Bukwa i flak

Rzecz tę zapisaliśmy trzy dni przed wyborami i w dniu ogłoszenia laureatów literackiego Nobla.
Czyta się kilka minut

Był to, rzec trzeba, dzionek niesłychanego kociokwiku w mediach prowadzonych przez pracowników propagandy, ale i wśród czynników partyjno-rządowych. Można by tu długo, a łatwo się bawić tym stanem, rzecz jednak nie w tym, a w pewności, że już takie coś kiedyś widzieliśmy.

Jesteśmy bezwzględnie przeciwni infantylnym porównywaniom dzisiejszości do przeszłości, ale zaiste numer „Trybuny Ludu” z dnia następnego po Noblu dla Wałęsy zreprodukował się na naszych oczach, w wersji elektronicznej. Wydanie ówczesnego dziennika telewizyjnego zostało – jak to się mówi – zremasterowane i puszczone w tych samych godzinach co tamto, wtedy. Kto nie widział tego cudu ponownego przyjścia, niechaj żałuje. Takie rzeczy, z taką dokładnością odwzorowania, zdarzają się w życiu rzadko albo w ogóle. Bukwa, którą się posłużono do napisania tekstów o literackim Noblu czy będąca literą wykrztuszonych z tej okazji komentarzy, miała tłustość i krój identyczny z oryginalnym, tzn. z tekstami o Noblu Wałęsy. Każda buzia była już widziana wtedy i teraz, każde słowo było słyszane i przeczytane, i powtórzone, okazja była taka sama – ogólnie więc komplet, a nawet nadkomplet.

Było coś w tym jeszcze, coś osobliwie zaskakującego, a mianowicie zerowa świadomość uczestnictwa w rekonstrukcji ludzi, którzy z rekonstrukcji uczynili prawdę historyczną, zero świadomości remasteringu, pewność i uśmiech odkrywców rezolutnego uderzania w punkt, zadowolenie z własnej oryginalności i plastycznego wytłuszczania bukwy. A więc – jako się rzekło – kociokwik plus osobliwe widowisko i osobliwe umysłowości. Nie może nam takoż umknąć osobliwość widzenia literatury jako transportera opancerzonego na frontach wojny ideologicznej, bądź barwnej planszy na przyspieszonym kursie doktryny politycznej. Słowem: dno.

Ten krótki opis i mała refleksja musi być nam też kanwą do dalszych rozważań na temat czasu. Pretekstem niechże będzie nieodległa – do wykonania jeszcze w tym miesiącu – konieczność ustawienia zegarków na nowo, czyli na zimowo. Robimy to od zawsze, ale ten raz będzie bodaj przedostatnim. Ludy Europy nie chcą już przesuwać wskazówek ani w tę stronę, ani w tamtą, a powodów tej niechęci jest mnóstwo. Polacy należą – co jakoś ciekawe – do największych na kontynencie przeciwników cofania i posuwania, i są zażartymi zwolennikami zarzucenia wszelkich manipulacji czasem. Widzimy tu – popatrzywszy na lud ten z lotu ptaka – jakąś zasadniczą sprzeczność w odczuwaniu. Idzie nam o to, że z jednej strony widać marzenie o pełnej, niemal fizycznej potrzebie kontroli nad upływaniem czasu, a z drugiej przekonanie, czy może marzenie, by czas był jednak robiony z gumy i pod zamówienie. Mówiąc szczerze i bez histerii, przestawianie zegarków dwa razy w roku jest działaniem kosmetycznym, ma też w jakże ważnej dla człowieka sferze symboliki znaczenie małe, niemal niezauważalne. Cóż z tego, że dziś „czas cofamy”, a kiedy indziej „przyspieszamy”? Nic. Zdaje się zatem, że po zniesieniu cofań i przyspieszeń życie nie będzie jednak ani lepsze, ani gładsze, zwłaszcza – popatrzmy – że są to peryferie tutejszych zmagań z czasem. Jednak pół narodu codziennie cofa czas niemal fizycznie, ciągnąc go zawzięcie za ręce, włosy i nogi, a reszta ciągnie go takoż wręcz i fizycznie w drugą stronę. Czasy w Polsce się nieustannie szturcha, naciąga lub obkurcza, pompuje albo flaczy – i zajmują się tym wszyscy, od rana do wieczora. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 42/2019