Przez dwa tygodnie czerwca podlaski oddział Straży Granicznej odnotował 2600 prób przekroczenia granicy. To naturalne, bo na szlakach migracyjnych największy ruch panuje wiosną i latem. Z drugiej strony: od kilku tygodni mamy do czynienia z eskalacją agresji na granicy, która boleśnie przypomina nam, że mamy do czynienia z operacją zaplanowaną przez Putina i Łukaszenkę, w której migranci bywają jedynie narzędziem.
O SPOKÓJ coraz trudniej, zwłaszcza po śmierci żołnierza Mateusza Sitka. Ale to właśnie spokoju i odpowiedzialności oczekujemy zarówno od rąk, które piszą ustawy, jak i od tych, które trzymają broń tuż przy granicy z wrogim nam państwem. Tymczasem nowy rząd działa tak jak stary. Rozbudowuje graniczne umocnienia i elektronikę (brzegi rzek granicznych – Bugu, Świsłoczy, Istoczanki – ma wkrótce obserwować m.in. ponad 5,5 tys. kamer termowizyjnych) i wprowadził strefę buforową, którą dzisiejsi ministrowie ochoczo krytykowali za czasów PiS.
Miała wejść w życie 4 czerwca (o, ironio). Dzień przed rząd wycofał się i naprędce zorganizował konsultacje społeczne, choć dwa spotkania – w Hajnówce i Białymstoku – chyba nie zasługują na to miano. Ostatecznie granica jest zamknięta od 13 czerwca na 90 dni.
JEST SUBTELNIEJ NIŻ ZA PIS: wtedy miała długość 400 kilometrów, dziś tylko 60. W większości (44 kilometry) obejmuje pas o szerokości 200 metrów. Na kilku obszarach (głównie rezerwatów przyrody) rozszerza się do maksymalnie 2 kilometrów. To oznacza, że wszystkie atrakcje i popularne ścieżki Białowieskiego Parku Narodowego są dostępne, na czym bardzo zależało mieszkańcom. Oczywiście sama atmosfera zagrożenia nie sprzyja żyjącemu z turystyki regionowi. Przykładem są bardzo nieprecyzyjnie sformułowane SMS-y z alertami RCB po angielsku, które dostają też zagraniczni turyści (w tłumaczeniu): „Zakaz przebywania przy granicy z Białorusią. Wejście bez zezwolenia zabronione. Żołnierze mogą używać broni. Zawróć natychmiast!”.
NOWY RZĄD starał się odróżnić od PiS jeszcze jednym – minister Siemoniak zapowiedział przepustki dla dziennikarzy. Szkoda, że w rozporządzeniu nie ma po tym śladu – o przepustkę (tak jak za PiS) można wnioskować do Straży Granicznej. Dziennikarze OKO.Press w SG w Białowieży dowiedzieli się, że w strefie można przebywać 2 godziny, ale tylko w konkretnym miejscu. Na rozpatrzenie wniosku placówka ma 7 dni. Czy w strefie będą mogły działać organizacje pomocowe? Odpowiedź na to pytanie już znamy. Gdy politycy ówczesnej opozycji 3 lata temu krzyczeli, że przepisy wprowadzone przez PiS są niekonstytucyjne, mieli rację. Wtedy aktywiści i dziennikarze masowo odmawiali przyjęcia mandatów za wjazd do strefy, a potem wygrywali procesy w sądach. Teraz nie będzie inaczej, bo władza korzysta z tego samego prawa.
NADAL BRAKUJE JEDNEGO: merytorycznego uzasadnienia. Oczywiście, że służby zawsze wolą mieć zamknięty teren działań, ale czy na pewno to konieczne? Czy zbadaliśmy skuteczność wprowadzenia strefy 3 lata temu? Jeśli są takie analizy, to głęboko w ministerialnych szafach. Coraz mocniej motywują nas strach i słowo „bezpieczeństwo”, odmieniane przez wszystkie przypadki, niż rozsądne argumenty. Jeszcze 2 lata temu 75 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej było przeciwko pushbackom, dzisiaj 61 proc. je popiera (tak wynika z sondażu IPSOS dla OKO.Press). W innym badaniu zrobionym przez IBRiS aż 86 proc. ludzi dopuszcza używanie broni przez wojsko na granicy. Akceptujemy strzelanie do ludzi?
– Tak – potwierdza w rozmowie z „Tygodnikiem” Marcin Duma, badacz opinii społecznych, prezes IBRiS. – Szokujące, prawda? Przyczyny są dwie: na migrantów patrzymy przez pryzmat zamaskowanych mężczyzn, którzy nie potrzebują naszej pomocy. Po drugie: kontekst muru czyni tych ludzi częścią rosyjskiej machiny wojennej. Samo sformułowanie „wojna hybrydowa” w naszym przekonaniu sankcjonuje takie środki: jak jest wojna, to się strzela i giną ludzie. To jest dla nas w porządku.
TEN STRACH sprzyja łatwym osądom: gdy zatrzymano trzech żołnierzy, cały komentariat grzmiał o „zamachu na polski mundur”. Pisałem wtedy, że jeśli z setek przypadków użycia broni jeden kończy się zatrzymaniem, to może ma to jakieś podstawy. 16 czerwca Przemysław Wipler w TVN24 nieoczekiwanie poinformował, że o sprawie rozmawiano na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego: „To nie był pierwszy raz użycia w sposób nieprawidłowy broni przez tych konkretnych żołnierzy, oni strzelali w kierunku nie tylko wycofującej się grupy osób, które już były po stronie białoruskiej, ale też w kierunku, w którym byli ich koledzy żołnierze i funkcjonariusze Straży Granicznej”. Dodał, że zdarzenie zarejestrowały cztery osobne kamery.
Na fali wzmożenia służby za chwilę dostaną większe uprawnienia (niektóre z nich bardzo potrzebne, jak prawo do korzystania z armatek wodnych dla SG). Jest już projekt ustawy z listą „okoliczności, kiedy użycie broni z założenia nie jest przestępstwem”. Nowa propozycja zakłada też „możliwość użycia oddziałów Wojska Polskiego na terytorium państwa polskiego bez potrzeby ogłaszania stanu wyjątkowego czy wojennego; dotychczas było to niemożliwe" – poinformował premier Donald Tusk.
Lampki ostrzegawcze w naszych umysłach powinny zapalić się, zanim będziemy musieli przywoływać słowa Benjamina Franklina o tym, jak się kończy oddawanie wolności w zamian za bezpieczeństwo.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.









