CETA, seta i galareta

Nie ma co narzekać, skoro odszedł 2016 r., zaś na horyzoncie nowe czai się za odwieczną Biesiadną Marylą (gwiazdy chyba jej oczom oddały cały blask).
Czyta się kilka minut

Z tych czających się najlepiej zachomikowane kryje się pod wdzięcznym i wpadającym w ucho kryptonimem TTIP. Korporacje przejmują władzę nad światem, a demokratycznie wybrani przedstawiciele cichaczem to przegłosowują. ISDS (inwestor przeciwko państwu) – i dobranoc Państwu, good night i good luck przed trybunałem arbitrażowym. Precz z niezawisłym sądem! Korporacje same sobie wymierzą sprawiedliwość, arbitrażowo. Polska zapłaci. Oczywiście oficjalna wersja brzmi optymistycznie: umowa TTIP, ewentualnie CETA, stworzy mnóstwo miejsc pracy, przyczyni się do masowego przyrostu wszelakiego dobrostanu, stanowi krok (milowy, oczywiście) na drodze dalszego rozwoju ludzkości przez wielkie L. Przyszłość jest jasna, just do it tudzież enjoy, przyszłość jest jasna, bije po oczach genetycznie zmodyfikowanym blaskiem. Korporacje będą mogły wpływać na pracę samorządów, blokować lub zaskarżać decyzje samorządów narażające korporacje na ewentualne straty. Dobro korporacji stanie się najwyższym dobrem obywateli – a jeśli nie, to obywatele drogo za to zapłacą wskutek starannego arbitrażu.

Ja nie chcę już śnić, chcę z tobą być, na jawie żyć. TTIP oznacza, że przepisy w całej Unii Europejskiej staną się takie jak w USA. I to jest dobra wiadomość dla koncernów. I nie jest to dobra wiadomość dla ludzi. Jak i dla kogo stanowione jest prawo w Stanach, to chyba każdy wie i nikt nie ma złudzeń. Ale najzabawniejszy jest brutalny fakt, że to nie państwa negocjują między sobą – to dogadują się korporacje amerykańskie z europejskimi. Pseudopolityczna zasłona dymna w postaci parlamentów, szefów rządów i ministrów rozwiewa się błyskawicznie, jeśli popatrzymy nieco uważniej. TTIP może się nazywać CETA, USA może się nazwać Kanadą, można udawać, że chodzi o umowy handlowe – ale tak naprawdę celem jest coraz większy wpływ korporacji na przepisy i prawa poszczególnych państw. Wpływ negatywny, oczywiście, zwłaszcza w zakresie produkcji żywności, usług publicznych, ochrony środowiska, praw pracowniczych itp. Czy widzimy, co się kroi, co się cichaczem wykrawa? Bo jeśli nie, to niechybnie przeforsują, i będzie pozamiatane. Czy Polacy są w stanie wyjść z domu tylko w sylwestra w Zakopanem? TTIP, CETA – to są ważne sprawy, reszta to Doda. Lecz kończy się sen, nastaje dzień. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 03/2017