Pochodzę z rodziny ateistycznej, jednak mając 13 lat, zacząłem się interesować religią. Pewnego dnia trafiłem na rekolekcje dla młodzieży prowadzone przez ks. Jana Twardowskiego. Kiedy przyszedł czas na spowiedź, postanowiłem przełamać strach i przystąpić do sakramentu pokuty. Do tej pory pamiętam moje zdenerwowanie, gdy wyszeptałem ks. Twardowskiemu, że nigdy się nie spowiadałem i nie chodzę do kościoła. Zapytał mnie, czy jestem ochrzczony. Zaprzeczyłem. "No to przyjdź do kościoła wizytek w przyszłą środę o czwartej" - powiedział. To był początek mojej prywatnej katechezy prowadzonej przez ks. Twardowskiego - co tydzień w ciemnym przedsionku zakrystii uczył mnie prawd wiary, zapewniał o dobroci i miłości Chrystusa. Opowiadał mi też o kontaktach z grzesznikami, szukającymi wiary i pociechy. Nigdy ich nie oceniał, zawsze miał coś dobrego o nich do powiedzenia. Po kilku miesiącach ks. Jan stwierdził, że mogę być ochrzczony i znalazł dla mnie rodziców chrzestnych. I tak, w wieku 14 lat, na początku lat 70. stałem się członkiem Kościoła. Po chrzcie ciągle jednak spotykałem się z nim: nadal mnie uczył, odkrył przede mną pisarstwo Tomasza ? Kempis, którym był zafascynowany. Kilka lat później udzielił mi ślubu, ochrzcił moją córkę.
Mnie, jak pewnie i wielu, ks. Twardowski obdarował czymś chyba ważniejszym niż swoją poezją - dał mi wiarę.
J. BLUSZTAJN (Falmouth, USA)
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














