrzym. Dla interpretacji teologicznej statusu Jezusa jako paroikos najważniejsze są okoliczności, w których On objawia się jako obcy i przybysz. Otóż dzieje się to w dzień Zmartwychwstania. Nigdy wcześniej w odniesieniu do Jezus nie został użyty ani czasownik paroikeo ani rzeczownik paroikos. Nigdy wcześniej nie przybywał jako obcy i nigdy nie był przez nikogo uznawany za cudzoziemca. Jezus przyszedł „do swojej własności” – jak przypomina św. Jan (J 1, 11). Jako potomek rodu Dawida, był członkiem narodu żydowskiego, a Jego rodzice mieli dom, własność i prawa. Co prawda, nie był obywatelem rzymskim, ale na pewno nie był obcym we własnym kraju. W tym także był podobny do ludzi.

Jezus staje się paroikos – cudzoziemcem, obcym po Zmartwychwstaniu. Owszem, Kleofas nie nazywa Go tak z całą teologiczną świadomością treści, jaką dzisiaj przypisujemy temu terminowi w odniesieniu do Jezusa. Zmartwychwstanie jest radykalną cezurą, która czyni go „obcym” w tym znaczeniu, że nie przynależy On już do tego świata, nie poddany jest jego prawom, tak jak był poddany za ziemskiego życia. Św. Marek powie, że Jezus ukazał się uczniom na drodze en hetera morfe – w innej postaci (Mk 16,12). „Inność” Jezusa objawia się w Jego nierozpoznawalności, jak to było w przypadku uczniów w drodze do Emaus, Marii Magdaleny, a nawet Jedenastu. Zmartwychwstały Jezus jest wobec tego świata cudzoziemcem, ponieważ Jego Królestwo „nie jest z tego świata” (J 18, 36) – jak oświadczył Piłatowi.

Bardzo często się mówi, że dla chrześcijanina Kościół jest domem. I tezę tę zapewne da się obronić. Ale prawdziwym domem chrześcijan jest Królestwo Niebieskie, ów dom Ojca, w którym „jest mieszkań wiele” (J 14, 2). Dopóki jednak „pozostajemy w ciele”, a z konieczności na tym świecie, „jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana” – peregrinamur a Domino (2 Kor, 5, 6). W tym Hieronimowym pregrinamur jest wszystko o naszej doczesnej kondycji chrześcijanina: i wędrowanie, i pielgrzymowanie, i przybywanie na obczyźnie, i nasza dalekość od Pana.

Giorgio Agamben wygłosił swój tekst w katedrze Notre Dame w Paryżu w dniu 8 marca 2009 r. Był on skierowany „do Kościoła Bożego w Paryżu”. W konkluzji zawarł pytanie „czy Kościół wykorzysta historyczny moment i odzyska swe mesjańskie powołanie?” i przestrogę: „Jeśli tego nie uczyni, istnieje poważne ryzyko, że ulegnie katastrofie, grożącej każdemu ziemskiemu rządowi i każdej ziemskiej instytucji”. To ewidentne ryzyko wiąże się z pokusą, która wcale nie jest nowa, i zapewne nie da się jej pokonać raz na zawsze. Ta pokusa to zamiana naszego kościelnego status quo tutaj na ziemi z parokia na oikos – z zamieszkiwania poza domem na dom, z obczyzny na ojczyznę. „Jeśli Kościół odetnie swą pierwotną więź z paroikia, przepadnie w odmętach historii” – wieszczy Agamben. Po Kościele, który się na tym świecie zadamawia, pozostają wspaniałe zabytki. To prawda. Dobrze, że przynajmniej niektóre z nich służą temu, by przypomnieć, że – także ich – „czas jest krótki” (1 Kor 7, 29).

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i publicysta, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, znawca kultury popularnej. Doktor habilitowany teologii, profesor Uniwersytetu Szczecińskiego. Autor m.in. książek „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ludzie na CAŁEJ Ziemi posiadają wspólnych pra-przodków, dowodem są chociażby badania rozsianego DNA. Migrujemy, i wątpią, by można podpiąć jakiekolwiek "doktryny" religijne (mam na myśli wszelkie istniejące), tak działo się/i trwa wciąż na przestrzeni tysiącleci. Przed biologią naprawdę ciężko cokolwiek ukryć. SERIO.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]