Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Być Arabką w Ameryce

Być Arabką w Ameryce

02.07.2012
Czyta się kilka minut
„Język baklawy” to pełna ciepła, miłości, ale także dystansu i humoru opowieść o amerykańsko-jordańskiej rodzinie.
P

Pewnego dnia cała rodzina spotkała się w domu jednego z braci Abu-Jaberów. Pozostali bracia przyjechali z żonami i dziećmi, żeby, jak zwykle w weekendy, gotować, a później jeść to, co ugotowali. A przede wszystkim, żeby pobyć razem i powspominać Jordanię, w której wszyscy się urodzili. Tym razem to miała być wyjątkowa uczta. Kilka dni wcześniej gospodarz kupił od sąsiada – amerykańskiego farmera – malutkie jagniątko. Bracia mieli zabić zwierzę i sporządzić z niego najlepsze kebaby. Mięso na kebaby musi być świeże i smaczne, więc wydawało się, że jagniątko to idealny wybór.

Jednak nic z tego nie wyszło. Okazało się, że bracia, którzy przecież w czasie swojej jordańskiej młodości wielokrotnie uczestniczyli w ceremonii uboju zwierząt i szykowania z nich potraw, już nie byli tymi samymi ludźmi co kiedyś. Okazało się, że zabijanie owieczki pod namiotem rozstawionym na jordańskiej pustyni to nie to samo, co zabijanie owieczki w szopie jednorodzinnego domku na amerykańskich przedmieściach. Coś, co w starej ojczyźnie wydawało im się jak najbardziej naturalne, ujrzeli jako niepotrzebne okrucieństwo. Gdy przyszło do podrzynania gardła, każdy z braci myślał o swoich dzieciach, które tak słodko bawiły się z barankiem, a teraz zostały wysłane do miasta na lody, żeby nie widziały, co dzieje się z ich maskotką.

Mimo to zarżnęli zwierzę. Robili to wbrew sobie, myśląc tylko o tym, żeby nie zbłaźnić się przed resztą rodzeństwa. Mięso jednak nie nadawało się już na kebaby. Śmierdziało, bo było przesiąknięte paniką baranka. Zdenerwowani i zażenowani bracia Abu-Jaber nie umieli zabić go jednym precyzyjnym cięciem, tak jak uczyli ich tego ojciec i dziad w Jordanii.

Historię tę opisała wiele lat później córka jednego z braci, amerykańska pisarka Diana Abu-Jaber. Jej książka „Język baklawy. Wspomnienia” nie jest jednak zapisem drastycznych przeżyć z dzieciństwa. To pełna ciepła, miłości, ale także dystansu i humoru opowieść o amerykańsko-jordańskiej rodzinie.

Najbardziej wzruszające momenty książki dotyczą poszukiwania tożsamości. Doświadczali go wszyscy członkowie rodziny pisarki. „Moje siostry i ja to dla Buda jeden z głównych powodów przeprowadzki do Jordanii. Czuję się winna, jakby to, że stałam się Amerykanką, było świadomą decyzją świadczącą o moim słabym charakterze. Gdybym była dobrą córeczką, chodziłabym na lekcje arabskiego w podziemiach starego kościoła w mieście, ochoczo gotowałabym arabską kawę i wszystkie arabskie potrawy, jakich życzyłby sobie mój ojciec. Nabieram przekonania, że gdybym tylko zechciała być w Ameryce bardziej Arabką, można by uniknąć całych tych przenosin”. Ten wyjazd w końcu nie doszedł do skutku. To miała być już druga przeprowadzka rodziny do Jordanii, wcześniej spędzili rok w Ammanie, gdy Diana miała sześć lat. Autorka później już sama, jako dorosła kobieta, wyjechała na kilka miesięcy do ojczyzny swego ojca, a on w końcu nauczył się akceptować, że zawsze będzie amerykańskim Jordańczykiem w Stanach i jordańskim Amerykaninem w Jordanii.

We wspomnieniach Abu-Jaber kluczową rolę odgrywa jedzenie. Śledząc perypetie rodziny, uczestnicząc w kolacjach i przeprowadzkach, słuchając ich zasadniczych rozmów i kibicując trudnym wyborom, zaglądamy im równocześnie do garnków. Dowiadujemy się nie tylko, co kiedy jedli, ale nawet jak to jedzenie przygotowywali. Bo, jak pisze Diana Abu-Jaber: „Wspomnienia dają naszemu życiu pełnię, a wspólne jedzenie pomaga nam pamiętać”.

Diana Abu-Jaber, „Język baklawy. Wspomnienia”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.

LUDWIKA WŁODEK jest podróżniczką, dziennikarką „Gazety Wyborczej”, prawnuczką Jarosława Iwaszkiewicza i autorką książki „Pra. O rodzinie Iwaszkiewiczów”. Rozmowę z nią opublikowaliśmy w „TP” nr 26.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]