Na granicy z Białorusią daleko do spokoju. Wiosną i latem na szlakach migracyjnych zawsze przybywa ludzi – według statystyk Straży Granicznej tylko we wtorek do Polski próbowało się przedostać prawie 120 osób. Od początku czerwca takich prób było prawie 2 tysiące, a w maju – ponad 8 tysięcy. Podobne liczby już obserwowaliśmy, ale nie mieliśmy do czynienia z takim natężeniem agresji. Ataki na polskich mundurowych (w wyniku jednego zmarł żołnierz ugodzony nożem) zdarzają się regularnie, we wtorek uszkodzone zostały dwa samochody policyjne. „Każdego dnia mamy do czynienia z rzucaniem kamieniami, konarami, strzelaniem z procy” – komentował nowy szef MSWiA, Tomasz Siemoniak. Tak nagła eskalacja raczej nie wynika z tego, że migranci nagle stali się gorsi, tylko z zaplanowanego działania białoruskich służb. „Na granicy działają teraz grupy zorganizowane, sterowane przez Białoruś czy Rosję, wyposażane w sprzęt zagrażający życiu i zdrowiu” – przyznał Władysław Kosiniak-Kamysz, minister obrony narodowej. Jak reagują na to polskie władze?
Stare sztuczki nowej władzy
Od czwartku 13 czerwca na 60 kilometrach granicy z Białorusią zacznie obowiązywać zamknięta strefa buforowa. Pierwotnie miała powstać już 4 czerwca i byłby to symboliczny sposób świętowania rocznicy wolnych wyborów. Wtedy rząd wycofał się i obiecał konsultacje społeczne z mieszkańcami pogranicza. Odbyły się dwa spotkania, w Białymstoku i w Hajnówce, po czym władza… i tak zrobiła, co chciała. Dla żyjących przy granicy ludzi, zwłaszcza tych utrzymujących się z turystyki, kolejny zamknięty sezon to katastrofa.
📃 Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji @TomaszSiemoniak podpisał rozporządzenie w sprawie utworzenia tzw. strefy buforowej.
— MSWiA 🇵🇱 (@MSWiA_GOV_PL) June 12, 2024
🔗 Więcej informacji w komunikacie ⤵️https://t.co/1hJkmQ7nQu
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Władza do dzisiaj, poza odmienianiem słowa „bezpieczeństwo” przez wszystkie przypadki, nie pokazała, jak dokładnie strefa ma pomóc służbom w utrzymaniu porządku, próżno też szukać konkretnych pomysłów na wsparcie dla mieszkańców. Wiadomo za to, że wszystko dzieje się na podstawie tych samych przepisów, z których korzystał kilka lat temu rząd PiS – uznawanych wtedy za niekonstytucyjne nie tylko przez dzisiejszą władzę, ale też sądy. Wtedy dziennikarze i aktywiści łamiący zakaz wjazdu masowo wygrywali procesy – czemu teraz miałoby być inaczej?
By oddać sprawiedliwość: jest trochę inaczej niż za PiS. Wtedy strefa miała długość 400 kilometrów, dziś ma być 60. W większości będzie obowiązywała tylko 200 metrów od granicy, na terenie rezerwatów przyrody będzie miała do 2,5 kilometra szerokości. Dodatkowo minister Siemoniak zapowiedział przepustki dla mediów i organizacji pomocowych. Mimo to wprowadzenie strefy buforowej otwarcie krytykują nawet niektórzy politycy koalicji, choćby wicemarszałek Senatu Maciej Żywno na łamach „Tygodnika”.
Popiera ją za to społeczeństwo: w sondażu Ipsos na zlecenie TOK FM i OKO.press 48 proc. oceniło, że to dobry pomysł, 35 proc. jest przeciw ograniczeniom, 17 proc. nie ma zdania. Strefa ma obowiązywać przez 90 dni, do 11 września.
I nowe pomysły
Strefa to niejedyna reakcja władz na graniczne niepokoje. W poniedziałek, na wyjazdowym posiedzeniu w Białymstoku, rząd przyjął uchwałę o programie zwanym Tarcza Wschód na lata 2024-2028 z budżetem 10 mld złotych. Równolegle będzie trwała rozbudowa zapory elektronicznej – brzegi rzek granicznych (Bug, Świsłocz, Istoczanka) ma wkrótce obserwować m.in. ponad 5,5 tysiąca kamer termowizyjnych.
Są też działania dużo bardziej doraźne. Od zeszłego tygodnia polskie służby stosują na granicy nową strategię: – W tej chwili ciężar walki z agresywnymi, napierającymi demonstrującymi (osobami) ponoszą oddziały prewencji policji. Przynosi to rezultaty - powiedział minister Siemoniak. Wielu ekspertów od dawna mówi, że to policjanci, a nie wojsko są lepiej wyszkoleni i wyposażeni do walki z agresywnym tłumem. Minister Kosiniak-Kamysz poinformował, że na granicę skierowano np. mundurowych z doświadczeniem z misji w Kosowie. Służby mają też skupić się na rozbijaniu przemytniczych gangów, we wtorek pod takimi zarzutami aresztowano dwóch obywateli Gruzji.
Społeczeństwo mówi: strzelać!
Najważniejszą zmianą może być kwestia użycia broni. W tym roku polscy mundurowi na granicy strzelali 1300 razy, w zeszłym – tylko 320. Mogą to robić według przepisów z ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej, o czym szerzej pisałem już w „Tygodniku”. Teraz służby, zwłaszcza żołnierze, mają dostać większe uprawnienia. Na ostatnim posiedzeniu rządu minister Kosiniak-Kamysz przedstawił projekt nowelizacji ustawy o obronie ojczyzny, który wprowadza listę „okoliczności, kiedy użycie broni z założenia nie jest przestępstwem”. Nowa propozycja „zakłada możliwość użycia oddziałów Wojska Polskiego na terytorium państwa polskiego bez potrzeby ogłaszania stanu wyjątkowego czy wojennego; dotychczas było to niemożliwe" – poinformował premier Donald Tusk.
Taka zmiana zawsze powinna zapalać w naszych umysłach czerwoną lampkę ostrzegawczą. Zwłaszcza gdy jest wprowadzana na szybko, pod presją „oczywistego zagrożenia”. Sytuacja na granicy jest napięta, ale nie powinna być wykorzystywana do rozmontowywania procedur państwa. Widać jednak, że strach (nawet uzasadniony) łatwo tę ostrożność wyłącza. W sondażu przeprowadzonym przez IBRiS dla „Rzeczpospolitej” aż 86 proc. ludzi popiera używanie broni przez wojsko na granicy. Czy to oznacza, że prawie całe społeczeństwo akceptuje strzelanie do ludzi?
– Tak – potwierdza Marcin Duma, badacz opinii społecznych, prezes IBRiS. – Szokujące, prawda? Przyczyny są dwie: na migrantów patrzymy przez pryzmat zamaskowanych mężczyzn, którzy nie potrzebują naszej pomocy. A drugi aspekt jest jeszcze ważniejszy: w społecznej wyobraźni oni i one nie szukają ochrony międzynarodowej, tylko są częścią ataku ze strony Kremla, wojny hybrydowej. Kontekst muru czyni tych ludzi nie ludźmi, lecz częścią rosyjskiej machiny wojennej. Samo sformułowanie „wojna hybrydowa” w naszym przekonaniu sankcjonuje takie środki: jak jest wojna, to się strzela i giną ludzie. To jest dla nas w porządku.
Obrona granicy to nie to samo co manipulowanie za pomocą strachu dla politycznych korzyści, ale gdy poziom emocji jest tak wysoki jak teraz, ciężko postawić tu granicę.
– W mediach od miesięcy dominuje narracja, że Rosja zaraz nas zaatakuje, a de facto już zaatakowała, tylko że hybrydowo – dodaje Duma. – Myślenie o kryzysie humanitarnym jest wtórne wobec bezpieczeństwa. Tylko trzeba podkreślić jedną rzecz: ten sam człowiek, który pod murem jest dla nas „pociskiem Putina”, w Warszawie może spokojnie prowadzić taksówkę, sprzątać czy przyrządzać nam jedzenie. Wtedy jest dla nas człowiekiem. Na razie ta dehumanizacja nie idzie dalej niż kontekst graniczny, ale to oczywiście może się zmienić. Zresztą solidnie na tę zmianę pracujemy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















