Reklama

Co po Irmie?

Co po Irmie?

11.09.2017
Czyta się kilka minut
Huragan Irma jest obrazem tego, jak przed zmianami klimatycznymi i w konsekwencji ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi będą uciekały przyszłe pokolenia.
Huragan Irma na Kubie. 2017 r. Fot: YAMIL LAGE/AFP/EAST NEWS
H

Huragan Irma powstał 31 sierpnia w okolicach Wysp Zielonego Przylądka. 12 dni przemieszczał się przez Ocean Atlantycki w stronę południowo-wschodniego wybrzeża USA. Pokonał w tym czasie około 6500 km. Wiał z różną prędkością, a zdjęcia satelitarne pokazują, że z każdym kolejnym kilometrem zwiększał objętość, by w okolicach Hawany osiągnąć rozmiary porównywalne do powierzchni Polski. Gdy Irma dotarła do wybrzeży Florydy, Simon Brewer, amerykański meteorolog, próbując ustać na nogach, mierzył jej prędkość. Urządzenie wskazało, że wiatr po dostaniu się na ląd wiał z prędkością 188 km/h. W poniedziałek Irma – największy w historii huragan na Oceanie Atlantyckim – przemieszczał się przez miasto Lakeland w hrabstwie Polk i kierował na wschód do miasta Tampa. Jego siła zmalała. Z 4 stopnia do 1. Według skali, jeśli nadal będzie wędrował po lądzie, zamieni się z huraganu w burzę tropikalną. Wówczas, jeśli to nie wiatr będzie jej największym zagrożeniem, to staną się nim opady deszczu. Już w niedzielę ulicami Miami płynęło 60 centymetrów wody. Szacuje się, że od 31 sierpnia Irma zabiła 24 osoby. Na Barbudzie, wyspie na Morzu Karaibskim, gdzie Irma dotarła na początku, zniszczonych zostało 90 proc. budynków a 50 proc. mieszkańców straciło dach nad głową.

Kiedy meteorolodzy zauważyli, że Irma może być groźna i zmierza w stronę USA, mieszkańcy Bangladeszu, Indii i Nepalu zaczynali podnosić się po jednej z największych od lat powodzi w Azji. Tam, na przełomie lipca i sierpnia, zmarło przynajmniej 1200 osób. Czerwony Krzyż podaje, że 7 milionów ludzi w Bangladeszu, a ponad 1 mln. w Nepalu zostało dotkniętych żywiołem.

O ile wśród badaczy klimatu panuje raczej zgoda, że „ekstremalne zjawiska pogodowe” są wynikiem dewastującego sposobu życia człowieka, a koncentracja w atmosferze dwutlenku węgla – obok metanu i podtlenku azotu – jest najwyższa od 650 tys. lat, to jednak w opinii publicznej ciągle pojawiają się głosy sceptyków, którzy przekonując, że globalne ocieplenie to raczej religia i przekonania, a nie wiedza i badania.

Claus Leggewie i Harald Welzer w „Końcu świata, jaki znaliśmy” pisali, że lobby negujące antropogeniczny charakter zmian klimatycznych ma się dobrze. Amerykański koncern paliwowy Exxon Mobil miał wydać w 2008 r. ponad 7 milionów dolarów na ekspertyzy naukowe dowodzące, że to nie człowiek jest odpowiedzialny za globalne ocieplenie. Jeśli w poważnej debacie naukowej ktokolwiek przekonuje, że zmiany klimatu są nieszkodliwe albo nie są wynikiem dewastującej aktywności człowieka, stawia się poza oficjalną dyskusją, mniej więcej tak, jakby głosił, że ziemia jest płaska.

January Weiner, biolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, mówił niedawno w „Tygodniku Powszechnym”, że sprawy zaszły tak daleko, że pozostaje nam tylko przygotowywać się na kataklizmy i – ewentualnie – dostosowywać gospodarkę i rolnictwo do zmieniającej się pogody (w Polsce na przykład niebawem może się okazać, że konieczne będzie podlewanie pól ziemniaków). W najbliższym numerze Tygodnika publikujemy z kolei polemikę z tezami Weinera, autorstwa fizyka, dr Jakuba Jędraka oraz prawnika i ekologa z Greenpeace Polska, Marka Józefiaka, którzy starają się przekonać, że pojedyncze wybory – choćby konsumenckie – mają wpływ na ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Wystarczy odsłonić grzejniki często przesłonięte meblami, wymienić oświetlenie mieszkań na LED-owe, kupować mniej i rozważniej, ograniczyć spożywanie mięsa (aby wyprodukować kilogram wołowiny trzeba zużyć 15,5 tysiąca litrów wody). Swoją drogą – co roku marnujemy 1 300 000 000 ton jedzenia. Do jego wyprodukowania trzeba wykorzystać ogromne ilości energii, a gdy żywność leży na śmietniku emituje do atmosfery znacznie groźniejszy od dwutlenku węgla – metan. Ciekawy materiał nagrała na ten temat Katarzyna Gandor.

Welzer pisze: „Ocieplenie klimatu na niespotykaną skalę nie podlega dyskusji. Jego miarą jest wzrost średnich temperatur powietrza i oceanów, topnienie lodu i śniegu na coraz bardziej rozległych obszarach oraz wzrost średniego poziomu mórz. Przeciętne temperatury roczne notuje się od 1850 r. Nie może być przypadkiem, że 11 z 12 najcieplejszych lat przypadło na okres od 1995 do 2007 r.”.

Irma najprawdopodobniej zastąpi w dyskusjach o przełomowych zdarzeniach pogodowych występujący dotychczas w tej roli huragan Katrina. Problem polega jednak na tym, że w przypadku zmian klimatycznych trudno o znalezienie medialnego symbolu, który mógłby stać się punktem granicznym w globalnych zmianach pojedynczego życia i politycznych decyzji na korzyść większej dbałości o Ziemię. New Scientist Magazine donosił w 2007 r., że społeczeństwo amerykańskie było na bieżąco informowane o wynikach badań naukowych i miało świadomość problemów z globalnym ociepleniem, mimo to lobbystom udawało się „przychylić szalę na korzyść sceptyków (…) więc opinia publiczna mogła powątpiewać, czy zmiany klimatyczne rzeczywiście są dostatecznie udowodnione”.

Jakże gorzko w tym kontekście brzmią słowa abpa Wacława Depo, który, przypomnijmy, w 2013 r. mówił w kazaniu: „Dziś, kiedy świat wydaje się wyznawać nową religię globalnego ocieplenia i zagrożenia dwutlenkiem węgla, Ojciec Święty (Benedykt XVI – przypis BS) przypomina, że nie można porównywać dzieła stworzenia z wartością człowieka i podkreśla mocno, że nie wolno człowieka ustawić na równi z naturą zwierząt. Dlatego Kościół nie zgadza się na kłamstwo. Chodzi o formułowanie całkiem poważnie różnego rodzaju ludobójczych postulatów. Jeden z nich głosi, że kraje bogate powinny płacić podatek za produkcję dwutlenku węgla a utworzony w ten sposób fundusz przekazywałby środki na aborcję w krajach ubogich, bo tam się rodzi – zdaniem klimatologów – za dużo dzieci, które wydychają dwutlenek węgla. To jest postulat jednego z ekspertów z Francji. I jeszcze mocniej powiedział, że tworzenie równowagi na ziemi wymaga eliminacji 300 tys. ludzi dzienne. To jest postulat za życiem, czy za śmiercią?”.

W zestawieniu użytym przez metropolitę częstochowskiego uderza dziś przede wszystkim to, że o ile człowiek z roku na rok coraz łatwiej traci niewinność w konfrontacji z naturą, o tyle zwierzęta nadal pozostają niewinne.

Gorzkie i smutne, zwłaszcza gdyby podjąć próbę uświadomienia sobie, jak bardzo nasze dewastujące życie dziś ma wpływ na życie przyszłych pokoleń. Uciekający przed Imrą ludzie mogą stać się smutnym obrazem tego, w jaki sposób schronienia będą szukać przyszłe pokolenia.

Zmiany klimatu – i w konsekwencji dramatyczna zjawiska, jak huragany i powodzie – doprowadzą nie tylko do pogłębienia panujących już nierówności miedzy północą i południem (Irma, przez to, że trafia w USA jest dla mediów „ciekawsza” niż znacznie poważniejsza w skutkach powódź w południowej Azji), ale także stworzą nierówności pokoleniowe. Wędrówki uchodźców klimatycznych nie są daleką przyszłością, przestrzegają przed nimi eksperci. Z Florydy przed Irmą uciekło 7 milionów ludzi! To jedna trzecia mieszkańców stanu. Problem w tym, że lada moment nie będzie już gdzie uciekać. Tylko zatwardziałością można nazwać to, że nie zareagujemy w porę.

Póki co będziemy musieli pogodzić się z tym, że prognoza pogody przestaje być wesołą pogawędką o niżach i wyżach, a zamienia się w streszczanie statystyk ofiar żywiołów. Mimo to, na dramatyczne apele o bardziej świadome ekologiczne życie i zmiany polityczne, sceptycy zdają się odpowiadać frazą Groucho Marxa: „Dlaczego mam troszczyć się o potomność? Czy potomność kiedykolwiek troszczyła się o mnie?”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

osób mających stanowczą opinie na temat globalnego ocieplenia, ale artykuł podpowiada ciekawe kwestie do rozważenia: czy wiadomo, co spowodowało olbrzymią (większą niż dzisiaj) koncentrację w atmosferze dwutlenku węgla, metanu i podtlenku azotu 650 tys. lat temu i jak udało się wtedy zażegnać katastrofę? jeśli nawet wykluczymy z dyskusji "negacjonistów" jako upartych ignorantów, to kto rozstrzygnie spór prawnika-ekologa Józefiaka z prof. Weinerem o odwracalność nadciągającej zagłady albo klimatologów z proekologicznym papieżem o aborcję? Rzecz jasna, wnioski praktyczne będą diametralnie różne w zależności od tego, komu przyznamy rację, a próbowanie różnych rozwiązań nie wchodzi w rachubę.

Oczywiście 650 tys lat temu stężenie CO2 mogło być wyższe, ale to był efekt naturalnych procesów, które zwykle trwają przez przynajmniej tysiąclecia. Ludzkość te powolne procesy zastąpiła 150-200 lat, a dopiero się rozkręcamy! Jeśli chcesz się trochę poznać, to polecam portal naukaoklimacie.pl gdzie polscy fachowcy zajmujący się klimatem popularyzują wiedzę i prostują popularne ale mylne "mity".

mimo nauki w nazwie radzi nie interesować się nawet poglądami laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki (piszą "nie polecamy" o wykładzie Ivara Giavaera), jeśli nie są one zgodne z ortodoksyjnymi tezami. Mnie zresztą nie chodziło o polemikę z konkretnymi ustaleniami historyków klimatu - te przyjąłem za dobrą monetę za autorem artykułu - ale o logikę. Bez względu na tempo wzrostu stężenia gazów cieplarnianych w odległej przeszłości w końcu osiągnęło ono poziom uznawany dziś za katastrofalny i być może nieodwracalny, a potem jednak w jakiś sposób to stężenie wróciło do bezpiecznego poziomu. W grę wchodzą więc nieantropogeniczne procesy znacznie potężniejsze i mniej znane, niż wydaje się tym, którym w ogóle wydaje się, że wiedzą wszystko. Oczywiście negowanie wpływu cywilizacji na klimat i, generalnie, "jakość" środowiska, w którym żyjemy, byłoby głupotą, ale nie traktujmy prób dyskusji nad środkami poprawy tej jakości jak zamachu na świętą doktrynę.

ale wiem, że faktów potwierdzonych naukowo nie można ignorować. A dzisiaj robi się to bardzo często z różnych powodów. Dopóki się to nie zmieni, dopóty będziemy walczyć z wiatrakami a nie racjonalnie ze zmianami klimatycznymi.

Ble, ble, ble i tak w kolo Macieju. Segregujmy odpady, nie jedzmy mięsa, nie przeklinajmy, kochajmy się jednym słowem. Nikt nie mówi, że jesteśmy niczym w starciu z naturą, jesteśmy bez szans, podobnie jak dinozaury. Z ludźmi czy bez nich, Ziemia nasza dalej się będzie kręcić, na nasze miejsce przyjdą inne stworzenia i innych bogów czcić będą. Może nie innych, ale na pewno inaczej, a gdy miarę wszelaką przekroczą, też ich zmiecie jakiś kataklizm. Chciało by się zawołać - nawróćcie się, opamiętajcie się. Jest nas …. Miliardów, za dziesięć lat będzie o … więcej. Głodnych nakarmić, bogatym zapewnić godziwą rozrywkę. Głodni jak napełnią brzuszki też się będą chcieli zabawić. Tabletka „dzień po” na receptę, no i konieczna klauzula sumienia dla lekarzy, aptekarzy, tramwajarzy i górników. Gdzie tu miejsce na opamiętanie się. Co ma wisieć nie utonie, nie spotkałem jeszcze alkoholika, którego uleczyłaby ulotka o szkodliwości picia, czy przerażonego palacza widokiem na opakowaniu papierosów zainfekowanego rakiem „organu” Takie pisanie może jedynie zmobilizować tych zasobniejszych, do bardziej intensywniejszego szaleństwa, póki jeszcze można, póki się da.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Błażej Strzelczyk
Błażej Strzelczyk, Elżbieta Malzahn, Przemysław Malzahn
Wojciech Pięciak, Teresa Stylińska, Marek Cichy

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]