Być jak Scypion (magnezja runnera)

W lipcu mija rocznica, którą zaprawdę warto uczcić, i nie chodzi tutaj o bitwę pod Grunwaldem (ponoć w tym roku znów wygrali nasi), idzie tutaj o inną bitwę...
Czyta się kilka minut

...bitwę o Polskę, bitwę o prawdę, batalię o stawy (nie chodzi o Raszyn księcia Pepi), o stawy naszej inteligencji. Rok temu na jednym z najpoważniejszych portali prawicowych zawieszono tekst przenikliwy jak wejrzenie redaktora naczelnego Jacka Karnowskiego (autor! autor!), bezlitośnie rozprawiający się z tymi, którzy pysznie rzucają wyzwanie boskim prawom... biegając.

Nie mogę, po prostu nie mogę nie przytoczyć fenomenalnego tytułu owego arcydzieła: „Dziś runnerzy są panami Polski. Ale czy wciąż są polską inteligencją?”. Tak, proszę nie regulować odbiorników, tak właśnie zatytułował swój błyskotliwy wywód „dziennikarz telewizyjny i prasowy, absolwent socjologii Uniwersytetu Warszawskiego” – jak skromnie napisał o sobie w stopce naczelny czołowego portalu prawicowego, jeden z najbardziej giętkich umysłów prawdziwej polskiej inteligencji (czyli tej, która nie biega). Jacek Karnowski nie biega, gdyż ma głęboko wszczepioną judeochrześcijańską świadomość, że młodość nie może trwać wiecznie, a bieganie to narkotyk szkodzący sercu i stawom, które „i tak puszczą, gdyż czasu nie da się oszukać”. Ale runnerzy próbują go oszukać, nie mogą przestać biegać codziennie, i to z zegarkiem, śrubując rekordy. Zgroza, zaprzaństwo i finis Poloniae. A przecie runnerzy kiedyś byli polską inteligencją. Kiedyś.

„Dziś polską inteligencją jesteśmy my. Choćby było nas kilkoro. Choćbyśmy gnili na marginesie do końca świata”. Zaiste, trudno jest zbiec z marginesu, zwłaszcza gnijąc w kilkoro, najprawdopodobniej z bratem bliźniakiem Michałem. Biega ZOMO, polska wolna inteligencja trwa i tkwi, mimo że niejedno by mogła, ale nie chce ze względu na smak. „To nasz wolny wybór. Przecież w ich świecie moglibyśmy zrobić kariery. Moglibyśmy, gdyby nie kwestia smaku”. A długodystansowi runnerzy, którzy „nie bronią zasięgu polskości”, są niesmaczni, wywołują mdłości.

„Kim są oni? Oni są runnerami. Tutejszymi runnerami. Bo przecież każdy kraj ma swoich runnerów”. No tak. Są runnerzy tutejsi i tamtejsi, ale tak naprawdę autor sugeruje, że każden runner to obcy runner (nawet jeśli kiedyś „synom dał słuszne i polskie imiona”), każden runner to runner poniekąd etiopski. Koniec cywilizacji białego człowieka. Natomiast polski inteligent nie biega za żadne skarby, prędzej się rozłoży, niż ruszy, gdyż wie, że ma od pokoleń w ramach dziedzictwa trwać do końca świata, każden jeden, a zwłaszcza dwóch braci Karnowskich.

„Do trwania zachęca nas widok kolegów, co zgięli kolana i padli na twarz, dostając w zamian Magnezję”. Przyznam, że ów passus bardzo mi się podobał, rewelacyjnie obrazowa wizja widoku kolan i twarzy kolegów pod wpływem magnezji... ale długo nie wiedziałem, o co autorowi biega, w swojej runnerskiej łepetynie ubrdałem sobie, że prawdziwy polski inteligent pokićkał magnezję z ambrozją, ale później jednak magnezja mnie olśniła: eureka! Wielka litera! Chodzi o bitwę Antiocha z Rzymianami. Na dłuższą metę bracia Karnowscy chcą być jak bracia Scypionowie pod Magnezją. Muszą sobie tylko podobierać przydomki: jeden będzie Afrykański, a drugi Azjatycki.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2012