Choroba

Z uporem wracam do zjawiska, które uważam za przykrą chorobę. Wyzwala w nas ona najgorsze emocje, zaniża skutecznie jakość naszego życia.
Czyta się kilka minut

Dwie są grupy odpowiedzialne za zakażenie i rozprzestrzenianie się choroby. Jedna z nich to politycy. Chcą zamienić nasze życie w jedną, niekończącą się nawet na chwilę kampanię wyborczą, a społeczeństwo - w olbrzymi tłum kibiców, którzy ich oklaskują lub wygwizdują i coraz mniej interesują się wszystkimi innymi sprawami. Politycy chcą na kibiców przerzucić wszystkie swoje porażki, niefarty, rozczarowania i wypełnić ich sobą w całości aż po gardło. Politycy wyzyskują w tym celu wszystkie chwyty, stają się coraz bardziej bezwzględni i brutalni.

Druga grupa to media, które uznały, że najkorzystniej, najłatwiej i najtaniej jest wypełnić się po brzegi właśnie polityką. Rozdymają więc każde wydarzenie, powtarzają je wielokrotnie w formie przerywników i migawek, zapraszają najbardziej kontrowersyjnych komentatorów, urządzają im corridy i nie pozwalają ludziom ani na chwilę zapomnieć, że jest marnie, kiepsko, źle, a będzie jeszcze gorzej.

Po co ja to wszystko piszę?! Nikogo to do niczego nie skłoni, nikt się nad tym nie zamyśli, nikt się nie uderzy we własną pierś ani nie puknie się w czoło. Gadu, gadu, stary dziadu (a może raczej babciu).

Nurt

W sobotę 24 października oglądaliśmy w telewizji przez bite cztery godziny "walkę stulecia". Wytrzymaliśmy, bo było to na swój sposób ciekawe, prezentujące osobny nurt rzeczywistości widowisko.

Trochę sportu (głównie w walkach towarzyszących, bo sam rodzynek był dość żenujący), język pełen zawrotnych superlatywów, metafor i błędów gramatycznych, wywiady z różnymi VIP-ami (aktorzy, sportowcy, działacze), którzy tak chcieli błysnąć, że czasem świeczki w oczach stawały, tło z muzycznego łomotu plus wyryczany przez tysiące gardeł hymn narodowy, ale przede wszystkim reklamy. Deszcz, ulewa, gradobicie reklam, najdroższych w czasie takich imprez, wyrażających największą polską tęsknotę do kupowania, wybierania, przymierzania, posiadania rzeczy, rzeczy, rzeczy, rzeczy...

Trochę śmieszno, trochę straszno.

Wczoraj

Przeżyłam wczoraj prawdziwą radość. Przyszła z Krakowa zamówiona najbardziej oczekiwana książka. Kiedy wzięłam ją do ręki, dużą i ciężką, chociaż to tylko pierwszy tom - ja wiem, że tak się często mówi dla efektu, ale ja naprawdę poczułam, że to coś żywego, że właśnie, po długiej nieobecności, wszedł Janek. Jan Józef Szczepański, wspaniały pisarz, wspaniały człowiek, nasz serdeczny, najbliższy przyjaciel. I nagle galopujący ciąg wspomnień - wspólne przeżycia w Grecji, nasze pobyty w starym mieszkaniu Janków przy ulicy Helclów, pobyty w Kasince na czubku góry, pobyty Janka u nas we Wrocławiu, rozmowy, niekończące się rozmowy wspaniałe, najważniejsze.

Potem byliśmy znów razem we trójkę. Ja siedziałam na fotelu z zamkniętymi oczami, a mój mąż czytał głośno pierwsze zapisy Janka w "Dzienniku", który - tak przypuszczam - będzie prawdziwym wydarzeniem literackim.

Tak właśnie Janek wrócił wczoraj wieczorem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 45/2009