Incydent z zatrzymaniem przez Żandarmerię Wojskową żołnierzy, którzy użyli broni wobec uzbrojonej w niebezpieczne narzędzia grupy imigrantów, wyjątkowo mocno ujawnił poważny problem, jaki koalicja 15 października ma z sytuacją na granicy polsko-białoruskiej. Obecnie rządzącym trudno uniknąć posądzenia o niekonsekwencję w sprawie problemu granicznego.
Informacja Onetu została ujawniona na kilka dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego; sami przedstawiciele rządu o tej sytuacji woleli milczeć. Dopiero po nagłośnieniu sprawy postępowaniem prokuratury i Żandarmerii Wojskowej oburzył się na portalu X premier Donald Tusk, żądając „decyzji organizacyjnych, prawnych i personalnych”. Z kolei Roman Giertych zwrócił uwagę, że zastępcą prokuratora generalnego ds. wojskowych jest wciąż człowiek Ziobry. Najbardziej zainteresowany wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz oświadczył zaś na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, że wszczęto procedurę wyjaśniającą w Żandarmerii Wojskowej i zapewniał, że on sam „stoi zawsze za tymi, którzy strzegą państwa polskiego”. Nie potrafił jednak przekonująco wytłumaczyć, dlaczego interweniuje dopiero teraz, choć do wydarzenia doszło kilka tygodni temu.
Krytyczni wobec działań prokuratury i żandarmerii byli też politycy Lewicy, którzy tradycyjnie zwracali uwagę na aspekt humanitarny sytuacji na granicy. – Jako lewica oczekujemy wyjaśnień w tej sprawie, która chyba nas wszystkich oburzyła – przekonuje Robert Biedroń. – Polski żołnierz, polski strażnik musi mieć zawsze pewność, że w tak trudnej sytuacji państwo stoi po jego stronie – dodaje.
Sytuacja ta obnaża niekonsekwencje sił tworzących obecną koalicję rządową, które po wybuchu pierwszego kryzysu na granicy w 2021 roku ostro atakowały niehumanitarne wobec migrantów działania służb granicznych. Dziś jednak są w takich wypowiedziach bardzo powściągliwe, a politycy PiS z satysfakcją obnażają tę hipokryzję.
– Dla koalicji Donalda Tuska nigdy kwestia granicy nie była priorytetem. Dlatego dwa lata temu bagatelizowali napór imigrantów i działania białoruskich i rosyjskich służb specjalnych, o czym my mówiliśmy od samego początku. Uważali, że to jest jeden z tematów, którym można uderzać w rządzących, nie wyczuwając, że bezpieczeństwo powinno być ponad bieżące spory polityczne – komentuje były wiceminister obrony, a obecnie poseł PiS Marcin Ociepa. – Dzisiaj widzą, że ta sprawa jest ważna dla Polaków, więc próbują odwrócić swoją narrację – dodaje.
Zwraca zarazem uwagę, że łatwo można obnażyć hipokryzję obecnie rządzących, gdy zestawia się ich obecne wypowiedzi z tymi sprzed dwóch lat. – Mówią, że wtedy to była inna sytuacja. Tymczasem była dokładnie taka sama – twierdzi Ociepa. I dodaje, że sytuacja z żołnierzami dobrze pokazuje pogubienie się rządzących w tej sprawie. – Panu Kosiniakowi nie zaświeciła się lampka, że nie wolno żołnierzy zatrzymywać za to, że użyli w takiej sytuacji broni na granicy – podkreśla. Trudno politykowi PiS w tej sprawie nie przyznać racji.
Dziś nawet osoby najbardziej zaangażowane kiedyś w obronę migrantów w obozie Koalicji Obywatelskiej unikają jednoznacznego wyrażania stanowiska, by nie zaszkodzić politycznie swojej formacji. Komentować sytuacji nie chce Franciszek Sterczewski, którego pamiętny bieg do migrantów pokazywała niegdyś do znudzenia PiS-owska telewizja.
Milczą także Zieloni (należą do KO), choć w poprzedniej kadencji posłanki tego ugrupowania Urszula Zielińska i Klaudia Jachira stoczyły bój o utworzenie w strefie nadgranicznej biura poselskiego. Co prawda kandydatka Zielonych w wyborach do PE Joanna Kamińska wypowiedziała się w jednym z wywiadów przeciw wciąż stosowanym pushbackom, ale temat zniknął z agendy nawet tego ugrupowania. „Nikt nie rozstawi drutów pod MON, tak jak za czasów PiS” – przyznaje osoba związana z Zielonymi.
Na taką postawę wpływ mają też rachuby polityczne. Wiele osób ma w pamięci przypadek Janiny Ochojskiej, która najbardziej zdecydowanie wypowiadała się w obronie migrantów i nie znalazła się na listach do PE. – Wiele osób po prostu boi się Tuska – mówi polityk KO.
Jedynie organizacje społeczne wciąż protestują. Podczas wiecu premiera na placu Zamkowym 4 czerwca kilkudziesięciu aktywistów krzyczało „Stop pushbackom na granicy” i „Jeb** mur”; położyli na bruku także folie NRC, które są symbolem pomocy migrantom na granicy z Białorusią.
Były szef MSWiA, dziś poseł i kandydat do PE Marcin Kierwiński, też oczywiście przyznaje, że dla niego „nieakceptowalne” w tej sprawie jest zachowanie prokuratury i Żandarmerii Wojskowej. – Ci żołnierze i funkcjonariusze, którzy strzegą polskiej granicy, muszą mieć pełne poparcie i polskiego społeczeństwa, i instytucji państwa – zaznacza.
Kierwiński przekonuje jednak, że nie można porównywać sytuacji migracyjnej z roku 2021 z obecną. – Presja na granicy dziś jest nieporównywalna z tym, z czym mieliśmy do czynienia kilka miesięcy temu, a nawet kilkanaście miesięcy temu – mówi. Teraz bowiem, dodaje, mamy do czynienia z migrantami, którzy są specjalnie szkoleni przez służby białoruskie.
Były szef MSWiA jako remedium zapowiada budowę drugiej linii zapory, wzmocnienie kadrowe funkcjonariuszy strzegących granicy, posłanie tam oddziałów zwartych policji. Jednak i w tych działaniach widać niekonsekwencje rządu Donalda Tuska.
Podczas wizyty w końcu maja w Dubiczach Cerkiewnych premier Tusk zapowiedział np. przywrócenie od początku czerwca co najmniej 200-metrowej strefy buforowej przy granicy. Zapowiedział też budowę w przyszłości kompleksowej Tarczy Wschód, czyli wzmocnienia wschodniej granicy.
Jednak już kilka dni później szef MSWiA Tomasz Siemoniak powiedział, że na razie realizacja pomysłu strefy buforowej jest wstrzymana i odbędą się w tej sprawie konsultacje z lokalnymi samorządami i przedsiębiorcami. Przeciwko strefie, a zwłaszcza przeciw temu, żeby przekraczała 150-200 metrów, wypowiadał się też kandydujący z okręgu podlasko-warmińskiego do Parlamentu Europejskiego wiceszef MON Paweł Zalewski.
Wszystko to dzieje się w wyraźnym kontekście wyborczym, a szamotanie się liderów koalicji rządowej wywołuje nawet niezadowolenie w jej szeregach. – Co to jest, że premier pisze, co ma robić prokuratura w sprawie tych żołnierzy, a czego ma nie robić. Czy my jesteśmy PiS-em? – pyta oburzony parlamentarzysta Koalicji Obywatelskiej.
Wiele wskazuje na to, że w sprawie granicy działania obecnej ekipy i rządu PiS specjalnie się nie różnią.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










