Co Polacy mówią o Żydach i skąd burza po spotkaniu Olejnik z Sikorskim. Rozmowa z Miriam Synger

Czuję się w Polsce bezpiecznie, ale wiem, że to się może skończyć – mówi Miriam Synger, socjolożka i autorka książki „Jestem Żydówką”.
Czyta się kilka minut
Miriam Synger // Fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl
Miriam Synger // Fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Karolina Przewrocka-Aderet: Czy bycie Żydówką w Polsce pomaga Ci w życiu, czy je utrudnia?

Miriam Synger: Ani jedno, ani drugie. W każdym razie nikt mi wprost nie powiedział: „dostaniesz pracę, bo masz żydowskie pochodzenie”. Albo odwrotnie: „coś cię z tego powodu ominie”. Widzę jednak, że wiadomość o moim pochodzeniu ludzi elektryzuje.

To znaczy?

Reagują ekspresyjnie. „Wow, zazdro!” – to, gdy byłam nastolatką w krakowskim liceum. Albo: „Ojej, nigdy nie poznałam Żydówki! No, opowiadaj, jak to tam u ciebie jest?”. „Ja tak kocham Żydów!” – to również się zdarza. „Jesteś taka ciekawa!” – tu zwykle się opieram, bo skąd wiadomo, że jestem ciekawa, skoro jeszcze nie otworzyłam ust?

Są też ekspresyjne reakcje negatywne – najczęściej w internecie. „Wypieprzaj stąd”, „całe zło na świecie jest przez was”, „no i po co się afiszujesz?”, „co z tego, że jesteś Żydówką?”.

No właśnie. Co z tego?

A nic. Bo jakie to ma znaczenie?

Kiedy Monika Olejnik rozmawia z Radosławem Sikorskim o tym, czy pochodzenie jego żony – żydowskie w domyśle – może mu zaszkodzić w wyścigu o prezydenturę, widać, że jednak ma. W dorosłość weszło pokolenie urodzone w wolnym kraju, a to wciąż jest temat.

Jeżeli w Polsce chcesz kogoś zdyskredytować, to mówisz, że jest a) Żydem, b) antysemitą. Żyd umiejętnie zastosowany w gierce politycznej czy dziennikarskiej może wiele zdziałać.

Jasne: wyciąganie komuś pochodzenia w sejmowych kuluarach, w gazecie, w telewizji czy gdziekolwiek indziej, jest nie na miejscu. Dlaczego? Bo, jak powiedziałam, ono nie ma znaczenia, a więc nie powinno być kłopotliwe. Jeśli więc ten temat się już pojawia, najgorsze, co można zrobić, to uciekać w popłochu, pocić się ze stresu, a osobę, która go wywołała, wyzywać od antysemitów.

Skąd bierze się ten strach przed niepolskim pochodzeniem?

Współcześnie źródeł tego problemu dopatruję się poniekąd właśnie w reakcjach polityków. Zamiast zwyczajnie mówić o swoim pochodzeniu, jakiekolwiek by było, zwykli się obrażać lub temu pochodzeniu zaprzeczać. W efekcie polskie społeczeństwo jest przekonane, że żydowskie pochodzenie ma w sobie coś podejrzanego. Jakąś tajemnicę. Że Żydzi nie dość, że są Żydami, to jeszcze udają, że nimi nie są, ukrywając się pod polskimi nazwiskami. Teorie spiskowe same się piszą.

Szczerze mówiąc, jestem już zmęczona tym, że w Polsce – niemal pozbawionej społeczności żydowskiej – wybucha tak wiele afer wokół Żydów. Że panuje przekonanie, że to my je wywołujemy i że są one wymierzone przeciwko Polakom, którymi przecież też jesteśmy. To wszystko jest absurdalne. Po wspomnianym wywiadzie przeczytałam np. w sieci: „Oho, już się czepiacie! Taka dobra dziennikarka, a wy, Żydzi, znów macie coś do gadania”. Nieważne, że znaczące osoby z naszej społeczności, w tym rabin Schudrich, publicznie wsparły Monikę Olejnik. To jednak wciąż nasza, Żydów, wina.

Żydów nie ma, ale są. Trochę tak, jakbyśmy symbolicznie nie mogli się uwolnić od wspólnej historii. Od kości, po których siłą rzeczy stąpamy.

Jesteśmy straumatyzowani historią. Najpierw wchodzą trzy mocarstwa i dzielą nasze terytorium między siebie. Potem, jak już odzyskaliśmy niepodległość i jakoś się pozbieraliśmy, wchodzą inni, którzy mordują naszych sąsiadów i przyjaciół. W końcu, zanim zdążyliśmy nad tym wszystkim zapłakać i odbudować nasze miasta i społeczności, przychodzi nowy ustrój i wyniszcza nas na nowo. Nic dziwnego, że boimy się siebie nawzajem, jesteśmy wobec siebie i innych podejrzliwi.

Trauma transgeneracyjna.

Ukształtowały mnie doświadczenia pokoleń mojej babci i mamy, czyli wojna i komunizm. Niby na jakiej podstawie mam teraz ufać ludziom? W tamtych czasach donosicielstwo miało się świetnie – mogło kogoś wzbogacić, a kogoś innego zabić. Jesteśmy w UE, raczej już nikt na mnie nie doniesie, ale kto to wie?

Antysemityzm to miecz obosieczny. Nigdy nie wiadomo, kto kogo, po której stronie, bardziej się boi: czy Żyd antysemity, czy antysemita wyobrażonego przez siebie Żyda. Czy to zjawisko jest w Polsce dużym problemem? Odczuwasz go?

Zacznijmy od pytania, co to jest antysemityzm? Często słyszę: wszystko to, co się nie podoba Żydom. Przewrotna definicja, przyznaję. I oczywiście niewłaściwa. Ta oficjalna brzmi: niechęć i wrogość wobec Żydów, wynikająca tylko z tego, że są Żydami. Pytanie, jak w praktyce wygląda ta niechęć i wrogość? Czasem jest oczywista i nie podlega dyskusji. Innym razem każdy będzie daną sytuację widział inaczej, i tutaj jest miejsce na rozmowę. Dla mnie jednak najtrudniejszą formą niechęci jest wrzucanie wszystkich Żydów do jednego worka. Jeżeli jakiś Żyd coś powiedział lub jakoś się zachował, to na pewno ja myślę tak samo i z pewnością zachowałabym się identycznie. To mocno dehumanizuje.

W Polsce odczuwam zarówno nienawiść, jak i miłość do Żydów. Myślę, że oba te uczucia mają inne źródła i inaczej się objawiają poza naszym krajem, ale nie są tam ani większe, ani mniejsze. Choć moja obserwacja jest taka, że Polacy uważają, iż antysemityzm w Polsce jest mniejszy, niż istnieje w rzeczywistości. Z kolei ludzie za granicą są przekonani, że polski antysemityzm jest większy niż w rzeczywistości.

Jaki jest polski antysemityzm?

On jest w gębie. Jest bardzo werbalny, oparty na słowach, bo w gadaniu jesteśmy dobrzy. Ludzie piszą czasem na moim profilu o teoriach spiskowych i wrzucają linki do stron, które przeglądam z przerażeniem. Znajduję tam długie rozważania o tym, jak Żydzi próbują zawładnąć światem, z niezbitymi dowodami na prawdziwość tych stwierdzeń. Regularnie wysyła się mnie też do gazu. W sezonie grzewczym jestem pytana o to, czy nie wpadłabym do kogoś na podpałkę. Tak, tego jest bardzo dużo.

Ale u siebie w domu, na ulicy, czuję się bardzo bezpiecznie, moje dzieci, mąż i znajomi Żydzi również. Oczywiście nie mówię, że wszyscy. I że nie ma przypadków dewastacji pomników, jak kilka dni temu w Warszawie, cmentarzy czy palenia kukieł Żyda. Ale nie ma tego, co się dzieje we Francji, w Niemczech, w Anglii, w Ameryce: nie ma przemocy fizycznej wobec Żydów.

Wojna na Bliskim Wschodzie nie wpłynęła na Twoje poczucie bezpieczeństwa?

Nie zdziwiłabym się, gdybym prędzej czy później z tego powodu oberwała. Bo w ciągu roku ta werbalna wrogość wobec mnie przeniosła się jednak z internetu na ulicę. Zdarzyło się, że ktoś mnie rozpoznał i krzyczał za mną, że jestem morderczynią palestyńskich dzieci. Dziś jeszcze czuję się bezpiecznie, ale wiem, że to się może skończyć.

Ci, którzy to mówią, uważają, że ponosisz odpowiedzialność za politykę Izraela?

To prawdziwy paradoks. Chcę, żeby Palestyńczycy mieli swoje państwo, pełnię praw obywatelskich i żyli w spokoju. Krytykuję politykę premiera Netanjahu i najchętniej widziałabym go w więzieniu za to, co zrobił ludziom po obu stronach. Ale dla większości działaczy propalestyńskich to, co myślę, jest nieistotne. Dla nich jestem tylko częścią tej masy zwanej „Żydzi”, odpowiedzialnej za wszystko, co złe w tej wojnie.

W moim odczuciu krytykowanie polityki Izraela to nie jest antysemityzm. Ale odmawianie Żydom prawa do swojego państwa, dostrzeganie tylko jednej strony konfliktu, robienie z Izraelczyków jedynych katów, a z Palestyńczyków jedyne ofiary wojny, wrzucanie wszystkich Żydów do worka z napisem „mordercy” – już tak.

Kogo się teraz najbardziej obawiasz?

Odpowiedź na to pytanie dziwi mnie samą. To frustrujące, że grupa społeczna, z którą było mi dotąd po drodze – polska lewica – odwróciła się od nas i wręcz traktuje wrogo. Zawsze wspierałam środowiska LGBT+ i organizacje feministyczne, chodziłam w marszach równości i w marszach kobiet. A teraz czuję, że jestem ich wrogiem. Rozumiesz to? Boję się walczącego o prawa Palestyńczyków geja bardziej niż faceta spod hasła „Polska dla Polaków”. Pod postami na moim Instagramie czytam: „Wypierdalaj do Izraela. Polska to nie twoje państwo”, a komentarz niżej: „Spierdalaj z Izraela. To nie jest twój kraj”. Zastanawiam się, jak ci ludzie wyobrażają sobie moje miejsce w świecie. Gdzie według nich mam się podziać?

Zaskakuje mnie zaangażowanie w ten konflikt. Większość Polaków nie ma tam swoich rodzin, ale nagle wszyscy dobrze wiedzą, co się dzieje.

Myślę, że wielu tylko czekało na ten moment. Przecież Żydzi non stop wytykają nam błędy, więc my też im teraz wytknijmy. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tym, co dzieje się w Gazie, leczymy sobie w Polsce wszystkie bolesne debaty na temat Holokaustu.

MIRIAM (MARIA) SYNGER jest socjolożką i edukatorką, na Instagramie prowadzi profil @jestem_zydowka. Autorka książek „Jestem Żydówką” i „Dziennik Rut”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Pochodzenie nie ma znaczenia