Chrystus w Alei Lenina

Miałem szczęście podróżować ostatnio do Zaporoża, milionowego miasta Wschodniej Ukrainy. Jedną z pozostałości dawnego reżimu jest tam monumentalna aleja Lenina, wybudowana z myślą o defiladach ku czci martwej już ideologii.
Czyta się kilka minut

jedenasta niedziela zwykła

Po komunistycznych czasach zostało jednak nie tylko wspomnienie, nazwa ulicy oraz pomnik jej patrona. Przede wszystkim zostali ludzie.

W alei Lenina codziennie kwitnie nocne życie. Tysiące młodych chłopców i dziewcząt biesiaduje do rana po okolicznych zieleńcach. Pomiędzy nimi przemykają zgarbione staruszki i kloszardzi, dopijający ukradkiem resztki i zbierający puste butelki po piwnej uczcie. Na rogach ulic umięśnieni trzydziestolatkowie handlują kokainą. Sens życia? Przeżyć dzień dzisiejszy, nie zastanawiając się nad celowością świata i własnego losu. Młodzi, jeszcze niezniszczeni przez życie, a już ogołoceni i skazani na groźbę śmierci - duchowej i fizycznej.

Życie, a nawet Biblia, pełne są podobnych opisów. Ewangelista Mateusz pisze, że "widząc tłumy, Jezus litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza". Jezus nie debatował nad losem porzuconych, ale uczynił coś dla nich. Czasownik "litować się" oznacza głębokie współczucie pochodzące z głębin jestestwa, z głębin ludzkich emocji. Jezus ulitował się na widok niewidomych, chromych, samotnych i opuszczonych przez tych, którzy pierwotnie mieli dawać im nadzieję - kapłanów i faryzeuszy. Religia tych ostatnich była jedynie atrapą prowadzącą nie do afirmacji człowieka znękanego, lecz do jego negacji. Nie muszę wyjaśniać, że także komunizm był takim bezdusznym systemem odmawiającym osobie ludzkiej jej wrodzonej godności.

Według Jezusa początkiem dawania nadziei jest modlitwa do Ojca o zaradzenie tej sytuacji. Bo tylko Bóg może posłać skutecznych żniwiarzy, ludzi gotowych pozostawić wszystko ze względu na drugiego człowieka. Ale Jezus podjął też konkretne działania. Do opuszczonego ludu posłał Apostołów wyposażonych w misję wypędzania nieczystych duchów i leczenia chorób. Nie posłał urzędników, lecz uczniów, nakazując im dawać nadzieję bez oglądania się na korzyści materialne: "Darmo dostaliście, darmo dawajcie". Ta postawa ma odróżniać uczniów Jezusa od wyznawców religii świątyni Jerozolimskiej.

Nam, chrześcijanom, wydaje się, że jesteśmy powołani przede wszystkim do tego, aby nauczać i głosić Ewangelię. Tymczasem naszą pierwszą misją jest wypędzać demony uprzedzeń do ludzi. Naszym drugim zadaniem jest leczenie ludzkiej apatii i zaszczepianie optymizmu tam, gdzie brakuje nadziei. Naszą misją zaś ma być twórczy niepokój, budzący się zawsze, gdy widzimy czas żniwa i uświadamiamy sobie, że ciągle brakuje robotników altruistycznie oddanych sprawom Królestwa Bożego.

Po Zaporożu oprowadzał nas ks. Andriej. Opowiadał, jak bardzo tamtejszym duchownym zależy na dotarciu ze słowem nadziei do młodzieży. Mówił też o trudnościach stwarzanych przez przedstawicieli martwej ideologii. Może do tej opowieści wrócę innym razem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 24/2008